Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SLASHER

SLASHER

Slasher

ocena:6
Rok prod.:2016
Reżyser:Craig David Wallace
Kraj prod.:USA
Obsada:Katie McGrath, Brandon Jay McLaren, Steve Byers, Christopher Jacot, Patrick Garow
Autor recenzji:Łukasz Zbrzeźniak
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Telewizyjny horror przeżywa ostatnio prawdziwy renesans popularności. Niemal każda większa amerykańska stacja ma w ramówce jakiegoś „straszaka”. W większości produkcje te wykorzystują jedynie motywy znane z kina grozy i zamykają je w ramach gatunków od horroru dość odległych. Czysta krew była przede wszystkim romansem, The Walking Dead to dramat, a Teen Wolf (nomen omen) teen drama. Slasher to pierwsza śmiała próba amerykańskiej telewizji Chiller w obszarze oryginalnych produkcji fabularnych. Plany były ambitne, ale jak to z takimi założeniami bywa efekt końcowy nie do końca się z nimi pokrywa.

Pod najprostszym z możliwych tytułów kryje się hołd dla kina siekanego i ciętego z lat 80. Autorzy serialu przejęli z gatunku wszystko co najlepsze – gęstą atmosferę, brak przestojów (głównie w pierwszych odcinkach), klimat ciągłego zaszczucia czy współczesną wersję klasycznej scream queen. Z dobrodziejstwem inwentarza przygarnięto również wiele gatunkowych kalek i klisz, toporne rozwiązania fabularne i zarzucanie widza zwrotami akcji niemal w każdym odcinku.

Pierwsza sekwencja serialu zwiastuje wiele dobrego, autorzy nie tracą czasu na zbędną ekspozycję. Już w pierwszych pięciu minutach widz zostaje „uraczony” dwoma morderstwami i amatorskim cesarskim cięciem, wykonanym na jeszcze żywej kobiecie przy pomocy maczety. Jak się okazuje to tylko retrospekcja i do właściwej akcji wracamy blisko trzy dekady później.

Sarah, dziecko wyrwane z łona matki i ocalone niedługo po zajściu przez policję, wraca do feralnego domu. Przez całe życie musi radzić sobie ze swoimi traumami, namówiona przez męża wraca do rodzinnego miasteczka. Chce w końcu zostawić koszmary za sobą i rozpocząć nowy rozdział, zostawiając za sobą historię swoich makabrycznych narodzin. Logika rodem z horroru. Podobnie wygląda samo miasteczko, niemal żywcem wyrwane z filmów Wesa Cravena. Ciągle żyjące dawną tragedią, pełne mieszkańców ukrywających swoje mroczne sekrety pod cieniutką warstewką pozorów.

Szybko okazuje się, że niechęć sąsiadki i nadmierne zainteresowanie lokalnej gazety to nie jedyne problemy Sarah. Wraz z przekroczeniem przez nią granicy miasteczka wraca również Execiutioner, morderca odpowiedzialny za śmierć jej rodziców. Dla każdego fana horroru nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zabójca od wielu lat odsiaduje w więzieniu swój wyrok. Tymczasem mieszkańcy małego miasteczka z wielkimi sekretami, personifikujący któryś z siedmiu grzechów głównych zaczynają ginąć w makabrycznych okolicznościach. Podejrzany jest niemal każdy, od szefa lokalnej policji, po księdza – jedynego ocalałego z pierwszej zbrodni.

Inspiracje scenarzystów są aż nazbyt oczywiste. Największą wydaje się być seria Krzyk, ale tu i ówdzie pojawiają się również przebłyski Piątku trzynastego czy Halloween. Modus operandi mordercy niemal żywcem przeniesione jest z Siedem Davida Finchera, a sceny kiedy Sarah konfrontuje się z mordercą rodziców w więziennym pokoju odwiedzin to kalka ze spotkań Clarice Starling z Hannibalem Lecterem.

Hybryda powstała z tych elementów mogła przypominać groteskowe monstrum, pozszywane na szybko i pozostawiające po sobie wrażenie, że to wszystko już gdzieś kiedyś widzieliśmy. Co więcej widzieliśmy w zdecydowanie lepszym wykonaniu. Aaron Martin napisał jednak historię dość zgrabną, która przez większą część ośmiu epizodów jest przystępna w odbiorze i dobrze zbalansowana pomiędzy odkrywaniem tajemnicy tożsamości nowego mordercy, a jego krwawymi wybrykami.

Najgorszym elementem serialu są zdecydowanie bohaterowie. Tych do których widz może poczuć sympatię można policzyć na palcach jednej ręki. Nie sposób współczuć nawet głównej bohaterce. Sama wystawia się na niebezpieczeństwo, nie widzi najbardziej oczywistych powiązań, ma pretensje do wszystkich wokół, czasem słuszne, zdecydowanie częściej wyssane z palca. Kwintesencją jej charakteru jest scena spotkania z Tomem Winstonem – mordercą jej rodziców. Prosi go ona o radę w sprawie jego naśladowcy, a kiedy ją otrzymuje oburzona wychodzi z pokoju, bo przecież nikt, szczególnie zwyrodnialec, nie będzie jej pouczać. Komendant policji odgrywa standardową w takich okolicznościach szopkę pod tytułem „morderstwa nie są wcale powiązane”, a lokalny klecha wymyka się pod osłoną nocy w bardzo szemrane miejsca. To odwrócenie pozycji, gdzie najbardziej godnym zaufania jest osoba, która w teorii jest najbardziej zepsuta, gra na początku. W późniejszej fazie rozwoju fabuły wszystkie słabości i słabostki bohaterów przestają zaskakiwać. Mimo prób zróżnicowania ich pod każdym możliwym względem wszyscy ostatecznie okazują się boleśnie nijacy.

Budowaniu więzi z postaciami nie pomaga poziom aktorstwa. Twórcy zaangażowali w projekt twarze, które niemal nie zaistniały poza małym ekranem. Wcielająca się w Sarah Katie McGrath przez cały sezon paraduje ze zbolałą miną, każdego kto chce jej pomóc traktuje jak wroga. Zachowuje się jak zraniona nastolatka, co zważywszy na to, że scenarzysta najbardziej znany jest z tworzenia kultowego w pewnych kręgach Degrassi, nabiera sensu. Reszta obsady to typowy „środek drogi”, najgorsze wyjście niewzbudzające żadnych emocji. Na wyróżnienie zasługuje tylko Patrick Garrow, dość przyjemnie dla oka odgrywający mordercę rodziców tytułowej bohaterki. Nie szarżuje, jest dość oszczędny w swojej interpretacji i dość dobrze się to ogląda.

Technicznie nie ma się do czego przyczepić. Slasher to kawałek solidnie zrealizowanej telewizji. W wielu momentach przewyższa nawet to co możemy oglądać na ekranach kin, szczególnie wśród napływu kiepskich horrorów typu found footage, w których specjalizuje się szczególnie studio Blumhouse. Bardzo przyzwoicie zrealizowany jest też kostium Execiutionera. Maska, toga, nieodłączna maczeta wszystko łączy się w zgrabną i wywołującą dreszcz całość.

Nie tak dawno w telewizji zadebiutowała serialowa wersja Krzyku, a wielkimi krokami zbliża się jego drugi sezon. Obyło się bez zachwytów, ale też bez większych narzekań. Serial miał do udźwignięcia wielkie brzemię kinowego pierwowzoru i na swój sposób sobie z tym poradził. I to właśnie produkcja MTV (trudno w to uwierzyć, ale to prawda) stanowi dla serialu Aarona Martina i Craiga Wallecea najbardziej realistyczny punkt odniesienia. Slasher miał łatwiej, nikt za bardzo na niego nie czekał, nie był powiązany z żadnym wielkim tytułem. Wszedł na ekrany po cichu i podobnie sezon zakończył. Nie ciągnął się w nieskończoność, a historia została przedstawiona w idealnej liczbie epizodów. Wady i zalety spotykają się niemal idealnie pośrodku. Po wygładzeniu kilku niedociągnięć drugi sezon może okazać się tylko lepszy. O ile w ogóle powstanie, bo jak do tej pory o przedłużeniu serialu cisza.

Screeny

HO, SLASHER HO, SLASHER HO, SLASHER HO, SLASHER HO, SLASHER HO, SLASHER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nie przynudza
+ interesująca historia
+ poziom realizacji
+ wygląd antagonisty
+ nie cierpi na typowo serialową tendencję do oferowania widzowi „odcinków-zapychaczy”

Minusy:

- jak na dłoni widać inspiracje twórców, a więc…
- … wszystko to już gdzieś było i na dodatek prawdopodobnie zrealizowane lepiej
- typowa slasherowa konwencja miasteczka, gdzie każdy ma mroczne tajemnice
- bohaterowie, których nie da się lubić

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -