Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOBO WITH SHOTGUN

HOBO WITH SHOTGUN

Włóczęga ze strzelbą

ocena:9
Rok prod.:2011
Reżyser:Jason Eisener
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Rutger Hauer, Molly Dunsworth, Gregory Smith
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wspólne dzieło Quentina Tarantino i Roberta Rodriqueza, „Grind House” podzieliło fanów obu reżyserów, ale niewątpliwie zapoczątkowało pewien renesans pulpowych, kampowych filmów, gdzie seks, przemoc i brak poprawności politycznej były wielkim atutem. Wisienką na torcie tego intrygującego projektu były fałszywe trailery filmowe, z których najciekawszym okazał się „Maczeta” - doczekawszy się pełnometrażowej wersji i sequela. Z podobnego źródła wywodzi się „Hobo with Shotgun” - zaczęło się od fałszywego trailera na konkurs zorganizowany przez Tarantina i Rodriqueza.

Krótka zapowiedź prezentowała zdegenerowane miasto toczone przez korupcję i bezlitosną przemoc, w którym pojawiał się nieznajomy włóczęga, marzący o uzbieraniu kwoty finansowej na nową kosiarkę. Przerażony i zdegustowany otaczającym go okrucieństwem i bezprawiem zdecydował się zamiast wymarzonego narzędzia nabyć strzelbę, za pomocą której rozpoczął walkę ze złem tego świata. Trailer był odpowiednio brutalny, szokujący i krwawy, a szybki montaż gwarantował wiele zapadających w pamięć scen. Wszystko w zasadzie było tak mocno przerysowane i drastyczne, że wystarczyło dodać do tego odrobinę fabuły, by rozdmuchać całość do pełnego metrażu.

Scenarzysta John Davies i reżyser Jason Eisener wywiązali się z zadania znakomicie, co jest godne pochwały, że obaj to debiutanci (jedynie Eisner miał na koncie krótkometrażowy „Treevenge”). Panowie zadbali o to co w niskobudżetowych, grindhousowych produkcjach najważniejsze – brutalność, skrajne przerysowanie fabuły, brak poprawności politycznej i często puszczane oko do widza. Pominąłem seks? Zgadza się, wyjątkowo ów temat został niemal całkowicie zmarginalizowany, jedynie w jednej scenie pojawiają się panie w toples i jest to ujęcie na tyle niedbałe i niepotrzebne, jakby twórcy jasno mówili - „jasne, możemy, ale po co? Mamy co innego”. No i mają! Samego Rutgera Hauera!

Z całym szacunkiem dla Davida Brunta, który wcielił się we włóczęgę w fałszywym trailerze, nikt nie udźwignąłby tego obrazu i tej roli tak doskonale jak Hauer. W owym czasie sześćdziesięcio- siedmioletni gwiazdor miał już najlepsze czasy za sobą i choć nie przestawał (i dalej nie przestaje) występować przed kamerą, wybitny odtwórca roli androida Roya Batty'ego i psychopatycznego autostopowicza, Johna Rydera, został nieco zapomniany i odsunięty na boczny tor. No bo czy to byłby wielki problem wpleść go w obsadę którejś z części „Niezniszczalnych”? Gdybać jednak nie ma sensu. Faktem jest, że jakimś cudem aktor dał się namówić Eisnerowi i wcielił się w rolę zmęczonego życiem, przegranego włóczęgi, który nie może pogodzić się z okrucieństwem świata, a przede wszystkim z rządami niezrównoważonego Drake'a, który wraz ze swymi zwyrodniałymi synami trzęsie całym miastem, korumpując przy tym całkowicie policję i władze. Mieszkańcy miasta są bezsilni. Jak mówi Hauer w jednej ze scen, stojąc przed noworodkami w szpitalu - „tu możecie zostać tylko dziwkami, albo uzależnionymi od cracku ćpunami, jak się wam poszczęści, będziecie nim handlować”. To miasto bez przyszłości, bez nadziei, bez litości. A przede wszystkim bez sprawiedliwości i ją właśnie uzbrojony w strzelbę włóczęga postanawia zaprowadzić.

Twórcy znakomicie powtórzyli większość scen z trailera, poczynając od motywów z kosiarką, okaleczaniem i poniżaniem za pieniądze, przez napad na sklep i mikołaja pedofila, a przede wszystkim dwie demoniczne postacie tworzące tak zwaną Plagę. Odrobinę odpuszczono sobie finałowe sceny (z trailera, gdzie na przykład widniała brutalna scena wyłamywania zębów dłutem), wstawiając za to jeszcze bardziej brawurowe i krwawe. Wiem, że większości fanów kosiarka kojarzy się z kultową „Martwicą mózgu”, ale zapewniam, że po tym filmie odznaczy się wam jeszcze jednym elementem. Wszystko, oczywiście, zrealizowano lepiej i brutalniej niż w trailerze, choć ani przez moment nikt nawet nie udaje, że na film przeznaczono duży budżet. A jednak wszystko gra tu znakomicie, o ile spodziewacie się tego, co zobaczycie.

Piękna czołówka filmu przypomina klasyczna produkcje z lat 70-tych, szczególnie jedną, której tytułu nijak przypomnieć sobie nie mogę, ale obraz bardzo szybko skręca w stronę „Toksycznego mściciela”. Ta sama eskalacja bezsensownej, karykaturalnej przemocy, nawet podobna scena napadu na sklep, włącznie z celowaniem w dziecko. Tylko, że tutaj wszystko jest bardziej ponure i mroczne, nie ma też miejsca na groteskę w stylu Tromy. To jest camp, to jest grindhouse, ale kilka razy łapałem się na tym, że nawet mnie ruszyły niektóre ze scen. Twórcy poszli bowiem dalej niż wszyscy ich poprzednicy i ci, którym w mniej lub bardziej świadomy sposób złożyli hołd. Nie chodzi już nawet o brak poprawności politycznej, czy sceny gore i tryskającą obficie krew. Nawet nie chodzi o sceny palenia dzieci, czy mordów na nieletnich. Tu nie ma tabu i tego należy się spodziewać sięgając po tego typu kino. Chodzi głównie o to, że film Eisenera nie daje żadnego wytchnienia, ułudy nadziei, jest skrajnie nihilistyczny w zasadzie w każdej minucie trwania. Bardzo szybko widz odkrywa, że nie ma tu żadnej taryfy ulgowej, że dobrzy wcale nie muszą doczekać do napisów końcowych, a sympatyczne postacie nawet jeśli spotka to szczęście, to nie oznacza, że dotrwają tam w jednym kawałku. A pomysłów na wyrządzanie krzywdy bliźnim jest tu sporo.

Krótko mówiąc, to nie jest film dla wszystkich, raczej dla bardzo wąskiej grupy fanów. Brutalna krzyżówka filmu zemsty z krwawym horrorem przebija nie tylko wszystkie produkcje Tromy swoją bezkompromisowością. „Hobo with Shotgun” (wybaczcie, ale ten tytuł po prostu lepiej brzmi) wciąga nosem cały „Grindhouse” i kasuje bestialstwem obie „Maczety” razem wzięte. Zawarty zaś w filmie ponury ładunek emocjonalny czyni go nie tylko wyjątkowym, ale i kultowym. Znienawidzi go wielu, ale sporo osób pokocha. Rutger Hauer zaś dorzucił kolejną ikoniczną rolę do swego wizerunku, czy to się komuś podoba, czy nie.

Screeny

HO, HOBO WITH SHOTGUN HO, HOBO WITH SHOTGUN HO, HOBO WITH SHOTGUN HO, HOBO WITH SHOTGUN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ bezkompromisowy i niepoprawny politycznie
+ niezwykle brutalny, ale i stosownie groteskowy
+ kwintesencja campu, grindhouseu i złego smaku
+ znakomita rola Rutgera Hauera
+ ponury i nihilistyczny nastrój

Minusy:

- nie jest to film dla każdego, większość uzna go po prostu za chory

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -