Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOWL

HOWL

Howl

ocena:4
Rok prod.:2015
Reżyser:Paul Hyett
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Ed Speleers, Holly Weston, Elliot Cowan, Amit Shah, Sam Gittins, Shauna MacDonald
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W kinie gatunkowym popularnym dzięki kliszom i schematom fabularnym pewne rozwiązania oraz konstrukcje narracyjne to pewniaki, prawdziwe samograje. Weźmy grupę ludzi, najlepiej zupełnie sobie obcych, którzy na pustkowiu, odcięci do cywilizacji i zdobyczy techniki stawić muszą czoła jakiemuś monstrum. Szybko w takiej sytuacji wychodzi na jaw, iż budzący grozę potwór nie będzie ich jedynym przeciwnikiem. Bo z człowieka poddanego presji bardzo często wychodzi bestia dla swych bliźnich nie mniej złowroga od piekielnych zastępów. I tak jak w wielu filmach ów koncept fascynował, a nierzadko wręcz mroził krew w żyłach, tak w brytyjskim „Howl” Paula Hyetta jedynie pierwsze kilkanaście minut filmu budzi zainteresowanie, bo reszta tonąc w sztampie i marazmie, z każdą minutą wywołuje coraz większe znużenie.

Głównym bohaterem filmu jest Joe, cichy i spokojny konduktor zatrudniony u jednego z brytyjskich przewoźników kolejowych. Pewnej nocy nadzorowany przez niego skład niespodziewanie zatrzymuje się w lesie, z dala od jakiejkolwiek stacji. Początkowo zdezorientowanych pasażerów informuje się o awarii. Dopiero znalezienie zmasakrowanego ciała maszynisty uzmysławia im, że pociąg wstrzymano w tym miejscu nieprzypadkowo. Będą bowiem musieli stoczyć bój z czającymi się w lesie wilkołakami.

Jak wspomniałem wyżej, jedynie początek filmu przykuwa uwagę. Nie da się bowiem bez zainteresowania patrzeć na ekstremalnie skomplikowaną sytuację kilkorga zagubionych i przestraszonych ludzi, którzy uwięzieni w puszce zepsutego pociągu, bez możliwości kontaktu ze światem zostają zmuszeni od odparcia ataku krwiożerczych monstrów. Co więcej, nie wszyscy pasażerowie uznają za słuszną ideę „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” i co poniektórzy, aby ratować własną skórę, gotowi są poświęcić starszych czy słabszych towarzyszy niedoli. „Howl” miał zatem papiery na solidnego straszaka, tym bardziej, że miłośnicy horroru do dzisiaj z uznaniem mówią o innym brytyjskim filmie o wilkołakach, mianowicie o „Dog Soldiers” Neila Marshala. Co zatem nie zagrało u Paula Hyetta?

Zawiedli przede wszystkim scenarzyści, na barkach których spoczywa takie rozpisanie postaci oraz zależności między nimi, by tworzyło to intrygującą osnowę dla wszystkich wątków. Obcujący niemalże na co dzień z horrorami widz, nie będzie ekscytował się polującymi na ludzi lykantropami. Pomysł z pociągiem zatrzymującym się pośród szkockich lasów to za mało, by stanowił on pożywkę dla wyobraźni przez cały czas projekcji. A tak naprawdę nic więcej twórcy „Howl” nie mają do zaproponowania. Z bohaterami – miałkimi, jednowymiarowymi i nijakimi – identyfikować się nie sposób. W filmie niby dużo się dzieje, co i rusz pasażerowie pociągu stają oko w oko z wilkołakami, ale przez to, że nie interesują nas ich losy, trudno w konfrontacji trzymać za nich kciuki. Nieszczególne wrażenie robią też wilkołaki. Raz, że w porównaniu z innymi, podobnymi im stworami, nie budzą panicznego strachu, a dwa, to dość łatwo nasi bohaterowie niedysponujący przecież żadną bronią łatwo dają sobie z nimi radę.

Swoją sztucznością razi także miejsce, w którym rozgrywa się akcja. Wiele ujęć skąpanego w ciemności lasu, od czasu do czasu rozświetlanego księżycową iluminacją wygenerowano dzięki animacji komputerowej. Niby jest „klimaciarsko”, bo odludzie, leśna gęstwiona skrywająca bestie, ciemność i wyłaniający się spośród ciemnych chmur księżyc, ale nie w tym krztyny realizmu, przez co grozie wyłaniającej się z ekranu trudno dać się ponieść. Gdyby nie kilka scen gore, „Howl” przypominałby trochę lepsze i poważniejsze produkcje co jakiś czas wypuszczane przez takich producentów jak The Asylum czy Syfy. To w nich liczy się przede wszystkim dynamiczna akcja, bez wnikania w psychologiczne prawdopodobieństwo, odwołania do rzeczywistości czy skupiania się na detalach konstrukcji fabularnej.

Kinematografia w swoim dorobku ma tyle interesujących filmów o wilkołactwie (ostatnio duńskie „Wilkołacze sny”), że seans „Howl” wydaje się po prostu stratą czasu. Miłośnicy tychże monstrów i wycia do księżyca rzecz jasna obejrzenia filmu Paula Hyetta sobie nie darują, innym jednak projekcję radzę sobie odpuścić.

Screeny

HO, HOWL HO, HOWL HO, HOWL HO, HOWL HO, HOWL HO, HOWL HO, HOWL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ intrygujący początek
+ pomysł umieszczenia akcji w unieruchomionym pociągu
+ kilka scen gore

Minusy:

- nieciekawi bohaterowie
- wilkołaki
- brak napięcia
- kiczowato wyglądający las
- brak scen przemieniania się człowieka w wilkołaka

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -