Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GREEN ROOM

GREEN ROOM

Green Room

ocena:8
Rok prod.:2015
Reżyser:Jeremy Saulnier
Kraj prod.:USA
Obsada:Imogen Poots, Patrick Stewart, Alia Shawkat, Anton Yelchin, Mark Webber, Joe Cole, Macon Blair
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Myślenie magiczne choć jest w nas bardzo mocno zakorzenione – jesteśmy przesądni, wierzymy w tego czy innego boga, czytamy horoskopy i chodzimy do wróżki - coraz mniej jednak zajmują nasze głowy nadprzyrodzone sprawy, a tym samym przestajemy traktować poważnie kiedyś przecież nieustannie towarzyszący człowiekowi lęk przed duchem, demoniczną manifestacją czy innego rodzaju nadnaturalnymi istotami. Ale w materializm nie tonuje naszego strachu przed zagrożeniem namacalnym i jak najbardziej rzeczywistym w postaci dzikiej natury („A Lonely Place to Die”, „Long Weekend”, „The Ruins”) czy agresywnie zachowującego się człowieka („Eden Lake”, „Deliverance”). Kino grozy ze swym gatunkowym instrumentarium doskonale potrafi te lęki wyeksponować, choćby w fabułach zaliczanych do survival horror. Jednym z takich filmów jest „Green Room” J. Saulniera.

Po nieudanym koncercie dołująca finansowo kapela punkowa postanawia zagrać dla dość nietypowej dla siebie publiki, mianowicie dla młodych ogolonych na łyso wyznawców nazizmu. Mimo prowokacji z jednej i drugiej strony, bohaterom udaje się dograć koncert do szczęśliwego końca. Zbierając swoje graty zaglądają do garderoby, w której przed chwilą ktoś zamordował młodą dziewczynę. Właściciele położonego pośród lasów lokalu postanawiają pozbyć się punkowców.

Moment, w którym członkowie punkowego bandu godzą się zagrać dla prawicowej ekstremy, przypomina horyzont spowity czarnymi chmurami. Katastrofa jest kwestią czasu. Kiedy kapela w obskurnej knajpie staje oko w oko z dużą grupą nazioli obojga płci, napięcie staje się wręcz namacalne, jakby zaraz miało coś wybuchnąć. I rzecz jasna eksplozja następuje, ale nie w tym momencie, w którym oczekujemy i nie taka, jakiej się spodziewamy. W tym, że nie wiemy, co czeka bohaterów, czym twórcy nas zaskoczą i jakim torem pędzić będzie akcja, tkwi w moim przekonaniu ogromna siła „Green Room”. Młodzi muzycy postawieni pod ścianą, zewsząd otoczeni przez kipiący agresją motłoch nagle orientują się, że będą musieli stoczyć brutalną i bezpardonową walkę o życie. Nie mając innego wyjścia, zrobią wszystko, aby wydostać się z matni. A twórcy robią wszystko, by im to uniemożliwić. O położonej z dala od ludzkich siedzib knajpie i o jej kilkudziesięciu klientach już wspominałem. Większość najbardziej dramatycznych wydarzeń rozgrywa się w niewielkiej garderobie, w której bohaterowie po koncercie zostają uwięzieni. Nawet jeśli któremuś udałoby się wydostać, na zewnątrz czekają na nich łysi oprawcy. Twórcy nie dają forów żadnej ze stron – najmniejszy błąd, sentymentalizm, chwila zwłoki czy słabości kończą się glanowaniem i śmiercią.

Saulnier swoim filmem udowadnia, jak niewiele trzeba, by widzowi „sprzedać” film wręcz kipiący od emocji, a zarazem niepozbawiony refleksji (sposoby finansowania działalności ugrupowań prawicowo-populistycznych promujących ksenofobię i agresywny nacjonalizm), może nie tyle odkrywczej, co na pewno prowokującej do dyskusji. Reżyser doskonale radzi sobie zarówno z gradacją napięcia, z pokazaniem tego, co miażdżąca presja czyni z psychiką człowieka, wreszcie z uwiarygodnieniem poczynań poszczególnych postaci. Kiedy trzeba, w jednej chwili dynamizuje akcję, wręcz czyni ją chaotyczną, bo bohaterom podejmującym decyzje pod ogromną presją zdarza się wpaść w panikę. Wreszcie w bardzo naturalny i niewymuszony sposób twórcom udaje się wpleść w tok wydarzeń zwroty akcji nie tylko czyniące ją dramatyczniejszą, ale w przypadku „Green Room” wzbogacające świat przedstawiony o nowe, dające do myślenia konteksty. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, iż przejście ze swoistej psychodramy rozgrywającej się w zamkniętym pomieszczeniu do jatki, w której bohaterowie muszą stoczyć krwawy bój ze swoim oprawcą, jest pójściem na artystyczną łatwiznę. Wszak emocjonujące mordobicie potrafi zrealizować niejeden hollywoodzki wyrobnik. Tu jednak tego rodzaju fabularny uskok był niezbędny, trochę podyktowany przez reguły survival horror, ale przede wszystkim uwzględniający sytuację bohaterów, którzy w pewnym momencie zostali zmuszeni do krwawej konfrontacji.

Dzięki dość długiemu, acz bardzo ciekawemu wprowadzeniu do właściwej akcji, aktorzy mają szansę wykazać się i przedstawić motywacje swoich bohaterów „na czas pokoju”. Podglądamy ich w czasie eskapady na kolejny koncert, słyszymy rozmowy, poglądy poznajemy w czasie wywiadu dla studenckiej rozgłośni radiowej. Tak skonstruowanym postaciom trudno nie kibicować podczas starcia z wrogami. Warto także przyjrzeć się kreacji Patricka Stewarta, aktora dotąd kojarzonego raczej z rolami ludzi szlachetnych jak chociażby kapitan Jean-Luc Picard czy profesor Charles Xavier. W „Green Room” pokazuje, iż potrafi udźwignąć postać bezwzględnego przywódcy łysych zakapiorów, ale także kogoś, kto potrafi umiejętnie podejść odbiorcę, by przekonać go do kontrowersyjnej ideologii.

Godne pamiętania kino musi angażować – zmuszać do wejścia w buty bohaterów, skłaniać do refleksji, emocjonować. Na takie miano „Green Room” jak najbardziej zasługuje. Bo przykuwa uwagę narracyjnymi woltami, wręcz każe dopingować postaciom, odnosi się do poza ekranowej rzeczywistości, wreszcie podnosi ciśnienie tempem akcji oraz brutalnością wielu scen. Z całym przekonaniem polecam.

Screeny

HO, GREEN ROOM HO, GREEN ROOM HO, GREEN ROOM HO, GREEN ROOM HO, GREEN ROOM HO, GREEN ROOM

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ mocny
+ emocjonujący
+ świetnie opowiedziany
+ zaskakujący
+ dający do myślenia
+ nieźle zagrany

Minusy:

- czy na pewno punkowa kapela zgodziłaby się zagrać na skinheadów?

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -