Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SHELLEY

SHELLEY

Shelley

ocena:7
Rok prod.:2016
Reżyser:Ali Abbasi
Kraj prod.:Dania / Szwecja
Obsada:Ellen Dorrit Petersen, Cosmina Stratan, Peter Christoffersen, Björn Andrésen
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Dla wielu kobiet akt wydania na świat potomstwa jest przeżyciem traumatycznym. Bywa nazywany „cudem narodzin” i traktowany niemalże mistycznie, często jednak pamiętany jest jako niekończące się pasmo bólu, cierpienia i dręczącej niepewności co do zdrowia noworodka. Ale i tak nawet najcięższy poród zwieńczony szczęśliwym finałem ma się nijak do udręki małżeństwa, które musi żyć ze świadomością, iż z takich czy innych względów nigdy nie doczekają się swojego potomstwa. Dwa przytłaczające kobiecą psychikę stany – niemożność posiadania dzieci i pełną powikłań ciążę – stanowią oś fabularną skandynawskiego horroru „Shelley”.

Pochodząca z Rumunii Elena postanawia zatrudnić się jako opiekunka dochodzącej do zdrowia Louise. Bardzo potrzebuje pieniędzy, dlatego godzi się pracować w domu położonym z dala od ludzkich siedzib, bez elektryczności i innych cywilizacyjnych udogodnień. Początkowo chora kobieta nie zauważa młodej Rumunki. Z czasem jednak, kiedy Elena zaczyna opowiadać o swoim ukochanym synku, bohaterki zbliżają się do siebie. Podczas jednej rozmów Louise proponuje swojej opiekunce, by ta urodziła jej dziecko. Elena skuszona odpowiednio pokaźną gratyfikacją postanawia poddać się zabiegowi in vitro.

„Shelley” jest horrorem tak nietypowym, innym i osobnym, że trudno mi znaleźć film, który przez skojarzenia mógłby dać wyobrażenie, z czym będzie miał do czynienia zainteresowany nim widz. Pierwszą konotacją będzie na pewno „Dziecko Rosemary” z bohaterką w ciąży i jej wszystkimi lękami, zwidami i paranoją. Inną może być podobieństwo z „Antychrystem” von Triera, bo w obrazie Abbasiego nie brakuje porównań pierwiastka kobiecego, a tym samym matczynego z naturą, jej dzikością, nieobliczalnością, ale też nieustannie podtrzymującą życie na naszej placecie. W obu filmach ważną rolę odgrywa także kontemplacja obrazu, a więc zaproszenie widza do spojrzenia na kadr czy ujęcie jako nośnika pewnych ukrytych znaczeń, które pomóc mają w odczytaniu dzieła filmowego.

O czym jest „Shelley”? To film o dwóch kobietach – jedna zrobi wszystko, aby być matką, dla drugiej ciąża okazuje się koszmarem przepełnionym bólem i strachem. Reżyser wypełniając opowieść perypetiami bohaterek, każe nam się zastanowić nad tym, jak rozległe horyzonty znaczeniowe mogą mieć takie pojęcia jak kobiecość, macierzyństwo, rodzicielstwo. Ciekawego kontekstu nadaje im rzecz jasna miejsce, w którym rozgrywa się akcja oraz sposób życia, jaki wiodą Louise i Kasper – jak najbliżej natury, z dala od cywilizacji, bez prądu i nowoczesnych urządzeń. Gdzie w tym wszystkim miejsce na horror? Od samego początku opowieść filmowa wręcz nasiąknięta jest tajemnicami. Nie wiemy dlaczego Louise i Kasper postanowili odseparować się od świata, dlaczego zrezygnowali z jego technologicznych dobrodziejstw, wreszcie nie zostajemy poinformowani o tym, dlaczego kobietę poddano operacji. Kiedy Elena zachodzi w ciążę, zaczyna bać się dręczących ją zwidów. Podejrzewa, iż jej pracodawcy oraz ich znajomi (np. bardzo dziwny i tajemniczy Leo) mogą ukrywać coś przed nią. W finale Abbasi odarł rodzicielstwo z piękna i szlachetności, jaką ludzkiemu życiu nadaje poświęcenie się maleńkiej, bezbronnej istocie. Zawłaszczenie całego czasu przez dziecko odmalował niemalże w infernalnych barwach, jakby nawet mąż, nie mówiąc o innych ludziach, o skrawek uwagi żony musiał walczyć, nie zawsze z pozytywnym skutkiem, z niemowlęciem.

Skandynawowie bardzo rzadko kręcą horror dla samej zabawy typowymi dla gatunku kliszami i chwytami. W „Pozwól mi wejść” czy „Wilkołaczych snach” między wierszami historii o wampirach i wilkołakach twórcy starali się zawrzeć jakąś intrygującą refleksję dotyczącą otaczającego nas świata. Nie inaczej jest w „Shelley”. Tą najważniejszą jest kondycja psychiczna ludzi wychowanych w konsumpcyjnym raju, tu akurat w Skandynawii. Bohaterowie zetknąwszy się z życiowymi problemami, uciekają od nich, jakby nie mieli sił na konfrontację. Uczynienie siebie szczęśliwymi okazuje się pójściem na moralne skróty. Namawiają rumuńską imigrantkę do zajścia w ciążę, wiedząc, iż dziewczyna zrobi wszystko, by zapewnić swojemu synkowi godne życie. Okazuje się także, iż wychowanie w dobrobycie nie przygotowuje do życia, którego istotnym składnikiem jest poświęcenie. Złożone z kilku ujęć zakończenie jest metaforą opisującą nietrwałość współczesnych związków, często opartych jedynie na pustych deklaracjach. Kiedy w takich „rodzinach” pojawia się dziecko lub problem wymagający bezgranicznego zaangażowania, uczucie wyparowuje i przerażeni swą samotnością ludzie stają się sobie wręcz obcy. Uważni znajdą w „Shelley” także nawiązanie do problemu imigrantów, którzy coraz liczniej przybywają do Europy Zachodniej, by choć trochę uszczknąć dobrodziejstw z konsumpcyjnego raju (inną sprawą jest to, że jedni są gotowi ciężko pracować, drugim zależy tylko na socjalu, a jeszcze inny swoje cele osiągają organizując zamachy). Tak jak Elena nie pragną żyć w dostatku, często ich marzeniem jest zapewnić lepsze życie dziecku, kosztem oczywiście osobistego szczęścia. Postać rumuńskiej dziewczyny stanowi kontrapunkt dla Louise i Kaspera. Cokolwiek robi, podporządkowane jest dobru najbliższych, dla Skandynawów celem w życiu jest zaspokajanie własnych potrzeb.

Mam problem z jednoznaczną oceną „Shelley”. Jest to ambitny film, który pewne kwestie związane z ludzkimi lękami, trudnymi do nazwania i wyrażenia wprost, stara się przedstawić za pomocą instrumentarium charakterystycznego dla kina grozy. Dla ortodoksyjnego fana horroru tego typu filmowa pigułka może okazać się nie do przełknięcia, choćby przez nieśpieszne tempo akcji, odwołanie się do symboliki i metafor, wreszcie przez niedopowiedzenia zmuszające widza do budowania własnej interpretacji widzianych na ekranie wydarzeń. Z drugiej strony warto film Abbasiego zobaczyć choćby po to, by przekonać się, że groza nadal stanowi inspirację do poszukiwań pomysłów na intrygujące, ambitne i niebanalne kino.

Screeny

HO, SHELLEY HO, SHELLEY HO, SHELLEY HO, SHELLEY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ naprawdę intrygująca historia
+ świetne aktorstwo
+ zdjęcia
+ zmusza do refleksji i własnych odczytań filmu

Minusy:

- zbyt powolne tempo i liczne niedopowiedzenia mogą zniechęcić kogoś, kto oczekuje od horroru mocnych wrażeń

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -