Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SUMMER CAMP

SUMMER CAMP

Summer Camp

ocena:4
Rok prod.:2015
Reżyser:Alberto Marini
Kraj prod.:Hiszpania / USA
Obsada:Diego Boneta, Jocelin Donahue, Maiara Walsh, Andrés Velencoso, Àlex Monner
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Czego miłośnik horroru mógł się spodziewać po filmie zatytułowanym „Summer Camp”? Otóż sięgając do swojego obycia z gatunkiem zapewne historii o położonym w „niecodziennych okolicznościach przyrody” obozie, którym wstrząsa seria morderstw popełniana przez uzbrojonego szaleńca na odpoczywających dzieciakach i ich opiekunach. Znamy to chociażby z „Cheerleader Camp”, „Sleepaway Camp”, „Madman”, „The Burning” czy “Friday the 13th”.

W północnej Hiszpanii czworo instruktorów – Hiszpan i troje Amerykanów – przygotowuje teren na obóz językowy dla dzieciaków. Pewnego wieczoru jeden z nich zmienia się w krwiożercze monstrum. Pozostała trójka będzie musiała stawić czoła zarówno hordzie potworów jak i tajemniczej zarazie zmieniającej ludzi w bestie.

Pierwszych kilkanaście minut ogląda się dobrze. Bo Hiszpania jest piękna, a ogromna, stara hacjenda otoczona lasem stanowi wręcz idealną arenę dla pojedynku młodych ludzi z uzbrojonym psychopatą. Pośród drzew rzeczywiście ktoś się czai, panowie niby pracują, ale tak naprawdę celują w romansik, jedna z bohaterek jest potwornie głupia, druga zaś skrywa jakiś mroczny sekret. Wszystko zatem wygląda jak w klasycznym camp slasher. Tylko że zamiast zwyrodnialca szlachtującego jakimś żelastwem przerażonych studenciaków ni stąd ni zowąd kosić ich zaczyna zaraza. No dobrze, twórcy chcieli zagrać na nosie widzom obeznanym z gatunkowymi kliszami i schematami. Wypada więc czekać na kolejny zaskakujący twist albo na choćby niewielką innowację zgranego od cna motywu. Wszak reinterpretowanie po wielokroć wykorzystywanych w horrorze chwytów fabularnych powinno podnieść jego wartość artystyczną, a tym samym przykuć do ekranu uwagę odbiorcy. Nic z tych rzeczy, bo kiedy bohaterowie zaczynają ganiać się po lesie z łaknącymi krwi monstrami, to nie przestają do samego końca, przez co gdzieś od połowy film zaczyna się niemiłosiernie dłużyć. Okazuje się bowiem, iż na temat wirusa i powstających wskutek jego działania monstrów zarówno w treści jak i w formie twórcy nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Co gorsza, do bólu schematyczną opowieść starają się „urozmaicić” mnóstwem idiotyzmów, a to związanych z działaniem choróbska, a to ze sposobem jego rozprzestrzeniania się.

Horror nie musi, niczym ambitny kryminał, być oparty o misternie skonstruowany scenariusz. Może obejść się bez wieloznacznej formy czy złożonych treści komentujących skomplikowaną rzeczywistość. Filmowa groza ma targać emocjami, wręcz musi manipulować i tumanić. „Summer Camp” Alberto Mariniego pozostawia odbiorcę obojętnym. Sztampowi i nijacy bohaterowie nie motywują do kibicowania im w starciu z zagrożeniem, żadnej z pomysłów zawartych w scenariuszu nie przykuwa uwagi ciekawą realizacją, kompletnie nie wyszło twórcom ”Summer Camp” budowanie nastroju typowego dla horroru - brak w filmie napięcia, zwroty akcji poza jednym są wręcz idiotyczne, techniki straszenia sprowadzają się do jednej, najprostszej czyli „jump scare”. Ze świecą także szukać u Mariniego krwawych i „mięsnych” scen. Ten aspekt filmowej makabry skrojony został pod widza, którego nieszczególnie interesuje w kinie tak lubiane przez wyznawców gatunku gore.

Owszem, od strony technicznej, typowo warsztatowej trudno cokolwiek ”Summer Camp” zarzucić. Film trzyma tempo, zdjęcia mogą się podobać, ludzie od doboru plenerów porządnie zrobili swoją robotę. Jednym rozedrgane, dynamiczne ujęcia mogą się podobać – wszak bohaterowie non stop toczą walkę z agresywnymi i błyskawicznie poruszającymi się „przemieńcami” – dla innych będzie to tani chwyt, który sprawdził się w „[REC]”, można go więc sprzedać w innych horrorach (producentem ”Summer Camp” jest Jaume Balagueró, współtwórca hiszpańskiego hitu). Podobnie rzecz się ma z potworami. Pomysł na nich także został skopiowany z „[REC]”. Tyle że u Mariniego nie działa efekt nowości, a i sama kreacja pozostawia wiele do życzenia – zamiast niesamowitych, drobiazgowo przygotowanych makeupów mamy ledwie udrapowane twarze monstrów, które zamiast straszyć swym wyglądem i niecodziennym zachowaniem, próbują przerazić nas nieustannym... wyciem.

„Summer Camp” nie sprawdza się ani jako camp slasher, bo nim nie jest, ani jako horror o zarazie przemieniającej ludzi w krwiożercze bestie. Podejrzewam, iż żaden fan horroru nie znajdzie w filmie Mariniego nic, co mogło by go zainteresować. To typowy produkt na lato, który urlopowiczom odwiedzającym kino wypełnić ma czas oczekiwania na ładną pogodę.

Screeny

HO, SUMMER CAMP HO, SUMMER CAMP HO, SUMMER CAMP HO, SUMMER CAMP HO, SUMMER CAMP HO, SUMMER CAMP

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawy, bo igrający ze schematami fabularnymi początek

Minusy:


- aktorstwo
- pomysł na film
- mało gore
- nieciekawe kreacje potworów
- mnóstwo bzdur
- bardzo mało emocji

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -