Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DARKNESS, THE

DARKNESS, THE

Duchy kanionu

ocena:3
Rok prod.:2016
Reżyser:Greg McLean
Kraj prod.:USA
Obsada:Kevin Bacon, Radha Mitchell, David Mazouz, Lucy Fry, Matt Walsh, Jennifer Morrison
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wśród miłośników kina grozy Greg McLean cieszy się zasłużoną atencją. Filmowe portfolio Australijczyka co prawda nie należy do zbyt imponujących, ale dwie jego pozycje - „Wolf Creek” i „Rogue” – od dawna uchodzą za kultowe i nie ma w tej opinii ani krztyny przesady. Fanom gatunku spodobała się także kontynuacja hitu z Johnem Jarrattem w roli głównej. I kiedy mogłoby się wydawać , iż McLean na niwie horroru skazany jest na sukces, jego ostatni film pokazał, iż nawet tej miary fachowiec może zaliczyć artystyczny upadek. I to bardzo bolesny, bo „The Darkness” to nawet nie jest przeciętne patrzydło, filmowa zapchajdziura w sam raz na wolny wieczór, a „szrot” słaby od strony technicznej, a co gorsza wręcz boleśnie infantylny.

Po powrocie z wakacji spędzonych pośród skał Wielkiego Kanionu Taylorowie rzucają się w wir rodzinnych i zawodowych obowiązków. Początkowo osobliwe zachowanie kilkuletniego syna zrzucają na karb choroby, autyzmu. Z czasem jednak ich dom staje się areną wręcz przerażających wydarzeń. Wszystkie łączy osoba żyjącego w swoim świecie chłopca. Kiedy nawiedzające ich moce stają się niebezpieczne, Taylorowie postanawiają szukać pomocy u medium.

W pierwsze minuty „The Darkness” ogląda się z umiarkowanym zainteresowaniem. McLean ma smykałkę do pokazywania dzikiej, nieskażonej cywilizacją natury, co udowodnił i w „Rogue”, i w „Wolf Creek”. Dlatego ujęcia masywów skalnych Wielkiego Kanionu autorstwa Tobyego Olivera („Wolf Creek 2”) mogą się podobać. Podobnie rzecz się ma z filmowym rysunkiem skomplikowanych, naznaczonych bólem i wyrzeczeniami relacji między członkami rodziny Taylorów. Dotąd skrzętnie skrywane w czterech ścianach problemy – choroba syna, kompleksy nastoletniej córki, wreszcie kryzys małżeński – nagle nabierają niszczycielskiej siły. W pewnym momencie nie wiadomo, co bardziej destrukcyjnie wpływa na więzi rodzinne, osobiste kłopoty czy coraz bardziej natarczywe demony.

Cenię sobie rzetelnie zbudowaną warstwę obyczajową w horrorze, bo prawie zawsze przydaje ona filmowi wiarygodności i czyni historię zajmującą. Sprawia ona, iż emocjonalnie angażujemy się w stracie bohaterów z nadnaturalnym najczęściej niebezpieczeństwem. Co z tego jednak, kiedy w „The Darkness” niezłe role Radhy Mitchell (matka) i David Mazouz (autystyczny chłopiec) zniweczone zostały przez idiotyczny pomysł uczynienia wrogami Taylorów indiańskich duchów mogących sprowadzić na ludzkość apokalipsę. Dlaczego koncept ów nie zagrał? Przede wszystkim z tego powodu, iż monstra pokazują się dopiero na końcu filmu i to w postaci dziwacznych maszkar stworzonych za pomocą CGI. Przez kilkadziesiąt minut dręczą bohaterów tak jak inne duchy w setkach ghost story – trzaskając drzwiami, gmerając przy sprzętach domowych czy przestawiając przedmioty. Co gorsza, „The Darkness” właściwie od samego początku powiela fabularne schematy „Poltergeista” Hoopera. Momentami ma się wrażenie, jakby to był plagiat. W obu filmach akcja dzieje się w pięknym, nowym domu. Ofiarą indiańskich duchów jest dziecko. Te początkowo tylko straszą domowników wykorzystując w tym „niecnym procederze” telewizory, garnki i inny asortyment RTV-AGD. Pomocnicą rodzin w obu filmach w starciu z nadprzyrodzonymi mocami jest medium. Wreszcie by wyrwać dziecko z łap demonów, ktoś z rodziny będzie musiał udać się do innego świata. Nawet konkluzję podsumowującą film McLean „zerżnął” z „Poltergeista” – amerykańscy nowobogaccy to barbarzyńcy, którzy bezrefleksyjny konsumpcjonizm „uprawiać” mogą nawet pośród indiańskich nekropolii.

„The Darkness” nie sprawdza się ani jako obyczajowy dramat, który wątek zjawisk nadprzyrodzonych wykorzystuje do zilustrowania subiektywnego postrzegania rzeczywistości przez jednego z bohaterów, ani jako rasowy horror mający straszyć nas wizją zemsty indiańskich demonów. W pierwszym przypadku z tego powodu, iż to bardzo proste kino, pozbawione pogłębionej warstwy psychologicznej, intrygujących kontekstów i ciekawych odniesień do świata pozafilmowego. Znowu jak na straszaka, „The Darkness” jest filmem zbyt ostrożnym, wyrachowanym i pozbawionym drapieżności. Jakby skrojony został nie pod widza dorosłego czy fana gatunku, a pod młodego człowieka, któremu uda się namówić rodziców na towarzystwo podczas kinowego seansu (film w USA ma kategorię PG-13).

W moim mniemaniu to wręcz niewiarygodne, że tej klasy reżyser, który wydawałoby się doskonale rozumie gatunkowe pryncypia horroru, mógł zrobić tak słaby i pozbawiony jakiejkolwiek wartości film. Chyba że podczas realizacji „The Darkness”, pierwszego obrazu McLeana nakręconego w USA, Australijczyk niewiele miał do powiedzenia i film należy potraktować jako frycowe, które ktoś wchodząc na nowy rynek musi zapłacić.

Screeny

HO, DARKNESS, THE HO, DARKNESS, THE HO, DARKNESS, THE HO, DARKNESS, THE HO, DARKNESS, THE HO, DARKNESS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ładne zdjęcia Wielkiego Kanionu
+ pomysł na bohatera – dziecko z autyzmem
+ wiarogodni Radha Mitchell i David Mazouz

Minusy:

- nieciekawa, wtóra historia
- nie sprawdza się ani jako dramat obyczajowy z elementami kina grozy, ani jako rasowy horror
- katastrofalnie słabe zakończenie
- efekty specjalne
- zbyt wiele zapożyczeń z „Poltergeista” Hoopera

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -