Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:47 METERS DOWN

47 METERS DOWN

47 Meters Down

ocena:9
Rok prod.:2016
Reżyser:Johannes Roberts
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada: Mandy Moore, Claire Holt, Matthew Modine, Yani Gellman, Chris J. Johnson
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wszyscyśmy ze „Szczęk”! – gdyby taki okrzyk wydaliby twórcy, którzy w ostatniej dekadzie nakręcili horror z rekinami w roli głównej, powstałby niezły rwetes. Czy to za sprawą spontanu, pewnego fenomenu popkultura zachwyciła się rekinami, czy stoją za tym spece od poszukiwań targetu, któremu można sprzedać określony towar, nie zmienia to faktu, iż od kilku lat na naszych ekranach – telewizyjnych i kinowych – filmów o tych stworzeniach, rzecz jasna obsadzonych w roli czarnego charakteru, nie brakuje. I nie ma się co dziwić, bo w powszechnej świadomości, nawet jeśli kreowana jest przez mity i zakłamania, rekin to symbol idealnego zabójcy z trzema tysiącami zębów, ze szczęką o uścisku kilkusetkrotnie mocniejszym niż uścisk szczęki człowieka, wreszcie z narządem węchu umożliwiającym wyczucie krwi z odległości kilku kilometrów. Na szczęście oprócz filmowych potworków pokroju „Sharknado” czy „Sharkman” trafiają do nas historie godne uwagi. Do takich można zaliczyć “47 Meters Down” Johannesa Robertsa oraz „The Shallows” Jaume Collet-Serry. Poniższy tekst będzie poświęcony pierwszemu z nich.

Dwie siostry – “rozważna” Lisa i “romantyczna” Kate – spędzają wakacje w Meksyku. Pływają w basenie, bawią się na dyskotekach, podrywają facetów. Młodsza próbuje wyrzucić z głowy „byłego” i to, w jaki sposób zerwał ich związek. Starsza postanawia wykorzystać moment i namawia Lisę na rejs, podczas którego zabezpieczone klatka będą mogły podglądać rekiny. Nietrudno się domyślić, że podczas wyprawy coś pójdzie nie tak i podwodne safari z aparatem w ręku zamieni się w walkę o życie.

„47 Meters Down” może posłużyć jako wzorcowy przykład sytuacji, kiedy dzięki perfekcyjnej realizacji z prostego pomysłu „wystrugać” można kino, które wręcz się chłonie. Ileż bowiem oglądaliśmy już filmów traktujących o konfrontacji człowieka z bestiami zamieszkującymi morskie odmęty! Okazuje się jednak, iż w tego rodzaju tematach ciągle tkwi potencjał na efektowne, emocjonujące, a co najważniejsze niepozbawione głębszej myśli kino. W przypadku filmu Robertsa kluczem do artystycznego sukcesu było nadanie precyzyjnie rozpisanej historii takiej formy, która bez uciekania się do taniego efekciarstwa przekonałaby do wiarygodności widzianych na ekranie sytuacji i zmusiłaby odbiorcę do niemalże bezkrytycznego zaangażowania. Już na etapie konstruowania świata przedstawionego twórcy wykazali się godną pochwały powściągliwością. Raptem w kilku ujęciach udało im się pokazać ciekawe bohaterki, piękno meksykańskich kurortów, wreszcie jedną z miejscowych rozrywek, nie do końca legalną, za to na pewno ekscytującą. Wszystko to podano w sposób lekki, swobodny, a co najważniejsze, nieprzeciągnięty, by przejść do najważniejszej części historii, czyli zmagań dziewczyn z podwodnymi monstrami.

W najważniejszej partii filmu, tej rozgrywającej się pod wodą, Robertsowi udało się uciec od kalki myślowej, która towarzyszy seansowi filmów podobnych do „47 Meters Down”, mianowicie od podporządkowania całej fabuły nieustającej, obfitującej w okrucieństwo walce człowieka z rekinem/rekinami. Tu ważniejszym reżyser uczynił pokazanie tego, że raptem 47 metrów pod wodą (na powierzchni cóż to za odległość?) rozciąga się świat, w którym człowiek traci są moc czynienia sobie wszystkiego podporządkowanym, a staje się intruzem, kimś w rzeczywistości zdeterminowanej przez instynkt, kto jest albo pożywieniem, albo wrogiem. Dlatego najważniejszym antagonistą bohaterek Roberts nie uczynił wcale rekinów, a słabości ludzkiego organizmu, które kilkadziesiąt metrów pod taflą wody staje się wręcz nikczemnie słabym, uzależnionym od ciężkich butli tlenowych, kombinezonu, źródeł światła, a co gorsza narażonym na niezwykle groźną chorobę kesonową. Wgniatające w fotel napięcie Brytyjczykowi udaje się wykreować za pomocą najprostszych środków. We wrogim, obcym człowiekowi świecie każdy jego element stanowić może zagrożenie – głębina zwielokratniająca ciężar każdego przedmiotu, ukształtowanie dna, wreszcie skrywająca drapieżniki ciemność. Stąd wizualny ascetyzm morskich otchłani zamiast nużyć, intryguje swą innością i pozwala skupić się na tytanicznych zmaganiach bohaterek. Owa inność sprawia, iż niemożliwym jest przewidzieć, kiedy i czym uniwersum to nas zaskoczy. Tym bardziej, iż pozbawiona sztuczek, klasyczna oprawa wizualna z jednej strony daje bardzo dokładny ogląd na poczynania sióstr, z drugiej zaś nie prowokuje do podejrzeń, jakoby twórcy mogli choć trochę sprzyjać którejś ze stron pojedynku.

Wisienką na filmowym torcie w „47 Meters Down” są rzecz jasna rekiny. Ich kreacja i sposób funkcjonowania w filmowej rzeczywistości to kolejny przykład precyzji i doskonałego wyczucia. Można było pójść na łatwiznę i z drapieżników uczynić bestie z piekła rodem, które co i rusz z iście diabelskim sprytem będą szarżowały na próbujące wydostać się z matni bohaterki. Nic z tych rzeczy. U Robertsa rekiny są „u siebie”, to królowie głębin, których perfekcyjnymi myśliwymi natura kształtowała przez 400 milionów lat. Dlatego wystarczy, by pojawiły się nawet kilka razy, ale w odpowiednim momencie i umiejętnie wyeksponowane, by wywołać ciarki. Są takie dwa lub trzy ujęcia z rekinami – kapitalnie wymyślone i perfekcyjnie zrealizowane – na które warto czekać cały film.

Roberts w sposób bycia głównych bohaterek wpisał nasze, typowe dla zachodniego kręgu kulturowego, nastawienie do otaczającej nas natury. Lubimy nad nią panować, chcemy czynić ją nam poddaną (parafrazując ustęp z pewnej znanej książki), jednak ignorujemy fakt, iż rządzi się ona innymi prawami niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Kiedy ze starcia z którymś z przedstawicieli fauny i flory wychodzimy pokancerowani, widzimy w nich bestie krwawo rozprawiające się z ludzkim życiem. W „47 Meters Down” naturalna równowaga zachwiana zostaje nie przez rekiny, a przez człowieka, który w morskich odmętach jest intruzem skazanym na konfrontację z zamieszkującymi je stworzeniami.

„47 Meters Down” to mocny, perfekcyjnie zrealizowany i zapierający dech w piersiach horror, ale też opowieść o tym, jak kruchą tarczą jest ludzkie przekonanie o swojej wyższości nas siłami natury.

Screeny

HO, 47 METERS DOWN HO, 47 METERS DOWN HO, 47 METERS DOWN HO, 47 METERS DOWN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kapitalna historia
+ precyzja z prowadzeniu narracji
+ przykuwające uwagę zdjęcia
+ napięcie towarzyszące seansowi
+ powściągliwość w stosowaniu chwytów wpływających na emocje odbiorców
+ realizm podwodnych scen
+ fenomenalny twist w finale
+ udźwiękowienie filmu

Minusy:

- brak

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -