Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:NEIGHBOR, THE

NEIGHBOR, THE

Sąsiad

ocena:5
Rok prod.:2016
Reżyser:Marcus Dunstan
Kraj prod.:USA
Obsada:Josh Stewart, Alex Essoe, Luke Edwards, Bill Engvall, Ronnie Gene Blevins
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W Stanach Zjednoczonych Marcus Dunstan uchodzi za speca od napompowanych akcją krwawych widowisk. Razem z Patrickem Meltononem napisali scenariusze do serii „Feast”, kilku „Pił” oraz „Piranii 3DD”. Sam Dunstan wyreżyserował inny film, emocjonujący i krwawy „The Collector” (trzy lata później nakręcił także dużo słabszy sequel zatytułowany „The Collection”). Od niedawna możemy obejrzeć nowy film jego autorstwa, „The Neighbor”.

Johnego i Rosie nudzi życie na wsi, jednak nie mogą uciec od jego monotonii. Pracują dla bezwzględnego gangstera, który wykorzystuje ich posiadłość jako punkt docelowy nielegalnych przesyłek. Jakby tego było mało, o ich procederze dowiaduje się jedyny sąsiad w okolicy. Informuje bohaterów, że o niczym nie powie policji, jeśli i oni przymkną oko na jego też do nie końca legalny biznes. I każdy mógłby dalej robić swoje, gdyby nie wścibstwo Rosie – podglądając swojego sąsiada przez lunetę, widzi jak ten w wyjątkowo okrutny sposób zabija człowieka.

Nawet średnio rozgarnięty widz domyśli się, że sąsiad będzie chciał pozbyć się świadków zbrodni, zaś John spróbuje wyrwać swą ukochaną z łap zwyrodnialca. Co więcej, odkryje jakim do ciemnym sprawkom oddaje się mieszkający nieopodal mężczyzna. I nie będzie to wcale proza przestępczego życia w postaci paserki, narkotyków czy handlu bronią.

„The Neighbor” to mieszanka kina akcji i „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”. Z jednej bowiem strony mamy uwikłanego w brudne interesy bohatera, który próbuje uwolnić się ze smyczy trzymanej przez bezwzględnego bosa. Ma dość życia w ciągłym napięciu, chce też jak najszybciej wynieść się z prowincji, najlepiej na plaże słonecznej Kalifornii. Rzecz w tym, iż z silnie zhierarchizowanej grupy przestępczej nie ma ani ucieczki, ani wcześniejszej emerytury. Z drugiej zaś bohater musi stawić czoło zdegenerowanej familii, która zabitą dechami prowincję uczyniła sobie za idealne miejsce do uprawiania chorej działalności. Wszak na typowym amerykańskim odludziu, takim jak w dziesiątkach horrorów, nikt nikogo o nic nie pyta, każdy pilnuje swojego nosa, dopiero kiedy zjawia się obcy, ktoś z zewnątrz, ferajna rednecków rusza tyłki, by chronić swoje tajemnice i sekrety. Oni nie tłumaczą, nie ostrzegają i nie dyskutują – najczęściej za pomocą odpowiednio ostrych narzędzi pozbywają się ludzkiego problemu.

W filmie Dunstana od początku akcja mknie do przodu w zawrotnym tempie. Nawet ekspozycja przypomina teledysk – jedno wydarzenie goni kolejne, a wszystko to pokazane jest za pomocą dynamicznego i zróżnicowanego montażu. Kiedy dowiadujemy się, kto jest kim i kto jaki sekret skrywa, reżyser jeszcze mocniej naciska fabularny pedał gazu. Dzieje się mnóstwo, krwi nie brakuje, trup pada jeden za drugim. I niby niczego nie brakuje, bo Dunstan konsekwentnie prezentuje świat przedstawiony, z szybkością sprintera plecie ze sobą kolejne wątki, od czasu do czasu suspensikiem chce nas przytknąć, a jednak film nie robi takiego wrażenia jak powinien.

Przede wszystkim dlatego, że podobnych historii o zdeprawowanej familii, która na prowincji nieładnie sobie poczynia z obcymi, widzieliśmy już wiele. I Dunstan, zamiast nas czymś zaskoczyć, przywalić wyjątkową okropnością, ciekawą postacią albo pomysłem na zbrodniczy proceder, niemalże kopiuje po wielokroć wykorzystywane schematy fabularne. Niby zmienia coś w doborze bohaterów, bo wszyscy to przestępcy albo ich pomagierzy, ale i tak ostateczny podział na „dobrych” i „złych” został zachowany. Wśród wszystkich występujących w filmie postaci nie ma takiej, która przez swój wygląd albo zachowanie na dłużej pozostawała w pamięci. Dynamiczna akcja, kilka scen okrucieństwa oraz twist przesłonić mają fakt, iż twórcy nie mieli pomysłu na protagonistów. A jeśli nie mamy się kim ekscytować, jeśli nie polubimy kogoś lub nie znienawidzimy, to co w takim razie ma wykrzesać z nas emocje? Ta „letniość” towarzyszy także obserwacji poczynań bohaterów. Ileż razy można oglądać zwyroli znęcających się w piwnicy nad swymi ofiarami? Co chciał przekazać reżyser prezentując nam gościa, który za wszelką cenę chce uwolnić z rąk psychopatów swą ukochaną? Gdyby to urozmaicono choć drobiazgiem, którego dotąd nie oglądaliśmy, na pewno Dunstan wyszedłby z posądzenia o wtórność obronną ręką. Inaczej także mówilibyśmy o tego typu horrorze, gdyby ociekał on by w jakimś tam stopniu umotywowanym okrucieństwem. Wszak wielu miłośników gatunku ocenia horrory nade wszystko przez pryzmat scen gore. A tak i w tej materii Dunstan nie ma nic szczególnego do powiedzenia i pokazania. Opowieść jest brutalna, ale nie szczególnie, a że bohaterów ma nijakich nawet te kilka mocniejszych scen nie oddziałuje na wyobraźnię tak jak mogłyby.

Pewne wątpliwości można mieć także do potrzeby użycia niektórych technik wizualnych przybliżających widzowi świat przedstawiony filmu. I tak jak można zrozumieć posługiwanie się bardzo krótkimi ujęciami, niestandardowymi kątami ustawienia kamery przy ich realizacji czy szybkim montażem, bo w jakiś sposób trzeba wpłynąć na emocje widza, tak nie wiadomo dlaczego kilkukrotnie autorzy zdobyli się na pokazanie nam „uroków” amerykańskiej prowincji z „perspektywy” amatorskiej kamery analogowej. Takie dziwactwa dla samego udziwnienia nie tylko nie kreują jakiegoś przekazu dopełniającego fabułę, ale wręcz sugerują, iż z braku ciekawych pomysłów twórcy posłużyli się tzw. wypełniaczami.

Seansowi film Marcusa Dunstana na szczęście nie towarzyszy przykre uczucie obcowania z nieoglądanym filmowym szrotem. To takie kino, które ma dostarczyć chwilowej rozrywki. Nie sili się na nic więcej, to prawda, ale gdzieś między kadrami było miejsce na coś, co uczyniłoby całą opowieść drapieżniejszą i bardziej zapadająca w pamięć.

Screeny

HO, NEIGHBOR, THE HO, NEIGHBOR, THE HO, NEIGHBOR, THE HO, NEIGHBOR, THE HO, NEIGHBOR, THE HO, NEIGHBOR, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jest dynamicznie – cały czas coś się dzieje
+ film dla fanów historii o rodzinach psychopatów znęcających się nad ofiarą w swej piwnicy
+ sprawnie opowiedziana historia
+ nie nudzi

Minusy:

- nic nowego
- miałcy i nijacy bohaterowie
- nie tak krwawy i brutalny jak być mógłby

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -