Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CHANNEL ZERO: CANDLE COVE

CHANNEL ZERO: CANDLE COVE

Channel Zero: Candle Cove

ocena:7
Rok prod.:2016
Reżyser:Nick Antosca, Craig Macneill
Kraj prod.:USA
Obsada:Paul Schneider, Fiona Shaw, Shaun Benson, Luisa D'Oliveira
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

To za sprawą przede wszystkim twórczości Stephena Kinga w popkulturowym uniwersum małe, położone na cywilizacyjnym uboczu miasteczka służą jako scena do przedstawienia ludzkiego plugastwa kryjącego się pod maską prowincjonalnej dobrotliwości i obyczajowego konserwatyzmu. Nadnaturalny element świata przedstawionego na nice wywraca życie jego mieszkańców, dzięki czemu w pełnej krasie widzimy z jeden strony wpływ obłudy i hipokryzji na kształtowanie więzów międzyludzkich, z drugiej zaś okrucieństwo, perwersję i moralną degrengoladę tych, którzy cieszą się poważaniem i estymą. Tego typu przestrzeń, a więc niewielkie miasteczko, z raczej zamkniętą dla obcych społecznością, postanowili uczynić miejscem akcji twórcy serialu „Channel Zero: Candle Cove”.

Mike Painter, psycholog dziecięcy, autor popularnej w Stanach Zjednoczonej książki poświęconej psychicznym problemom najmłodszych, po wielu latach nieobecności wraca do rodzinnego miasta. Przeczuwa bowiem, iż koszmar, przez który przed laty musiał opuścić dom rodzinny, nie skończył się i tak jak kiedyś zło odebrało życie kilku jego rówieśnikom, w tym bratu bliźniakowi, tak i teraz ten sam przeciwnik czyha na życie dzieciaków z Iron Hill.

Dość szybko dowiadujemy się, iż Iron Hill nie jest wcale typową, pozbawiona wyrazu amerykańską mieściną położoną pośród bezkresu kukurydzianych pól. Jej mieszkańcy ciągle żyją z piętnem tragedii, jaka wydarzyła się w 1988 roku. Podobnie jest i z głównym bohaterem, bo i jego życie w dużej mierze jest fikcją. Po tylu latach nie może zapomnieć o tragedii sprzed trzech dekad, co bardzo mocno rzutuje na jego sytuacji rodzinnej i karierze zawodowej. Bardzo groźny epizod psychotyczny uświadamia mu, iż tylko ponowne stawienie czoła wydarzeniom z przeszłości uratuje go przed popadnięciem w obłęd.

W tak skonstruowanej fabule przeszłość determinuje teraźniejsze poczynania bohaterów. Nic więc dziwnego, iż co i rusz przenosimy się do roku 1988, aby dowiedzieć się, jak doszło do śmierci kilkorga dzieci i jaki wpływ miał na to główny bohater. Z jednej strony na uznanie zasługuje to, iż pomysłodawca serialu, Nick Antosca, nie próbuje brać nas pod włos wizualnymi wodotryskami i efekciarskim montażem. Z drugiej zaś widać, iż na kreację świata z lat 80. XX wieku zabrakło pieniędzy, niewiele różni się on tego współczesnego, wyjąwszy rzecz jasna wszystkie gadżety związane z technologią informacyjną. Formuła serialu, w przypadku „Channel Zero: Candle Cove” sześcioodcinkowego, dała twórcom szansę nie tylko na rozszerzenie fabuły o kilka ciekawych wątków, ale także na głębsze wniknięcie w motywacje bohaterów, zarówno tych współczesnych, jak i dziecięcych sprzed trzech dekad. Antosca wreszcie nie musiał gonić z akcją, serial ma specyficzne, dość wolne tempo narracji. Nawet kiedy mamy do czynienia z dynamiczniejszą sekwencją wydarzeń, sposób opowiadania nie przypomina tego z wielu współczesnych horrorów kinowych.

Rozłożenie fabuły na serię godzinnych odcinków dało twórcom możliwość wplecenie w opowieść więcej tajemnic, zagadek, dwuznaczności i zwrotów akcji. Sprawa śmierci kilkorga dzieci sprzed lat nigdy nie została rozwiązana, a coś niedobrego z małymi mieszkańcami Iron Hill zaczęło się dziać dopiero po powrocie Mike’a Painter w rodzinne strony. Do samego końca nie wiemy, czy za kolejne zbrodnie odpowiedzialny jest psychopata, zwyrodnialec, ale człowiek, czy też moc czy istota o nadnaturalnej proweniencji.

Warto także zwrócić uwagę na to, iż formuła serialu pozwoliła twórcom na nadanie akcji wyraźnego i bardzo ważnego tła obyczajowo-psychologicznego. Wydarzenia z lat 80. obserwujemy przez pryzmat zaostrzającego się konfliktu w grupie rówieśniczej. Część dzieciaków nie potrafi znaleźć wspólnego języka z Mikem i jego bratem bliźniakiem, przez co separują się od nich i traktują z coraz większym ostracyzmem. Trzy dekady później groza zaczyna wnikać w kolejne rodziny Iron Hill. Obserwujemy ich niepokój, strach, wreszcie rozpaczliwe próby wydarcia dzieci z macek nieznanego i niepojętego. Gros problemów natury psychologicznej zawarty został w wątku głównego bohatera. Nie tylko zmaga się z demonami hasającymi w jego głowie, co z czasem czyni go osobą coraz mniej stabilną psychicznie, ale także będzie musiał wytłumaczyć się matce z tego, dlaczego na wiele lat zerwał z nią kontakt. Nie wszystko jednak w tej materii zostało odmalowane tak jak powinno. Otóż w „Channel Zero” w ogóle nie istnieje aktywność miejskiej społeczności. Jakby w Iron Hill poza istotnymi dla rozwoju fabuły postaciami nie mieszkał nikt inny. Z dziećmi dzieje się coś dziwnego, policja prowadzi śledztwo w sprawie brutalnych morderstw, wraca niewyjaśniona przed laty zagadka śmierci kilkorga nastolatków i wszystko to przechodzi przez najmniejszego echa.

„Channel Zero: Candle Cove” jest inny od innych zrealizowanych w ostatnich latach seriali grozy – nie zainwestowano w niego ogromnych pieniędzy, dlatego nie przykuwa uwagi efektownymi inscenizacjami, ciekawymi planami, trikami witalnymi czy spektakularnymi zdjęciami. Ale nie czyni to dzieła Nicka Antoscy uboższym bratem „American Horror Story” czy „The Strain”. Wręcz przeciwnie, w moim przekonaniu jego prosta, ascetyczna, momentami wręcz chropowata forma doskonale współgra z historią osadzoną na dalekiej, amerykańskiej prowincji.

Co byśmy odczytali z „Channel Zero: Candle Cove”, gdybyśmy zagłębili się w treść fabuły? Twórcy serialu zaryzykowali tezę, w moim przekonaniu słuszną i do obrony, iż kiedyś telewizja, a dzisiaj także i inne media elektroniczne mają ogromny wpływ na rozwój dzieci. Nie ma się co łudzić, niepożądanym skutkiem tego, iż dzieciaki wolą ze sobą kontaktować się za pomocą komunikatorów i portali społecznościowych w przyszłości na pewno będzie zauważalna atrofia więzów międzyludzkich, nie mówiąc już o takich aspektach ludzkiego współistnienia jak empatia, altruizm czy bezinteresowność. Chęć pokazania się w wirtualnej rzeczywistości będzie determinowała coraz agresywniejsze zachowanie w „realu”. Co gorsza, przenikanie się dwóch światów – cyfrowego i realnego – dokonuje się na coraz to nowych przestrzeniach. Nasze pociechy nie potrafią już funkcjonować bez informacji ikonicznej, podanej w sposób szybki i najczęściej odarty z inspirujących, wieloznacznych treści. W taki sposób sformatowaną istotą jest bardzo łatwo manipulować, zdecydowanie łatwiej jest ją pchnąć do czynów wyzutych z jakiejkolwiek moralności. O tym mówi serialowy leitmotiv, czyli „Candle Cove”, emitowany w telewizji serial dla dzieci. Okazuje się, że potrafi on tak wpływać na kilkulatków, iż stają się oni agresywni nie tylko wobec siebie, ale z łatwością przychodzi im zaatakowanie dorosłych. Nieczułość tych drugich sprowadza się do braku kontroli zarówno nad tym, co dzieciaki oglądają jak i tego, ile spędzają czasu przed telewizorem. Nic więc zatem dziwnego, iż w pewnym momencie od rodziców większy wpływ na nie zaczyna mieć ktoś, kto nadaje a tych samych falach co dzieci, dzięki czemu z łatwością potrafi je zmanipulować i pchnąć do zbrodni.

SyFy zaryzykowało inwestując w serial trudny, dość statyczny, pozbawiony efektów, naszpikowany za to tajemnicami, z których nie wszystkie postanowiono wyjaśnić. Mnóstwo jest w „Channel Zero: Candle Cove” momentów, w których niewiele się mówi, jakby porozumiewający się bez słów bohaterowie pozostawili nam interpretację ich zachowania. Nie do końca także usatysfakcjonowani seansem mogą być widzowie, którzy od horroru oczekują konwencjonalnej, typowej dla gatunku wizualizacji akcji i świata przedstawionego. Mało w nim znajdziemy prób wpływania na nasze emocje, typowej dla kina grozy gradacji napięcia, nie mówiąc już o gore czy obrazach ekranowego bestialstwa. Jest za to intrygująca tajemnica, która tworzy spoiwo dla wszystkich wątków. Serial musiał spodobać się zarówno krytykom jak i widzom, bo SyFy ma już przygotowany drugi sezon zatytułowany „Channel Zero: No-End House”.

Screeny

HO, CHANNEL ZERO: CANDLE COVE HO, CHANNEL ZERO: CANDLE COVE HO, CHANNEL ZERO: CANDLE COVE HO, CHANNEL ZERO: CANDLE COVE HO, CHANNEL ZERO: CANDLE COVE HO, CHANNEL ZERO: CANDLE COVE HO, CHANNEL ZERO: CANDLE COVE HO, CHANNEL ZERO: CANDLE COVE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ mało efektowny, za to wypełniony intrygującymi treściami styl narracji
+ twórcy zaufali wyobraźni widzów, dając im szansę na własną interpretację historii
+ opowieść wypełniają tajemnice, z których nie wszystkie są wyjaśnione
+ kilka ciekawych spostrzeżeń natury socjologiczno-obyczajowej
+ miejsce akcji, czyli niewielkie miasteczko, w którym zaczyna panoszyć się zło

Minusy:

- mało drobiazgów, detali i szczegółów tworzących intrygujące tło dla najważniejszych wątków
- mało wyraziści bohaterowie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -