Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BODOM

BODOM

Bodom

ocena:7
Rok prod.:2016
Reżyser:Taneli Mustonen
Kraj prod.:Finlandia / Estonia
Obsada: Nelly Hirst-Gee, Santeri Helinheimo Mäntylä, Mimosa Willamo, Mikael Gabriel
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Gdybyśmy w wyszukiwarkę internetową wpisali hasła „zbrodnia” i „Finlandia”, przeniesieni zostalibyśmy w lata 60. XX wieku. Wtedy to dokonano zbrodni, która do dzisiaj rozpala wyobraźnię wielu Finów. Czwartego czerwca 1960 roku czworo nastolatków organizuje sobie biwak nieopodal jeziora Bodom (popularny cel weekendowych wypadów mieszkańców Helsinek). Nad ranem ktoś napada na śpiących w namiocie młodych ludzi. Troje nastolatków umiera od ciosów nożem i uderzeń kamieniem, czwarty zostaje ciężko ranny. Czterdzieści cztery lata później fińskie Narodowe Biuro Śledcze oskarża ocalałego o zamordowanie swoich znajomych. Rok później jednak sąd uniewinnia mężczyznę tłumacząc swoją decyzje brakiem dowodów na winę oskarżonego. Do dziś nie wiadomo, kto dokonał tego wyjątkowo krwawego mordu. Krwawe łaźnie owiane tajemnicą są doskonałą pożywką dla popkulturowych opowieści, aż dziwne więc jest to, że Finowie historię zbrodni znad jeziora Bodom na potrzeby filmu zaadaptowali dopiero niedawno. W połowie 2016 roku swoją premierę miał film „Bodom” w reżyserii Taneli Mustonena.

Dwóm uczniom szkoły średniej udaje się namówić koleżanki do wyjazdu nad jezioro Bodom. Dopiero na miejscu dziewczyny dowiadują się, że jednemu z chłopaków bardzo zależy, by zrekonstruować okoliczności zbrodni, do jakiej doszło tam ponad czterdzieści lat temu. Oprócz niego jednak nikt nie przejmuje się przeszłością – dziewczyny chcą się kąpać i zapomnieć o prześladujących je problemach, drugiemu koledze w głowie tylko trawka i seks. Jak nietrudno się domyślić, już pierwszej nocy popełnione zostaje morderstwo.

Biwak nad jeziorem, grupa młodych ludzi pragnących się zabawić, mroczna tajemnica skrywana przez jednego z bohaterów, wreszcie zakapturzona postać uzbrojona w ogromny nóż – klasyka gatunku można by rzecz, slasher jak się patrzy, tyle że nie w amerykańskim, ale fińskim wydaniu, z dodatkowym smaczkiem, bo zainspirowany autentycznymi wydarzeniami. Do pewnego momentu akcja toczy się jak według podręcznikowego scenariusza. Wraz z bohaterami przenosimy się w niedostępne i położone z dala od cywilizacji miejsce, zachwycamy się jego naturalnym pięknem, wreszcie z niecierpliwością wypatrujemy „momentów”, czyli odrobin nagości i efektownych scen patroszenia dzieciaków. I kiedy akcja nabiera rozpędu, a „okoliczności przyrody” schodzą na drugi plan, zaczynamy się orientować, iż „Bodom” wcale nie jest kolejną podróbką amerykańskich slasherów.

Jeśli nie klasyką, czyli makabrycznym szlachtowaniem małolatów, to czym w takim razie próbują zaskoczyć nas Finowie? Ich receptą na przykucie uwagi odbiorcy, przede wszystkim takiego, który doskonale orientuje się w gatunkowych meandrach horroru, jest gra z jego oczekiwaniami. Po dziesiątkach obejrzanych horrorów sposób ich postrzegania przez daleko idącą konwencjonalizację siłą rzeczy ulega rutynie. Podczas seansu uruchomiona fabułą wyobraźnia zaczyna podpowiadać, na ogół trafnie, w jaki sposób będzie toczyć się akcja, kto umrze pierwszy i która z żeńskich bohaterek zostanie „final girl”. Z odbiorem „Bodom” tak łatwo nie będzie – jeśli już twórcy chwytają się za jakiś zgrany do cna schemat fabularny, robią to tylko po to, by sfinalizować go „twistem” wywracającym na nice wszystkie nasze interpretacyjne wysiłki. Co więcej, kiedy zaczynamy uświadamiać sobie, iż nie będziemy mieli do czynienia z typowym slasherem, oprócz wspomnianymi wyżej zwrotami akcji, twórcy naszą uwagą próbują przykuć tempem następujących po sobie wydarzeń. Od momentu popełnienia pierwszej zbrodni, akcja przyspiesza i do ostatnich scen mknie z zawrotną prędkością. Nawet kiedy musimy przenieść się w czasie, by poznać i zrozumieć motywacje bohaterów, retrospekcje konstruowane są za pomocą krótkich, dynamicznie zmontowanych ujęć.

„Bodom” od pierwszych minut ogląda się dobrze. Nawet kiedy na ekranie nie leje się krew, a nasi bohaterowie nie muszą w panice uciekać przed oprawcą, Finowie naszą wyobraźnię potrafią zagospodarować posiłkując się najróżniejszymi chwytami – a to intrygującym wstępem, kilkoma ciekawymi ujęciami prezentującymi rodzinę jednej z nastolatek, wreszcie rozrzuconymi tu ówdzie zagadkami, które wyjaśnione zostają dopiero w końcowej części filmu. Jednak tym, co szczególnie przykuwa do ekranu jest profesjonalizm realizacji oraz świetne, wręcz cieszące oko zdjęcia. Podobać się mogą zarówno pomysły na plany totalne, jak i praca kamery w tych ujęciach, w których najważniejsza jest interakcja między postaciami. Dzięki statycznym scenom przyjrzeć możemy się drugiemu planowi, nie mniej ważnemu niż pierwszy, bo kreujący charakterystyczną dla slasherów atmosferę. Te dynamiczne skręcone są perfekcyjnie – świetnie zainscenizowane i umiejętnie zmontowane.

Czy fiński „Bodom” to jeden z najlepszych slasherów ostatnich lat? Na pewno jeden z lepszych, ciekawszych, „wkręcających” w akcję i co najważniejsze zakasujących, a także udowadniających, że co inteligentniejszy twórca, zapewne i fan horroru, potrafi tak poprzestawiać gatunkowe klocki, by wydawałoby się opatrzonemu obrazkowi nadać nimb atrakcyjności. Zaraz po seansie, kiedy emocje ustąpiły miejsca analizie, miałem wrażenie, iż cała historia jest zbyt wykoncypowana, z rozmysłem obliczona na to, by zawładnąć wyobraźnią widza i uczynić go bezkrytycznym wobec oglądanej na ekranie historii. Bo jak skuteczniej chwycić za twarz fana horroru, jak nie atencją twórców do historii gatunku, odpowiednią dawką makabry i zaskakującymi woltami fabularnymi? Z drugiej strony pomyślałem sobie, że jeśli nie ma się pomysłu na coś naprawdę nowego, czegoś na miarę „Blair Witch Project” z 1999 roku, to właśnie tak dzisiaj powinno się kręcić horrory – z poszanowaniem dokonań klasyków, ale bez respektu przed formą. Slasher to rozrywka, choć specyficznego sortu, i „Bodom” doskonale sprawdzi się w tej roli, ale wtedy, jeśli machnie sie ręką na fabularne uproszczenia i złapie się dystans do widzianych na ekranie wydarzeń.

Polecam.

Screeny

HO, BODOM HO, BODOM HO, BODOM HO, BODOM HO, BODOM HO, BODOM

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nawiązania do klasycznych slasherów
+ zabawa gatunkowymi schematami
+ zaskakujący
+ dynamiczny
+ cieszące oko zdjęcia
+ intryguje od początku do ostatnich scen

Minusy:

- przezroczysta forma

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -