Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE

CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE

Klątwa Śpiącej Królewny

ocena:5
Rok prod.:2016
Reżyser:Pearry Reginald Teo
Kraj prod.:USA
Obsada: India Eisley, Natalie Hall, Ethan Peck, Zack Ward, Bruce Davison, Alexandra Bard, James Adam Lim
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Inspiracją dla Charlesa Perraulta do napisania baśni „Śpiąca królewna” była wizyta w otoczonym leśną gęstwiną zamku Ussé nad Loarą należącym do markiza Louisa Bernina de Valentinay (swoją wersję tej historii napisali także bracia Grimm). Choćby z tego względu ubrać tę opowieść w szaty horroru wcale nie było trudno. Zwłaszcza jeśli treści nada się odpowiednią warstwę wizualną. Zrobili to m.in. Pearry R. Teo i Everette B. Hartsoe w komiksie “The Curse of Sleeping Beauty”. Niedługo potem światło dzienne ujrzała filmowa adaptacja komiksu wyreżyserowana przez jego autora, znanego z takich choćby filmów jak „Necromentia” czy „Dead Inside”.

Bohaterem filmu jest młody malarz, który nie może dojść do siebie po śmierci ukochanej. Jakby tego było mało, dręczą go bardzo realistyczne sny, w których bezskutecznie próbuje pocałować niezwykle piękną kobietę. Dlatego więc kiedy dowiaduje się, iż w spadku po śmierci otrzymuje ogromny dom z przylegającym do niego ogrodem, nie waha się i postanawia jak najszybciej wyjechać z miejsca przypominającego mu bolesną tragedię. Dopiero na miejscu dowiaduje się, iż wraz posiadłością mężczyzna odziedziczył tytuł strażnika tajemnic, jakie skrywa podziemie domostwa.

„The Curse of Sleeping Beauty” jest filmem pękniętym i niespójnym, z dwiema zwracającymi na siebie uwagę płaszczyznami, które nie tworzą jednak jednej satysfakcjonującej w odbiorze całości. Pierwsza sprowadza się do banalnej i niespecjalnie oryginalnej historii o sekretach, na straży których przez wieki musieli stać przodkowie głównego bohatera. Film skonstruowany jest w najprostszy z możliwych sposobów – pierwszoplanową postać scenarzyści wikłają w intrygę tak, by jedynym wyjściem było brnięcie w nią. Jakoś to niby motywują przeznaczeniem, desperacją czy odpowiedzialnością za świat, ale nie wybrzmiewa to na tyle wiarygodnie, byśmy i my uwierzyli w taką dziejową konieczność. Razem z młodym artystą w kabałę wplątani zostają inni bohaterowie, ale ich portrety oraz motywacje odmalowane zostają równie w jednoznaczny i umowny sposób, jak wizerunek najważniejszej postaci. Coś takiego przekonuje w komiksie, bo samo medium zmusza do kreślenia osobowość protagonistów za pomocą pojedynczych, za to wyrazistych kresek. Kino ten aspekt świata przedstawionego pozwala pokazać w bardziej subtelny, a tym samym wiarygodny sposób.

Tę nijaką historię - ni to baśniową, ni to rodem z sennej mary – opakowano w intrygujące i cieszące oko zdjęcia. Już przed kilku laty, w „Necromentia”, Pearry R. Teo pokazał, iż każdą przestrzeń traktuje jak obraz, którego kolejne plany muszą być perfekcyjnie zaplanowane i zagospodarowane. Tę wrażliwość i zmysł malarski widać także w „The Curse of Sleeping Beauty”, zwłaszcza w scenach rozgrywających się pośród komnat odziedziczonego przez bohatera gmaszyska. Kompozycja przestrzeni i dbałość o detal mocno oddziałują na wyobraźnię odbiorcy. Do jej wrót Teo puka wpływając na każdy z naszych zmysłów. Bawi się kolorystyką obrazu, przykuwa wzrok dekoracjami, niesamowitymi rekwizytami i pieczołowitością ich wykonania. Dużą rolę w nieustannym podbijaniu naszej imaginacji odgrywa praca kamery. Tu również nie ma mowy o spontaniczności i „niechlujności” rodem z found footage. Każde ujecie, ruch, najazd – wszystko obliczone jest na to, by „wessać” nas w filmowy świat. Na wiele scen i sekwencji patrzy się z niekłamaną przyjemnością, bo angażują i choćby na chwilę pozwalają zapomnieć o niespecjalnie ciekawej fabule. Mam tu chociażby na myśli dynamiczne i budzące niepokój ujęcia z manekinami czy eksplorację rozległych piwnic.

„The Curse of Sleeping Beauty” to typ kina, które się ogląda, a nie interpretuje i analizuje. Nie ma w nim drugiego dna, między wierszami nie znajdziemy nawet szczątkowych analiz ludzkich zachowań czy społecznych postaw. Od razu rzuceni jesteśmy w świat z pogranicza jawy i snu, rzeczywistości i mrocznej baśni. Film Pearry’ego R. Teo nie jest adaptacją ani baśni Charlesa Perraulta, ani jej wersji autorstwa braci Grimm. Chodzi tu bardziej o figurę artystyczną pięknej i co ważniejsze całkowicie uległej kobiety, której piękno i obietnica realizacji najskrytszych pragnień zawładnąć mogą wolą każdego młodego mężczyzny. Poza tym „The Curse of Sleeping Beauty” nie ma nic wspólnego z tekstem jednej z najbardziej znanych baśni, choć oczywiście mamy tu motyw typowo baśniowy, czyli walkę dobra ze złem oraz podstęp, jako jeden ze sposobów uwikłania reprezentanta „jasności” w knowania „ciemnej strony”.

Musi także rozczarować zakończenie filmu, otwarte, z niezamkniętymi wątkami, po którym orientujemy się, iż to, co dotąd oglądaliśmy, było tylko wstępem do większego, zakrojonego na szerszą skalę filmowego projektu. Ciężko jednak będzie zainteresować dalszymi perypetiami bohaterów, jeśli pierwsza odsłona cyklu umyka z pamięci zaraz po zakończeniu jej seansu.

Screeny

HO, CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE HO, CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE HO, CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE HO, CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE HO, CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE HO, CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE HO, CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE HO, CURSE OF SLEEPING BEAUTY, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zdjęcia
+ dopracowane wnętrza
+ dekoracje
+ rekwizyty
+ kilka intrygujących ujęć i scen

Minusy:

- banalna historia
- nieciekawi bohaterowie
- zakończenie
- po co ta Śpiąca Królewna?

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -