Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BAD DREAMS

BAD DREAMS

Nocne koszmary

ocena:5
Rok prod.:1988
Reżyser:Andrew Fleming
Kraj prod.:USA
Obsada: Jennifer Rubin, Bruce Abbott, Richard Lynch, Dean Cameron, Harris Yulin
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Niektórzy twierdzą, że dobre kino skończyło się jeszcze w poprzednim wieku. A groza? Czy także wtedy? Cóż, chyba nadal powstają świetne filmy, ale to rozważanie na inną okazję. Coś jednak jest na rzeczy, bo wiele serii grozy uważanych obecnie za kultowe, zwłaszcza jeżeli chodzi o amerykańskie produkcje, powstawały w latach osiemdziesiątych poprzedniego stulecia. „Terminator” rozpoczął karierę w 1984 roku, która ciągle się rozwija. Lata osiemdziesiąte to „Halloween” - od części drugiej do piątej i aż osiem odcinków „Piątku trzynastego”. Na koniec warto wspomnieć również o „Koszmarze z ulicy Wiązów”, którego prawie cała saga powstała również w tym okresie. Narodziły się oczywiście inne interesujące produkcje, także takie, które już wtedy kopiowały uznane marki. Należy do nich zaliczyć recenzowane „Nocne koszmary” - klon trzeciej odsłony niezbyt miłych spotkań młodzieży z Freddy Kruegerem.

Horror Fleminga to jeden z wielu przykładów na to, że dobre czy świetne pomysły były powielane nie tylko w postaci remaków, ale także jako odrębne dzieło. Główna bohaterka budzi się po trzynastu latach śpiączki w szpitalu psychiatrycznym, który oprócz leczenia i badań zapewnia jej również pomoc grupie terapeutycznej. Pobyt na oddziale zamkniętym nie wydaje się pomocny, bo dziewczynę ciągle dręczą koszmary. Ich bohaterem jest guru sekty, do której ona również należała i jako jedyna przeżyła zbiorowe samobójstwo. Na domiar złego członkowie jej grupy wsparcia po kolei giną w tajemniczych okolicznościach.


Szpital i groza to często bardzo dobre połączenie. Tak jest również w tym przypadku, choć nie obyło się bez zgrzytów. Pierwszy poważny to wspomniana wcześniej inspiracja trzecią częścią „Koszmaru z ulicy Wiązów”. To oczywiście niejedyny zarzut, bo arsenał użyty do przestraszenia widza również bywa wtórny. Pojawiają się sceny krwawe i brutalne, które może sprawnie podkręcają grozę, ale można odnieść wrażenie, że już się je widziało we wcześniejszych tego typu produkcjach. Czy zatem twórcom zależało tylko na odcięciu kuponów od działających patentów?

Horror Andrew Fleminga należy do średniaków z tamtego okresu, ale raczej tych, po które chętnie można sięgnąć także w dwudziestym pierwszym wieku, bo jego bazą jest w miarę solidnie zbudowany mroczny, szpitalny nastrój i frapujący los nie tylko głównej bohaterki. A tego typu zalety nie starzeją się za bardzo i zawsze znajdą swoich wielbicieli, nawet jeżeli będą składały się po części z ogranych schematów. Film ze średnim efektem rozpoczyna się „trzęsieniem ziemi”, by później napięcie mogło narastać, zgodnie z recepturą Hitchcocka. Na początku było masowe samobójstwo w płomieniach budynku, jednak twórcy chyba za bardzo liczyli na wyobraźnię widza i zbyt szybko przeszli do dalszej części. Dzięki początkowy wstrząs nie jest bardzo silny. Nie jest to jednak wielka wada i zapewne każdy może odebrać ów przyczynek do fabuły we własny sposób. Niewątpliwą zaletą na pewno będzie rozwój filmowej opowieści. Akcja jest prowadzona dynamicznie i z każda kolejna śmierć wzbudza zainteresowanie, czyli napięcie narasta.

Niewątpliwą atrakcją filmu jest zjawiskowa Jennifer Rubin, która doskonale czuje się przed okiem kamery. To zaleta, zwłaszcza że postać przez nią grana to główny filar recenzowanego horroru. Aktorka w tym okresie nie miała jeszcze zbyt wielkiego doświadczenia. Wcześniej wystąpiła w serialu „Strefa mroku”, ale zadebiutowała w „Koszmarze z ulicy Wiązów 3”, co z pewnością było dla niej cenną nauką. Kreowana przez nią główna rola dosyć mocno angażuje uwagę widza. Czy Cynthia to wariatka? Jak sobie poradzi w niecodziennej sytuacji? Warto wspomnieć również o jej kolegach z planu – Bruce Abott (seria „Re-animator”), czy etatowym czarnym charakterze Richardzie Lynchu („Strach na wróble”). Scenariusz nie jest zbyt błyskotliwy, ale za to spójny i dający ekipie wiele możliwości. Wprowadzenie grupy terapeutycznej do filmu pozwala lepiej nakreślić bohaterów, a więc daje możliwość ich polubienia lub znienawidzenia, czy zaprezentowania wzajemnych relacji w stosunkowo krótkim czasie. Aktorzy drugiego planu dobrze to wykorzystali. Bohaterowie przez nich kreowani dają się poznać dokładnie na tyle, ile trzeba, żeby zaangażować uwagę widza, bez przesadnej nadbudowy psychologicznej. W końcu to przecież przede wszystkim horror, a nie dramat. Akcja nie może przynudzać, krew musi się lać w odpowiedniej ilości. Ten zamiar ekipa zrealizowała poprawnie, a nawet powyżej przeciętnej, porównując oczywiście z podobnymi obrazami z tego okresu.

Lata osiemdziesiąte w USA to dobry okres dla kina. Powstaje wiele ciekawych produkcji, wiele średniaków. Recenzowany obraz nie zestarzał się fabularnie. Oczywiście dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni, choćby do innych efektów specjalnych, innych strojów, czy obecności telefonów komórkowych, które w tamtych latach były obecne co najwyżej w „Star Treku”. To dobry powrót do lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku nie tylko dla fanów tego okresu i jedna z licznych propozycji na wieczór z kinem grozy. Choć przyznaję uczciwie, że wymienione na początku filmy, jak również pierwowzór „Nocnych koszmarów” to w wielu przypadkach lektura z nieco wyższej półki.

Screeny

HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS HO, BAD DREAMS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ spójny scenariusz
+ Jennifer Rubin
+ ciekawa fabuła
+ szpitalny klimat

Minusy:

- wtórne pomysły
- „hołd” oddany trzeciej odsłonie „Koszmaru z ulicy Wiązów”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -