Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PARENTS

PARENTS

Rodzice

ocena:7
Rok prod.:1989
Reżyser:Bob Balaban
Kraj prod.:Kanada / USA
Obsada: Deborah Rush, Mary Beth Hurt, Randy Quaid, Sandy Dennis, Mariah Balaban
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Twórcy horrorów lubią czynić osią filmowych wydarzeń postać dziecka. Wielu scenarzystom na pewno do myślenia dał Zygmunt Freud pisząc: „Dzieci nie są złośliwe, są złe”. I tak w dziesiątkach możemy liczyć filmy, w których czarnym charakterem jest niewinnie wyglądający nieletni. Ale nie brakuje także opowieści, w których to dzieci padają ofiarą różnego rodzaju psychopatów. Co ważne, zwyrodnialcami są najczęściej rodzice, a więc osoby, którym najmniejsi ufają i których życiowym zadaniem powinno być zapewnienie im bezpieczeństwa. Ale twórcy kina grozy zasiedlają filmowy świat przedstawiony dziecięcymi bohaterami także po to, by silniej oddziaływać na nasze emocje i jak tylko się da wstrząsnąć naszą wrażliwością. Ze świecą bowiem szukać takiego, kto w dobrze opowiedzianej historii nie przejąłby się losem krzywdzonego dziecka. Ofiarą swoich rodziców jest także kilkuletni chłopiec, bohater filmu „Parents” Boba Balabana.

Państwo Laemle wraz ze swoim synem Michaelem przeprowadzają się do gustownie i nowocześnie urządzonego domu położonego na przedmieściach jednej z amerykańskich metropolii. W wolnych chwilach organizują przyjęcia dla znajomych, jednym z ich rodzinnych rytuałów są urządzane w ogrodzie grille. Łyżką dziegciu w ich rodzinnym szczęściu jest zachowanie jedynaka, zlęknionego, małomównego i zamkniętego w sobie chłopca. Jednak największą zmorą rodziców nieustanny brak apetytu u syna. Oni kochają jeść – posiłek to niemalże przyjęcie, na którym celebruje się konsumpcję każdej potrawy. Ale chłopiec podejrzewa, iż kulinarne zamiłowania rodziców mają drugie dno. Uważa, iż mięso, które uwielbiają w każdej postaci jest ludzkie.

Jeśli ktoś spodziewa się po „Parents” filmowej makabry z charakterystycznymi dla kina kanibalistycznego zbliżeniami na patroszenie ludzi i zajadanie się ich wnętrznościami, srogo może się zawieść. Bo trochę zapomniana dziś historia autorstwa Boba Balabana to ostra satyra wymierzona w konsumpcyjne społeczeństwo, jakim niewątpliwie byli Amerykanie w latach 50. ubiegłego wieku. To też pewnego rodzaju rozliczenie z american dream, czyli budowaniem szczęścia w oparciu o dobrobyt i wartości materialne. Dlatego interpretacyjny klucz niezbędny w odczytaniu sensu „Parents” kryje się w drugim planie – w dekoracjach, scenografii, rekwizytach czy w ujęciach prezentujących miejsce akcji. Przestrzeń ta wręcz wypełniona jest atrybutami american dream, czyli ogromnymi przedmieściami z kwartałami identycznych domów, wielkimi Oldsmobilami, ogródkami z nieodłącznymi grillem, rzecz jasna golfem jako sportem dla klasy średniej z aspiracjami, wreszcie nowocześnie zaprojektowanym wnętrzem z mnóstwem sprzętów i ogromną lodówką jako królową kuchni. Owo amerykańskie marzenie to także styl bycia, a więc mąż wracający wieczorem z pracy, zawsze uśmiechnięta żona od rana krzątająca się w kuchni i dzieciak przesiadujący albo przed telewizorem, albo pośród zabawek w swoim dużym pokoju na piętrze.

Balaban w „Parents” świat przedstawiany, w którym dominantą jest krytyka pokolenia hołdującego dobrom materialnym, pokazał z perspektywy samotnego, potrzebującego ciepła i uwagi dziecka. Dzieci z natury są szczere i spontaniczne, dopiero uczą się od nas, dorosłych, czym jest dwulicowość, gra pozorów, uległość wobec konwenansów i pustych rytuałów. Taka perspektywa czyni dziecięce spostrzeżenia nie tylko ciekawe, bo dzieciaki są bardzo uważnymi obserwatorami, ale także celne, bo obiektywne, jeszcze bez kagańca poprawności „co wypada powiedzieć, a co należy zachować w tajemnicy”. Taka narracyjna perspektywa rzecz jasna wymóc ma na nas, odbiorcach, zaangażowanie emocjonalne. Wszak ofiarą knowań dorosłych jest dziecko. Co więcej, nieletni bohater coraz mocniej przeżywa zagrożenie, którego źródłem są najbliżsi – boi się z nimi przebywać, nie może jeść i spać, dręczą go coraz mroczniejsze koszmary. Próbuje przeciwstawić się terrorowi i konsumpcyjnej zachłanności rodziców, ale jest tylko dzieckiem i każde jego działanie skazane jest na porażkę.

Wszystkim dziecięcym spostrzeżeniom reżyser nadaje formę groteski. Z jednej strony prezentowany nam jest świat uporządkowany, czysty, na pozór bezpieczny, w którym wszyscy niczym trybiki w machinie wypełniają ściśle określone zadania. Celem takiego podporządkowania jest oczywiście pragnienie podniesienia swojego statusu majątkowego, a tym samym społecznego. Podobnie rzecz się ma z fabularnym leitmotivem – na pozór każdy posiłek, w którym uczestniczą bohaterowie jest wystawne i ma bardzo elegancki sznyt. Dopiero po uważniejszym przyjrzeniu się wszystkim mechanizmom, dzięki którym funkcjonuje filmowy świat, wychodzą na jaw jego liczne wynaturzenia. Miejscowa szkoła promuje i nagradza uczniów bezkrytycznych, myślących i działających stadnie. Inność, wyjątkowość i próby wyłamywania się z okowów narzuconych norm nie podoba się także rodzicom Michaela. Niby pracują jak wszyscy, działają lokalnie, urządzają przyjęcia i organizują garden party, ale to tylko pozory, bo mordują, konsumują potrawy z ludzkiego ciała, w sypialnym zaciszu wręcz celebrują kanibalizm.

Wymogi formalne groteski zdeterminowały także dobór kształtu wielu scen i sekwencji. Komizm bowiem przeplatany jest pełnymi krwi i makabry snami kilkuletniego chłopca, szykowna zastawa kryje gotowaną, pieczoną i duszoną „ludzinę”, wreszcie szanowani obywatele i lubiani sąsiedzi okazują się być kanibalami. Specyfika dziwacznego świata wymogła na realizatorach odpowiednią strategię na jego prezentację. I tu także dostrzeżemy wpływ groteski. Bo stosowany w większości ujęciach niemalże przezroczysty styl, charakterystyczny dla telewizji czy kina familijnego, kontrastowany jest z mnóstwem zbliżeń, detali, a także wizualnym subiektywizmem – scenami onirycznymi oraz deformacją obrazu uzyskaną przez niecodzienną perspektywę. Obrazowi towarzyszy odpowiednio dobrana muzyka autorstwa Angelo Badalamenti. Idealnie harmonizująca z wizualnym przekazem, bo uwydatniająca występujące z nim skrajności – kilkoma szybkimi i banalnymi nutami podkreślająca komizm sytuacyjny, brzmiąca złowrogo, kiedy najmłodszy bohater zmaga się z senną marą albo tkwi w stuporze widząc „kanibalizujących się” rodziców.

„Parents” to film wart zobaczenia, choćby przez zaskakujący wizerunek świata, niejednoznaczność i mnogość treści ukrytych między kadrami tylko na pozór prostego filmu. Jednak w środkowej części filmu reżyser nie ustrzegł się dłużyzn, jakby miał bardzo organiczną liczbę satyrycznych szpilek, dzięki którym można było spuścić trochę powietrza z mitologicznego balonika american dream. Z niektórych scen i ujęć wyziera pustka, jakby twórcy to nas chcieli obciążyć nadaniem treści nie do końca jasnych poczynań bohaterów. Jeśli już Balaban pokusił się o uczynienie swojej historii groteskową, mógł pójść na całość i w dwóch czy trzech scenach, nie więcej, bez epatowania, targnąć nami naprawdę krwawą makabrą. Taka dosłowność nie zagłuszyłaby metaforycznego wydźwięku filmu, a jednak uczyniłaby go bardziej wyrazistym.

Nie zmienia to faktu, iż warto sobie przypomnieć te lekko przykurzony już film.

Screeny

HO, PARENTS HO, PARENTS HO, PARENTS HO, PARENTS HO, PARENTS HO, PARENTS HO, PARENTS HO, PARENTS HO, PARENTS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przykuwa uwagę do pierwszych minut
+ daje do myślenia
+ świetnie kreśli wizerunek Ameryki lat 50.
+ naprawdę dobry Randy Quaid
+ przemyca kilka ciekawych spostrzeżeń dotyczących funkcjonowania społeczeństwa konsumpcyjnego

Minusy:

- to satyra, więc gatunkowe instrumentarium horrory pełni w filmie drugorzędną rolę

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -