Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEATHGASM

DEATHGASM

Śmierćgazm

ocena:6
Rok prod.:2015
Reżyser:Jason Lei Howden
Kraj prod.:Nowa Zelandia
Obsada:Milo Cawthorne, James Blake, Kimberley Crossman, Kate Elliot, Stephen Ure
Autor recenzji:Justyna Metzger
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Z czym kojarzy wam się Nowa Zelandia? Zapewne z uroczymi kiwi i innymi dziwnymi zwierzętami, Władcą Pierścieni, Maorysami...miłośnicy filmów z dreszczykiem na pewno dorzuciliby do powyższych skojarzeń Zły Smak, Martwicę Mózgu, Przerażaczy, Czarną Owcę i jeszcze kilka tytułów. Wspólnym mianownikiem wielu filmów grozy z kraju kiwi jest spora doza poczucia humoru. Deathgasm pod tym względem także nie odstaje.

Metal (a szczególnie black metal) to dosyć wdzięczny temat dla twórców horrorów. Wystarczy przypomnieć sobie serię podpaleń norweskich kościołów, samobójstwo Deada z Mayhem (zdjęcie zwłok zdobi jeden z bootlegów zespołu), zabicie Euronymousa (znów pechowe Mayhem) przez Varga z Burzum, kolejny mord - tym razem na koncie Barda Eithuna z Thorns, czy plotki związane z osobą założyciela Silencer. Nowozelandzka produkcja trochę inaczej ugryzła temat - mamy do czynienia z historią o wrażliwcu w corpse paincie, który musi zmierzyć się ze złem nie z tego świata.

Brodie to nastoletni miłośnik ciężkich brzmień, którego ojciec nie żyje, a matka właśnie wylądowała w szpitalu psychiatrycznym. Chłopak zostaje oddany pod opiekę rodziny swojego wuja, (nad)gorliwego chrześcijanina. Brodiemu nie jest po drodze ani z pobożnymi opiekunami, ani brutalnym i głupim kuzynem Davidem. Nasz amator muzyki metalowej znajduje przyjaciół w osobach nerdów Diona i Gilesa, oraz kolejnego fana metalu - bezkompromisowego Zakka. Razem zakładają zespół o nazwie Deathgasm. Któregoś dnia Zakk i Brodie włamują się do zaniedbanego domu, w którym rzekomo ma ukrywać się dawna legenda muzyki metalowej, Rikki Daggers. Młodzieńcy nie tylko odnajdują muzyka, ale i tajemniczy średniowieczny zapis nutowy schowany w płycie winylowej*.Bohaterowie decyduje się zagrać znaleziony utwór, nie zdając sobie sprawy, że sprowadzą na ziemię żądnego krwi demona.

Grupka nastolatków ściąga na swoje głowy kłopoty poprzez nieostrożne obcowanie z nieznanym - brzmi banalnie? Ale tak nie jest. Reżyser zgrabnie bawi się stereotypami. Dion (okulary i flanela) i Giles (młodsza kopia Meat Loafa) to fani RPG, Zakk (strzelam że nieprzypadkowo nosi takie imię jak Zakk Wylde) to buntownik, któremu buzują hormony, a Brodie pod corpse-paintem skrywa duszę wrażliwca. Do kompletu jest jeszcze piękna jasnowłosa uczennica Medina (klasyczna cheerleaderka, mokre marzenie każdego ucznia liceum) oraz zła sekta, usiłująca przejąć władzę nad światem.
Jason Lei Howden zgromadził na planie dawną obsadę Power Rangers (Cawthorne, Crossman, Elliot) i znanego z wcielania się w role orków Stephen’a Ure (tutaj jako Rikki Daggers). Aktorzy wypadli naprawdę przekonująco. Bolączką filmów w których portretuje się przedstawicieli różnych subkultur jest często brak wiarygodności. Zakk i Brodie nie wyglądają jak dziwna wizja autora kostiumów, ale dwójka prawdziwych metaluchów wracających z festiwalu Brutal Assault. Reżyser Deathgasm sam jest fanem metalu i da się odczuć w każdej minucie filmu. Bohaterowie noszą naszywki i koszulki Cannibal Corpse, Trivium, w tle słychać Skull Fist i Emperor, a spora część żartów obraca się wokół tematów związanych z metalem - choćby wzmianka o True Mayhem w scenie po napisach końcowych, albo komiczna parodia nie mniej komicznego teledysku “Call of the Wintermoon” grupy Immortal.

Produkcja inspirowana takimi filmami jak Martwe Zło czy Zły Smak zgrabnie łączy w sobie humor z gore. Jak na niewysoki budżet efekty są na przyzwoitym poziomie, a jelita, krew i ropa leją się strumieniami. Co ciekawe, większość osób odpowiedzialnych za makijaż i efekty pracowała wcześniej przy Władcy Pierścieni i Hobbicie.

Zabawa momentami balansuje na granicy dobrego smaku, na przykład w scenie w której opętana rodzina zostaje pokonana przy pomocy seks-zabawek. Również niektóre żarty mogą być zbyt prostackie lub hermetyczne (te związane z muzyką metalową zostaną raczej niezauważone przez osoby, które nie mają o powyższej żadnego pojęcia). Mimo fruwających kawałków ciał i tryskającej krwi, Deathgasm to bardziej śmiechgazm niż śmierćgazm. Jeśli kochacie takie klasyki jak Martwe Zło, Zły Smak, Martwica Mózgu, to najprawdopodobniej spodoba wam się i ta nowozelandzka produkcja. Nie oczekujcie wielkiej głębi, raczej zabawnego seansu na jeden wieczór z przyjaciółmi i miską popcornu. Fani metalu mogą dodać do recenzji dodatkową gwiazdkę.

*ukłon w stronę żartów o rickrollingu

Screeny

HO, DEATHGASM HO, DEATHGASM HO, DEATHGASM HO, DEATHGASM

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ główni bohaterowie
+ film jest zabawny
+ trochę smaczków dla fanów muzyki metalowej
+ sporo makabrycznych scen

Minusy:

- niektóre żarty są zbyt hermetyczne i/lub prymitywne
- raczej nie spędzi wam snu z powiek
- finałowa walka mogłaby trwać dłużej

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -