Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KILL COMMAND

KILL COMMAND

Kill Command

ocena:7
Rok prod.:2016
Reżyser:Steven Gomez
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Thure Lindhardt, Vanessa Kirby, Tom McKay, Bentley Kalu, Osi Okerafor, Damian Kell
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

O tym, że koncerny zbrojeniowe pracują nad technologią LAW (Lethal autonomous weapon) umożliwiającą robotom i maszynom bezzałogowym na samodzielne podejmowanie decyzji o tym, które cele należy zneutralizować, wiadomo już od kilku lat. Jej zwolennicy upatrują w tego rodzaju sprzęcie sposób na poradzenie sobie z palącym problemem terroryzmu, inni w autonomicznych systemach uzbrojenia z zaimplementowaną sztuczną inteligencją widzą początek końca rasy ludzkiej. Wydaje się być tylko kwestią czasu, kiedy taką broń zobaczymy w działaniu. Jak taki „obrazek” mógłby wyglądać, pokazuje w „Kill Command” Steven Gomez.

Otóż trudno o bardziej prostą i jednowątkową historię jak ta z „Kill Command” . Elitarna jednostka komandosów dostaje rozkaz, by spędzić dwa dni w położonym na wyspie ośrodku szkoleniowym Harbinger 1. Odstępstwem do podobnych misji jest obecność w ich grupie cywila, Mills, pracownicy konsorcjum zbrojeniowego. Zaraz po przybyciu na wsypę żołnierze zostają zaatakowani przez doskonale zorganizowaną formację robotów. Odcięci od jakichkolwiek łącz telekomunikacyjnych muszą stawić czoło maszynom.

Na pierwszy rzut oka „Kill Command” wydaje się historią, w której kilkoro bohaterów odseparowanych od świata stoczyć musi krwawy bój o życie z przewyższającym go w każdym calu przeciwnikiem. Co więcej, z prostą jak konstrukcja cepa fabułą, postaciami rozrysowanymi grubą, niemalże komisową kreską, niezliczoną ilością scen walki, wreszcie z niewyszukanymi efektami specjalnymi CGI. A że starcie obdarzonych zdolnością uczenia się robotów z ludźmi widzieliśmy już w niejednym filmie, wszystko mogłoby wskazywać, iż film Gomeza to kolejny „ogrzewany kotlet” przeznaczony dla wielbicieli B-klasowego kina. I rzeczywiście coś w tym jest - „Kill Command” trudno zaliczyć do tzw. fantastyki problemowej, której sens opiera się na zadawaniu fundamentalnych pytań choćby o człowieczeństwo w dobie galopującej technicyzacji i cyfryzacji (choć i tu znalazło się miejsce na refleksję). Co więcej, opowieść Gomeza raz za razem próbuje nas rozemocjonować chwytami charakterystycznymi dla kina grozy. Odwołuje się zatem do tradycji, długiej i obfitej w doskonałe filmy, w której, by zawładnąć naszą wyobraźnią swe gatunkowe siły łączyły horror i kino science-fiction.

Żeby nie owijać w bawełnę, „Kill Command” to rzeczywiście specyficzna, bo skręcona dla konkretnego widza, ale doskonale pomyślana i umiejętnie zrealizowana opowieść, dynamiczna, z kilkoma efektownymi zwrotami akcji, wreszcie podszyta dużą dawką napięcia. Gomez nawet nie próbuje wprowadzić nas w akcję budując konteksty, myląc tropy czy sugerując skomplikowaną i wielopiętrowa intrygę. Konfrontuje elitarny odział żołnierzy z prototypami robotów w miejscu całkowicie odciętym od świata. I mimo swej prostoty, wszystko to naprawdę robi wrażenie. Wyspa, gęste lasy i bunkry w różnego rodzaju filmach widzieliśmy już wielokrotnie, ale tu dzięki zróżnicowanym ujęciom i szybkiemu montażowi, tego typu lokacje przykuwają uwagę, a tym samym oddziałują na wyobraźnię. Nasi bohaterowie niby wyzuci ze skomplikowanej osobowości, ledwie naszkicowani, dają się lubić i trudno obok ich losu przejść obojętnie. Wreszcie tym, co szczególnie zwraca uwagę w filmie Gomeza to umiejętnie wykreowany klimat osamotnienia i izolacji. Bohaterowie w nieprzyjaznym miejscu zdani są tylko na siebie, co gorsza, maja podstawy do podejrzeń, iż w ich grupie może być ktoś odpowiedzialny za tę całą sytuację. Nie mogą uciec, ewakuować się, nie mają szans na wsparcie. Z opresji uratować ich mogą odwaga, umiejętności oraz instynkt żołnierza. Twórcy filmu w starciu z robotami nie dają im forów, nie czynią ich sympatyczniejszymi, chociaż rzecz jasna kibicujemy właśni im, wszak przecież są ludźmi. Wszystko to sprawia, iż momentami historię śledzi się z zapartym tchem, bo oprócz dynamiki reżyser umiejętnie dozuje napięcie. „Kill Command” to także jeden z tych filmów, których seans zaskakuje. Nie tylko przez obowiązkowe w tego rodzaju fabułach zwroty akcji, ale także dlatego, iż do samego końca nie wiemy, jakie asy w rękawie skrywa każda ze stron antagonizmu.

Muszę nadmienić, iż „Kill Command” Gomeza to idealny przykład na to, w jaki sposób wizualną stronę filmu wzbogacić można o efekty specjalne CGI tak, aby nie raziły efekciarstwem, a jedynie dopełniały świat przedstawiony. Roboty wyglądają intrygująco, bardzo realistycznie wygląda ich poruszanie się oraz zachowanie w różnych miejscach. Zadbano o to, by inaczej pokazać ich funkcjonowanie w lesie, a inaczej na poligonie przypominającym miasto. Realizatorzy nie przesadzają w pokazywaniu wyczarowanych przez komputery robotów. To jednak ludzie oraz ich perypetie grają w „Kill Command” pierwsze skrzypce, kolejne starcia z robotami są ważnymi, bo wydatnie wpływającymi na odbiór filmu, ale tylko dodatkami. To między innymi dzięki powściągliwości w stosowaniu trików otrzymaliśmy filmowy świat nie tylko atrakcyjny, z unikalnym klimatem, ale przede wszystkim wiarygodny, a przez to mocno oddziałujący na wyobraźnię odbiorcy.

Wcześniej wspomniałem, iż „Kill Command” to kino z pogranicza science-fiction i horroru, które wyzuto z głębszego i skłaniającego do refleksji przesłania. Kilka lat temu Stephen Hawking stwierdził, iż jednym z największych zagrożeń czyhających na człowieka jest sztuczna inteligencja, a więc „technologia która przechytrzyłaby rynki finansowe, przerosłaby możliwościami ludzkich wynalazców, wywiodłaby w pole światowych przywódców i stworzyłaby broń, której nie będziemy nawet w stanie zrozumieć”. O takiej broni, która potrafi analizować, uczyć się, wyciągać wnioski z poczynionych przez siebie błędów i samodzielnie ustalać cele do eliminacji opowiada film Stevena Gomeza. Dlaczego zatem nie potraktować go jako ostrzeżenia nawet nie tyle przed „inteligentną bronią”, co w ogóle przed powierzaniem coraz większej i bardziej skomplikowanej przestrzeni ludzkiej egzystencji wirtualnej rzeczywistości oraz cyfrowym procesom jej porządkowania i kreowania?

„Kill Command” to jednak przede wszystkim doskonała - bo dynamiczna, świetnie pomyślana i jak na niewielki budżet, profesjonalnie zrealizowana - rozrywka, która powinna usatysfakcjonować przede wszystkim wielbicieli kina z pogranicza horroru i science-fiction.

Screeny

HO, KILL COMMAND HO, KILL COMMAND HO, KILL COMMAND HO, KILL COMMAND HO, KILL COMMAND HO, KILL COMMAND HO, KILL COMMAND HO, KILL COMMAND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dynamiczny
+ z umiejętnie dozowanym napięciem
+ roboty
+ efekty specjalne
+ miejsce akcji
+ prosty, ale przykuwający uwagę film

Minusy:

- nic nowego ani oryginalnego, wszystko widzieliśmy już po wielokroć

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -