Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MOTH

MOTH

Moth

ocena:3
Rok prod.:2017
Reżyser:Gergö Elekes, József Gallai
Kraj prod.:Wielka Brytania / USA / Węgry
Obsada:Lidia Szabó, József Gallai, Bálint Egri, Kata Tábori, Rob Oldfield, Dániel Szabó
Autor recenzji:Bartosz Konieczny
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Da się jeszcze nakręcić coś nowego? Coś innowacyjnego, świeżego, coś co ożywi zastygły gatunek jakim jest film grozy? Czy już lata temu powiedziane zostało wszystko w tym temacie, a kolejne filmy, książki, gry, komiksy to jedynie zabawy konwencją, układanie różnych obrazków z tych samych elementów. Postmoderniści mieli rację że wszystko już było, nawet oni sami. Że zostaje nam tylko zabawa konwencją, igranie ze stylem. Carroll miał rację pisząc że mamy kilka struktur fabularnych horroru tak literackiego jak filmowego i nie ma i nie będzie niczego, czego nie da się w nie wpisać. Mastertona zeżarł indiański demon, na deser zostawiając sobie jego poradniki seksuologiczne, a King na stałe utknął w sennym miasteczku i chyba mu tam dobrze. Eco poddał się już dawno obracając to w żart. Bezsilnie śmiejąc się przy pisaniu "Imienia Róży", wiedząc że nic nowego do powiedzenia już nie ma. Pozostaje zabawa konwencjami.

Thora jest niespełnioną aktorką i pracownikiem naukowym na uniwersytecie. Realizując projekt badawczy wraz z jednym ze swoich studentów udaje się na Węgry by zbadać prawdziwość najnowszych doniesień na temat obserwacji Mothmana. Towarzyszy jej poczciwy, chociaż nie pozbawiony balastu życiowych doświadczeń student Manny. Na miejscu, po nie do końca spokojnie spędzonej nocy udają się samochodem w leśne ostępy w pogoni za tajemniczym stworzeniem. Gubią drogę, samochód odmawia posłuszeństwa, błąkają się po lesie trafiając na niepokojące kopczyki z kamieni. Kończą im się zapasy, których właściwie i tak nie mieli bo to miała być spokojna przejażdżka a nie szkolenie rodem z Suworowa. Wystraszeni całą sytuacją, wszechogarniającą beznadzieją i towarzyszącym im poczuciem że nie są tu sami trafiają do opuszczonego budynku skrytego w leśnych ostępach gdzie ich historia ma dobiec końca.

Brzmi znajomo. Byli już tacy. Byli w 1999 roku ("Blair"), byli w 2007 ("REC", "Paranormal") ,2011 ("Grave Encounters"), 2012 ("Czarnobyl. Reaktor Strachu"). Byli w 2014 ("Jako w piekle tak i na ziemi"). Było ich znacznie więcej ale poginęli w lasach. Polowali na wszystko. Trolle, duchy, upiory, wiedźmy, kosmitów, samych siebie albo siedzieli przed kamerkami internetowymi. Każdy z nich odmiennie i jednocześnie każdy w ten sam sposób realizował schemat fabularny ściśle związany z gatunkiem found footage. Mamy grupkę pasjonatów lub badaczy, dajemy im kamery i tajemnicę. Wpuszczamy w nieprzyjazne środowisko będące efektem ewolucji gotyckiego labiryntu w literaturze. Niech to będzie las, podziemne tunele, metro, opuszczony budynek lub wyludnione miasto. Byle mogli się zgubić. Zobaczymy co się stanie. Nie operujemy zbyt precyzyjnie. Dajemy nieostre zdjęcia, zrezygnujemy z podkładu muzycznego, szatkujemy film. Robimy parę cięć w miejscach najmniej odpowiednich. Niech to jakoś wygląda. Prawdziwie.

Skoro zatem zabawa konwencją i przekładanie z miejsca na miejsce tych samych elementów to jedyne co pozostało twórcom wszelkiej maści, to czy da się jeszcze w ogóle stworzyć coś nowego, czy pozostaje nam usiąść na kamieniu i gorzko zapłakać. Przy założeniu że ilość elementów składowych, chociaż w olbrzymiej ilości, jest jednak ograniczona i kiedyś wszystko co jest do ułożenia - zostanie ułożone - pozostaje tylko znaleźć sobie wygodny kamień. No jednak okazuje się że nie. Przynajmniej nie musimy się za tym kamieniem rozglądać od jutra. Konwencję horroru można przecież przyprawić szczyptą humoru, groteski, romansidła, czy tak jak robi to Moth - dodać suspens i spiąć klamrą. Danie - nawet jeśli to ten sam kotlet - wyjdzie nieco inne niż wczoraj. Przedwczoraj, tydzień temu...

Gergö Elekes i József Gallai zrobili film bardzo przeciętny. Na tyle na ile pozwalały im własne umiejętności i... konwencja którą chcieli zrealizować. Fani found footage czy rural horrors i tak obejrzą. Nie da się jednak nie zauważyć że pierwsze 70 minut filmu, a ten trwa 81 (sic!) to tylko wariacja na temat "Blair Witch Project" (1999). Mam też niestety wrażenie że Panowie pisząc scenariusz zaczęli od zakończenia, w nim pokładając największe nadzieje, myśląc że ostatnie 10 minut filmu uratuje poprzedzające je 70 minut nudy. Nie udało się. Film irytuje od samego początku. Już nawet nie pracą kamery czy sztucznością bohaterów - to przecież jakby nie było element tej konwencji. Irytuje dokładnym kopiowaniem schematów i zachowań bohaterów Blair nie troszcząc się nawet o to żeby chociaż odrobinę dodać od siebie. Wątek psychologiczny, trudna przeszłość i niespełnione marzenia bohaterki które miały (chyba) dać nam do myślenia, sprawić że na koniec zadumamy się nad ludzkim losem potraktowane zostały po łebkach i spłycone do maksimum. To nie jest zabawa konwencją bo od wzorcowego obrazka układankę Elekesa i Gallaiego różni tylko jeden element.

Screeny

HO, MOTH HO, MOTH HO, MOTH HO, MOTH HO, MOTH HO, MOTH

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł na zakończenie. Może ktoś go lepiej wykorzysta
+ kolejny found footage do kolekcji

Minusy:

- wtórność
- główna bohaterka i jej głupota
- ani krzty inwencji

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -