Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LAST DAYS ON MARS, THE

LAST DAYS ON MARS, THE

Ostatnie dni na Marsie

ocena:5
Rok prod.:2013
Reżyser:Ruairí Robinson
Kraj prod.:Wielka Brytania / Irlandia
Obsada:Liev Schreiber, Romola Garai, Tom Cullen, Goran Kostić, Elias Koteas, Olivia Williams , ,
Autor recenzji:Mateusz Morawiec
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ostatnimi czasy ogromną popularność zyskał temat zombie apokalipsy. Ze wszystkich stron zalały nas filmy, seriale, książki w większym lub mniejszym stopniu, nawiązujące do postaci żywych trupów. Mieliśmy już zombie w mieście, w pociągu, szybkie, wolne, inteligentne, głupie, dobre, złe, wymieniać można bez końca. Dlaczego jednak, skoro wszyscy wokół rozprawiają o obcych, ja rozwodzę się nad poczciwymi truposzami. Ano dlatego, że "The Last Day On Mars" również o nich opowiada. Tyle, że tym razem uczta, z udziałem homo sapiens w roli dania głównego, odbędzie się na czerwonej planecie. Jak nieumarli poradzili sobie z brakiem tlenu, niską temperaturą, dekompresją i innymi czynnikami zewnętrznymi? Zapraszam do lektury.

Film rozpoczyna się krótką, odczytaną przez lektora informacją, że za kilkanaście godzin, kończy się sześciomiesięczna misja badawcza na Marsie. Oczywiście nie może być aż tak dobrze. Jeden z naukowców postanawia, dokończyć swoje badania, jeszcze przed powrotem na Ziemię i wybiera się wraz z kompanem, w miejsce ich prowadzenia. Tam ziemia się pod nim zapada, znika w głębokim wyłomie, wszyscy myślą że nie żyje, ale nie, zmienia się po prostu w coś na kształt zombie i zaczyna polowanie na swoich współpracowników. Reżyserem filmu jest Ruairí Robinson, posiadający na swoim koncie ciekawy, krótkometrażowy horror "BlinkyTM", który mogę z czystym sumieniem polecić, oraz nominowaną do Oskara, animację "Fifty Percent Grey". Warto tutaj wspomnieć, że "The Last Day On Mars" jest pierwszą pełnometrażową produkcją, stworzoną przez Robinsona i widać to podczas seansu. Zdarza się nagłe urywanie wątków, bezsensowne przeciąganie niektórych ujęć, dziwne i niepotrzebne zapychanie czasu. Dla przykładu, w jednej ze scen bohater wychodzi z łazika, tylko po to by krzyknąć parę słów, przebiec kilka metrów i wrócić z powrotem. Przez większość filmu miałem wrażenie, że gdyby trwał on o powiedzmy pół godziny krócej, byłby o wiele bardziej zjadliwy. Wypada wspomnieć jednak, iż za tę produkcję Robinson otrzymał nominację do Irlandzkiej Nagrody Filmowej ITFA. Cóż, nie mnie oceniać.

Pierwszym na co zwróciłem uwagę, jest brak zachowania jakiegokolwiek związku, miedzy filmem a rzeczywistymi warunkami panującymi na Marsie. Oczywiście astronauci cały czas poruszają się w kombinezonach, jeżdżą łazikami, co chwila dają nam do zrozumienia jak to na tej planecie niebezpiecznie. Jednak co z tego. Biegają, skaczą, chodzą i jakoś nie zwracają specjalnie uwagi, na niemal trzykrotnie mniejszą niż na Ziemi grawitację. Podobnie sytuacja ma się z naszymi poczwarami. Średnia temperatura na powierzchni wynosi jakieś minus sześćdziesiąt stopni. Jak łatwo się domyślić, żywe tkanki składające się w siedemdziesięciu procentach z wody, szybko by zamarzły i skostniały. I ktoś powie, że się czepiam. Że jakby pokraki pozamarzały, to na czym miałby opierać się film? Jednak nasze poczciwe zombie potrafiły rozwalić drzwi ze zbrojonej stali, za pomocą materiałów wybuchowych, ale zapomniały zabrać na przechadzkę po marsie hełmu do kombinezonu.

Kolejną niedorzecznością, jest sposób przenoszenia się wirusa. Bo o ile rozumiem rozprzestrzenianie się choroby przez zakażoną krew, czy nawet przez zwykły dotyk, co już jest lekko naciągane, no ale niech będzie. Jednak czy ktokolwiek z twórców jest w stanie wyjaśnić, jak niby bakterie miały przedostać się do organizmu, poprzez wiertarkę, czekan czy nóż dzierżony przez jednego z potworów? Widać twórcy nie wiedzieli, jak sobie poradzić z barierą w postaci wytrzymałych kombinezonów, więc bohaterowie w magiczny sposób zarażają się dosłownie od wszystkiego.

Montaż niektórych scen strasznie drażni, szczególnie przy końcówce, gdy wszystko dzieje się w ogromnej burzy pisakowej i tak naprawdę, przez kilka minut nie widzimy nic. Pierwsza konfrontacja z potworami też nie wygląda dobrze. Twórcy postawili na migające oświetlenie i dźwięk alarmu, dorzucając do tego sporo akcji. Miałem problem z połapaniem, co tak naprawdę się dzieje. Aktorzy nie zagrali swoich ról wybitnie, jednak nie można się do niczego przyczepić. Emocje są widoczne tam gdzie powinny, starali się też wczuć w sytuację swoich bohaterów, wykreowanych niestety kiepsko. Tak naprawdę wszystkie postaci, może poza Olivią, graną przez Kim Aldrich, są jednowymiarowe i spłycone do granic możliwości. Nie potrafiłem utożsamić się z żadną z nich i odniosłem nieprzyjemne wrażenie, że są po prostu mięsem przygotowanym na rzeź.

Na uwagę zasługuje natomiast muzyka, skomponowana przez Maxa Richtera II, znanego między innymi z ścieżki dźwiękowej do serialu Black Mirror. Potrafi naprawdę zbudować napięcie, co często nie udawało się warstwie wizualnej. Świetnie wygląda też kreacja marsjańskich zombie i tutaj ukłon w stronę charakteryzatorów. Mimo iż to tak naprawdę kolejny film o żywych trupach, stworzyli coś nowego i ciekawego. Scenografia też przedstawia się nieźle, wnętrza stacji, pojazdy czy kombinezony wyglądają naprawdę fajnie i cieszą oko.

Potwory zarażone przez marsjańską bakterię, starające się pożreć swoich towarzyszy i rozprzestrzeniające zarazę, to nadal zombie. Mimo, że akcja rozgrywa się na czerwonej planecie i wszystko wokół krzyczy, że to kosmici, to nadal zombie. Jedynie w nieco odmienionej formie. Film jest ciekawą wariacją na temat kina science fiction i niebezpieczeństw czekających na nas w przestrzeni kosmicznej. Jak się okazuje, nie wszystkie one mają dwa metry wzrostu, pazury i rogi. Niektóre kryją się pod mikroskopijną postacią, lecz nadal pozostają zabójczo niebezpieczne. Oczywiście to już moje przemyślenia, gdyż w filmie próżno doszukiwać się jakiejkolwiek głębi i rozważań w tym temacie. Mimo wszystkich wad, oglądało się całkiem przyjemnie. Powiem tak, gdyby ten film był krótszy i nieco bardziej logiczny, seans poleciłbym każdemu miłośnikowi zombie, survival horroru i kina science fiction.

Screeny

HO, LAST DAYS ON MARS, THE HO, LAST DAYS ON MARS, THE HO, LAST DAYS ON MARS, THE HO, LAST DAYS ON MARS, THE HO, LAST DAYS ON MARS, THE HO, LAST DAYS ON MARS, THE HO, LAST DAYS ON MARS, THE HO, LAST DAYS ON MARS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ muzyka
+ scenografia
+ charakteryzacja marsjańskich zombie

Minusy:

- wiele nielogicznych sytuacji, brak realizmu
- miejscami jest naprawdę nudno
- beznadziejni bohaterowie
- czasem, przez montaż, ciężko załapać co się dzieje

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -