Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LIFE

LIFE

Life

ocena:5
Rok prod.:2017
Reżyser:Daniel Espinosa
Kraj prod.:USA
Obsada: Jake Gyllenhaal, Rebecca Ferguson, Ryan Reynolds, Olga Dykhovichnaya, Ariyon Bakare, Hiroyuki Sanada
Autor recenzji:Bartosz Konieczny
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci zaobserwować można swoiste przesunięcie przestrzeni w której bohaterowie doświadczają uczucia grozy. Izolacja i jej klaustrofobiczny charakter nie musi przecież ściśle wiązać się z zamknięciem bohaterów w windzie, podziemiach czy starej chałupie. Taki sam efekt uzyskamy odsuwając bohaterów od cywilizacji. To dlatego scenarzyści swoich ludzi wysyłają w las czy na pustynię albo pakują w skafandry i wysyłają w kosmos. Sceneria współczesnej fantastyki grozy już dawno wywędrowała z gęsto zaludnionych przestrzeni kierując się założeniem że im mniejszy mamy kontakt ze światem - tym poczucie izolacji będzie większe. Spośród wszystkich dostępnych lokalizacji upodobała sobie zimny i ponury kosmos. Piękny w swej surowości - to fakt, ale jednocześnie nie wybaczający błędów i nie pozostawiający dla nich żadnego marginesu. Technologia z najwyższej półki będąca jedynym towarzyszem każdego wystrzelonego, tylko pozornie zapewnia ochronę. W rzeczywistości bardzo często redukuje samozachowawczy instynkt jednostki przez co staje się ona bardziej bezbronna.

Historia jakich wiele. Sześciu kosmonautów, oczywiście z międzynarodowej stacji. Ślady życia. Oczywiście z Marsa. Przejmujemy kapsułę i oczywiście niewiele myśląc zaczynamy badać mikroorganizm. Ten jak się okazuje żyje. Oczywiście. Jest bardzo inteligentny i jeszcze bardziej wkurzony. Oczywiście. Tracimy kontakt z Ziemią, załoga jest systematycznie wycinana. Ponieważ kosmiczny glut jest tak odporny jak wątroba Charlesa Bukowskiego zdobywamy się na akt heroizmu i staramy się nie dopuścić do przedostania się organizmu na Ziemię. Oczywiście.

Kreacja bohaterów też budzi wątpliwości. Jak przystało na porządną Międzynarodową Stację Kosmiczną mamy tu mieszane towarzystwo. Aż dziw że żaden z bohaterów nie ma swojego nazwiska na skafandrze wypisanego grażdanką. Reżyser stara się sprawić byśmy polubili naszych kosmonautów. Jednemu rodzi się dziecko, drugi jest starym wyjadaczem, trzeci śmieszkiem i żartownisiem, czwartego motywują do pracy jego bezwładne nogi, piątego coś tam, szósty coś tam. I tak jest to nie istotne bo potraktowane po łebkach i niewiele ma związku z fabułą. Do tego dochodzą zupełnie irracjonalne zachowania naszych kosmicznych matołków. O ile Pani Ripley i jej ekipa może pozwolić sobie na bieganie po pokładzie z miotaczem ognia bo tak właśnie jest skonstruowana fabuła która od początku mówi nam żebyśmy nie traktowali wszystkiego na poważnie, o tyle sfrustrowany swą bezradnością NAUKOWIEC biegający po laboratorium z miotaczem nie mający lepszego pomysłu na rozwiązanie problemu jak tylko: spalić to! zachowuje się hmm nieprofesjonalnie?

Tak do zdjęć jak i montażu nie można się przyczepić. Ot. Są poprawne. Jak w każdym tego typu filmie. Nie ma sensu rozwodzić się nad ujęciami Ziemi z kosmosu czy zdjęciami stacji z zewnątrz bo przecież to jest nieodłączny element tego typu kina, który ZAWSZE musi być zrealizowany z największą precyzją. Pokusił bym się o stwierdzenie że to jedyne czym mogą się zdjęciowcy wykazać w tym konkretnym typie filmu.

Cała akcja toczy się wokół zapętlonego schematu. Bohater A zostaje zaatakowany, ratując go w tarapaty wpada bohater B. I tak do skutku. O procedurach związanych z kryzysowymi sytuacjami bohaterowie przypominają sobie dopiero pod koniec. Do tego momentu narażając swoje życie i pośrednio losy planety realizują na swój sposób słowa Żuławskiego: "Partnera w górach się nie zostawia, nawet jeśli jest już tylko bryłą lodu". Czy w perspektywie losów całej planety ma to jakiś sens?

Tym sposobem dochodzimy do wniosku (słusznego) że jedynym myślącym stworzeniem na pokładzie jest Obcy. Z doświadczenia wiemy że kreacje złego obcego tak w filmie jak literaturze opierają się najczęściej na trzech schematach. Brzydki i drapieżny, bezkształtny pozbawiony formy acz zachłanny do granic możliwości i trzeci uroczy i niepozorny - urodzony morderca. Espinosa realizuje z dużym powodzeniem ten trzeci schemat. Wykreowana przez niego obca forma życia z jednokomórkowca szybko ewoluuje w coś na kształt mątwy czy meduzy. Jest diablo szybka, silna, odporna, a inteligencją bije na głowę załogę. Jej zwierzęca krwiożerczość w połączeniu z niepozornym z początku wyglądem przedstawia się na prawdę świetnie zwłaszcza w scenie miażdżenia ręki jeszcze w inkubatorze czy obłapianiu Pani astronautki w przestrzeni kosmicznej. Świetnie zobrazowane jest tu połączenie zwierzęcego, drapieżnego instynktu, niesamowitej szybkości i zwinności która drzemie w tym niepozornym wodnistym ciałku.

Jeśli potraktować irracjonalne zachowania bohaterów jako zamierzony efekt mający na celu uwydatnić przebiegłość Głównego Złego, jeśli wszystkie (głupie z globalnej perspektywy) ich decyzje miały na celu ukazanie jego zwierzęcego instynktu, zaskakująco silnej woli przetrwania i adaptacji do nowych warunków to film jest na prawdę dobry. Sprawia że szybko zaczynamy kibicować Calvinowi (bo tak nowoodkrytą formę życia nazwano) szybko odpuszczając płytkim, skreślonym na kolanie postaciom astronautów. Jednak jeśli ten sam obraz odbierać jak dziesiątki innych historii o heroicznych obrońcach ludzkości, ryzykujących własne życie( co nie byłoby potrzebne gdyby wcześniej zachowali środki ostrożności) to szybciutko zdamy sobie sprawę że film jest wtórny i przewidywalny do granic możliwości.

Screeny

HO, LIFE HO, LIFE HO, LIFE HO, LIFE HO, LIFE HO, LIFE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kreacja obcego i jego zachowań
+ o dziwo nie nuży

Minusy:

- głupota bohaterów
- słabo zarysowane postacie
- schematyczny do bólu
- przewidywalne zakończenie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -