Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:POISON FOR THE FAIRIES a.k.a Veneno para las hadas

POISON FOR THE FAIRIES a.k.a Veneno para las hadas

Poison for the Fairies

ocena:4
Rok prod.:1984
Reżyser:Carlos Enrique Taboada
Kraj prod.:Meksyk
Obsada:Ana Patricia Rojo, Leonor Llausás, Elsa María Gutiérrez, Carmen Stein
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Dziecięcej wyobraźni niczym Herbertowego pudełka ze znanego wiersza nie imają się żadne ograniczenia. Wystarczy drobiazg – patyk, kamień, kartka papieru – aby uruchomić imaginacyjną machinę, która bez reszty na długie godziny pochłonie szkraba. Później, już w wieku szkolnym, żar fantazji dosycają lektury, rzadziej komiksy i filmy. Bywa, że dziecko – nieszczęśliwe, bo samotnie przeżywające traumę - zatraca się w wymyślonym przez siebie świecie, uznaje go za rzeczywisty i próbuje do uznania jego prawdziwości namówić innych. A konfabulować, manipulować i podporządkowywać sobie dzieci potrafią nie gorzej niż zaprawieni w bojach politycy. O takich relacjach z udziałem dzieci opowiada meksykański „Veneno para las hadas” autorstwa Carlosa Enrique Taboada.

Meksykański reżyser przenosi nas w czasoprzestrzenną nibylandię, trudno bowiem cokolwiek konkretnego powiedzieć o miejscu i czasie akcji filmu. Jest to zapewne zabieg intencjonalny, ponieważ tak naprawdę jedynymi bohaterkami opowieści są dwie kilkuletnie dziewczynki. Jedna z nich, Flavia – pochodząca z zamożnego, inteligenckiego domu, w którym metafizykę traktuje się z przymrużeniem oka – właśnie zaczyna naukę w żeńskiej szkole. Szybko zaprzyjaźnia się z Verónicą, sierotą wychowywaną przez babcię i nianię. Fascynujące wydają się jej opowieści nowej koleżanki o czarownicach, magii i pakcie z diabłem. Zauroczona postacią blondwłosej przyjaciółki postanawia wziąć udział w rytuale mającym na celu wyeliminowanie nielubianej przez Flavię nauczycielki muzyki.

„Veneno para las hadas” to przykład takiego film, który trudno jest klarownie i jednoznacznie ocenić. Od początku do końca intrygują relacje między dwiema bohaterkami. Dziewczęta różnią się nie tylko wyglądem – Flavia ciemnooka brunetka, Verónica jasnowłosy anioł – ale i charakterem. Ich przyjaźń bardzo szybko przeradza się w kontakt oparty na dominacji. Verónica potrafi skrzywdzić swą koleżankę, ale także przekonać do tego, by Flavia zapomniała o niesnaskach i dalej traktowała ją jak najlepszą przyjaciółkę. Swą siłę „czarownica” czerpie z bardzo silnego przeświadczenia, iż wszystko jej wolno, zaś świat powinien podporządkowywać jej woli. Potrafi rozróżniać dobro od zła, wie czym jest moralność, ale tę ostatnią kategorię traktuje jak balast przeszkadzający w osiągnięciu celu. Ofiara, Flavia, stara się zdobyć akceptację koleżanki, dlatego we wszystkim jej ulega. W domu niby jest kochana i traktowana z szacunkiem, jednak brakuje jej kontaktu z rówieśnikami.

Kapitalnym pomysłem było wyłączenie z historii bohaterów dorosłych. Oni funkcjonują jako element świata przedstawionego, ale nie widzimy ich twarzy, co zapewne sugerować ma odbiorcy, żeby skupił się na toksycznych zależnościach między dziewczynami. Wydaje mi się także, iż taki sposób przedstawienia świata dorosłych może być alegorycznym komentarzem do funkcjonowania dzieci w rzeczywistości pozafilmowej. Niby otoczone coraz lepszą opieką, opływające w dostatek dzieciaki są coraz bardziej samotne, bo rodzice realizujący swoje plany o projekty, poświęcający ogrom czasu na realizowanie się, przestają być wrażliwi na emocjonalne potrzeby. Młodzi ludzie zdani na siebie uciekają w świat wyobraźni, a szukając wsparcia rówieśników wikłają się w skomplikowane, często dziwaczne relacje. Niedoświadczone aktorki naprawdę dobrze poradziły sobie z rolami, brawa szczególnie należą się Anie Patricii Rojo, filmowej Verónice. Przekonuje do swojej kreacji i przykuwa uwagę zwłaszcza wtedy, gdy jest sobą, wie z grubsza co ma grać i przydaje swojej postaci dziewczęcą naturalność i spontaniczność.

Gdzie w „Veneno para las hadas” znajdziemy horror? Film Taboada to przede wszystkim kino psychologiczne, które skłonić ma odbiorcę do uważnego prześledzenia tego, w jaki sposób jeden człowiek może podporządkować sobie drugiego. Kończy się ono jednak jak rasowy horror, tego typu bowiem związki, jak ten przedstawiony w historii Taboada, wcześniej czy później muszą zakończyć się katastrofą. Jest jeszcze tajemnicza postać babci filmowej „czarownicy”. Twórcy „Veneno para las hadas” kilkukrotnie dają do zrozumienia, iż wnuczka może działać pod jej wpływem. Niekonwencjonalnie także postępuje niania na co dzień opiekująca się Verónicą. Nieustannie karmi ją, a tym samym podsyca i tak już gorejący ogień wyobraźni, opowieściami o magii, sabatach i oddaniu czarownic diabłu. Jakby obie – babka i niania - działały we wspólnocie, niczym wampir i usługujący mu ghul, mającej na celu kontrolowaniu poczynań dziewczynki.

Mimo interesującej tematyki i potencjału tkwiącego w fabule, „Veneno para las hadas” ogląda się ciężko. Film miał swoją premierę w 1984 roku, ale przez anachroniczny sposób realizacji ma się wrażenie obcowania z dziełem, które powstało w latach 50. lub 60 ubiegłego wieku. Owa „niewspółczesność” na pewno nie jest stylizacją, bo w zamian za toporny i monotonny sposób narracji autorzy filmu nie zaproponowali żadnej formalnej rekompensaty – intrygujących zdjęć, posługującego się metaforą montażu, nieszablonowych postaci czy choćby zabawy z czasem akcji. W kinie grozy nie trzeba także dysponować ogromnym budżetem, by stopniowaniem napięcia przykuć widza do ekranu. Taboada miał w ręku doskonały materiał na historię, która bez reszty mogłaby zawładnąć wyobraźnią odbiorcy. Nie wykorzystał ani drzemiącego w fabule potencjału narracyjnego, ani nie wzbogacił świata przedstawionego swojego filmu o specyficzny i na pewno dla Meksyku wyjątkowy koloryt.

Śmiem podejrzewać, iż film Carlosa Enrique Taboada nie spodoba się ani widzom szukającym w kinie grozy emocji, ani tym, którzy po horror sięgają szukając wieczornej rozrywki. Coś atrakcyjnego z „Veneno para las hadas” wydłubią jedynie ci, którzy pasjonują się filmowymi peregrynacjami po kinematografiach nieznanych szerszemu gremium i niekoniecznie słynących ze spektakularnych dokonań na niwie sztuki filmowej.

Screeny

HO, POISON FOR THE FAIRIES a.k.a Veneno para las hadas HO, POISON FOR THE FAIRIES a.k.a Veneno para las hadas HO, POISON FOR THE FAIRIES a.k.a Veneno para las hadas HO, POISON FOR THE FAIRIES a.k.a Veneno para las hadas HO, POISON FOR THE FAIRIES a.k.a Veneno para las hadas HO, POISON FOR THE FAIRIES a.k.a Veneno para las hadas

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł na film
+ rola Anie Patricii Rojo
+ zakończenie

Minusy:

- tylko chwilami ciekawi, w przeważającej części nuży
- opowiedziany w sposób archaiczny
- mało horroru
- muzyka niepasująca do historii

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -