Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MUM & DAD

MUM & DAD

Mamusia i tatuś

ocena:6
Rok prod.:2008
Reżyser:Steven Sheil
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Perry Benson, Dido Miles, Olga Fedori, Ainsley Howard, Toby Alexander
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Mój dom to moja twierdza”, taką mądrość przekazuje jedno z angielskich przysłów. Twierdzą może być ufortyfikowane miasto, pojedyncza budowla, dająca schronienie i poczucie bezpieczeństwa, ale też więzienie zawiadywane przez tyrana czy szaleńca wykorzystującego grube i zawsze milczące mury jako świadków upustu okrucieństwu i dewiacji. Z Anglii pochodzi także film „Mum & Dad”. I także ogromną rolę odgrywa w nim motyw twierdzy, tyle że w dwojakim znaczeniu - jako dom, ale też jako rodzina.

Młoda Polka znajduje pracę jako sprzątaczka na londyńskim lotnisku Heathrow. Przytłoczona samotnością i ogromem obowiązków nawiązuje znajomość z pracującym razem z nią rodzeństwem – rozszczebiotaną Birdie i zamkniętym w sobie Elbiem. Pewnego wieczoru, kiedy spóźnia się na ostatni autobus do Londynu, nowi znajomi proponują jej nocleg w ich domu położonym zaraz za ogrodzeniem lotniska. Bohaterka nie mając innego wyjścia postanawia skorzystać z okazji. Jednak zaraz po przestąpieniu progu zostaje zaatakowana, po czym traci przytomność. Kiedy odzyskuje świadomość, tylko chwilę zabiera jej uzmysłowienie sobie, iż padła ofiarą sadystycznego małżeństwa, które swoje przybrane dzieci - Birdie i Elbiego – wykorzystują jako przynętę.

Jeśli ktoś zetknął się z historią podobną do „The Texas Chainsaw Massacre”, w której oddająca się potwornościom rodzina porywa, więzi i torturuje kogoś z zewnątrz, ten bez problemu domyśli się, jakimi torami będzie toczyła się akcja brytyjskiego „Mum & Dad”. Najpierw pchnięci zostajemy w otchłań bestialstwa, okrucieństwa i perwersji, jakim oddają się bez reszty filmowi oprawcy. Przez kilkadziesiąt minut obserwujemy, jakim torturom i poniżeniom poddana zostaje główna bohaterka. Wreszcie gdzieś w połowie filmu dostrzegamy, iż dziewczyna nie podda się miażdżącej presji potworów i będzie próbowała wydostać się z matni przy okazji odkrywając mrożące krew w żyłach rodzinne tajemnice.

Czym zatem twórcy „Mum & Dad” zasłużyli sobie na atencję zarówno widzów jak i krytyków? Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem źródła pochwał, jakie film Stevena Sheila zebrał kilka lat temu wśród miłośników kina grozy. Nie powiem, historia przykuwa do ekranu, wszak wchodzimy z butami w życie rodziny – obrzydliwej, patologicznej, destrukcyjnej i uzależnionej od okrucieństwa – przez co poznajemy wszystkie jej skrzętnie skrywane dotąd tajemnice. Twórcy nie pozostawiają w sferze naszych domysłów, jakim perwersjom oddają się domownicy, nie kryją przed nami ich skłonności i uwielbienia dla sadyzmu. A że człowiek jest ciekawski z natury, lubi podglądać innych, nie tylko by zaspokoić swą ciekawość, ale przede wszystkim by się dowartościować, więc na ekran patrzy z uwagą i zainteresowaniem.

Mój problem z odbiorem tego filmu polega na tym, iż nie wychwyciłem nadrzędnego celu, jaki podczas realizacji „Mum & Dad” przyświecał jego twórcom. Jak na kino transgresji historia Sheila jest zbyt zachowawcza w przełamywaniu tabu i jeszcze bardziej konserwatywna w doborze formy, jaką posłużono się do „opakowania” treści. Mocy i dodatkowych znaczeń nie przydaje na pewno groteska i karykatura, jakimi posłużono się w portretowaniu brytyjskiej rodziny. A jeśli groteska i karykatura to i komizm, który autorzy „Mum & Dad” często zestawiają z makabrycznymi czy szokującymi ujęciami.

Początek filmu mógł sugerować, iż opowieść Sheila będzie swojego rodzaju obyczajową satyrą, o tyle specyficzną, bo podlaną solidną dawką makabry i wyuzdanego erotyzmu. Główną bohaterką jest młoda, niezależna Polka szukająca szczęścia na obczyźnie. Początkiem jej drogi, zapewne ciężkiej i pełnej wyrzeczeń, jest praca na największym w Europie lotnisku, miejscu jakże symbolicznym, bo oznaczającym zarówno początek jak i koniec (!), przypadek, ale także przejściowość i anonimowość. Polka na jedną noc trafia to brytyjskiej rodziny, w której głową i ośrodkiem decyzyjnym jest ojciec, zaś najważniejszymi zasadami jest posłuszeństwo wobec rodziców i oddanie pracy. Rzecz w tym, iż ten system wartości to fikcja, toporna ideologia mająca nadać pozory normalności domowej tyranii i wyrafinowanemu okrucieństwu. Wizja owszem pociągająca, bo nieźle nakreślona, ale czy mająca coś wspólnego z rzeczywistością? Śmiem wątpić. A przecież satyra to nic innego jak komentarz rzeczywistości, tym celniejszy, im posługuje się nią spostrzegawczy obserwator. Z silnie zarysowanym tłem obyczajowym nie współgra wspomniany wyżej komizm, tym bardziej że zbudowany przez deformację, wyjaskrawienie, a często wyolbrzymienie. Wyrazisty, wiarygodny i tym samym dający do myślenia obrazek z rzeczywistości w kinie kreują postacie – umiejętnie napisane, niebanalnie zagrane, ze złożonymi, często niedającymi się wyrazić wprost motywacjami. Te z „Mum & Dad” nijak pasują do kina obyczajowego. Szokują, śmieszą, wprawiają w zdumienie, ale na pewno nie skłaniają do refleksji nad kondycją brytyjskiej rodziny, nie mówiąc już o uogólnieniu i traktowaniu jej jak przykład typowej europejskiej familii ukształtowanej przez zachodni konsumpcjonizm.

Nie do końca „Mum & Dad” sprawdza się jako taran mający uderzeniem w tabu zbić nas z pantałyku, tabu dla nas wychowanych przecież w tradycji chrześcijańskiej i mieszczańskiej bardzo drażliwego. Filmowa rodzina jest obrzydliwa i odpychająca. Ich skłonności do okrucieństwa i niepohamowanie w zaspokajaniu potrzeb seksualnych mogą szokować. Przestrzeń, którą się otaczają jest obskurna i wręcz wypełniona symbolami agresji i zezwierzęcenia. Zdumiewa także „system wartości”, w który święcie wierzą mamusia i tatuś, z jednej strony deklaratywny, bo funkcjonujący tylko w teorii, z drugiej z przemocą fizyczną i psychiczną jako jedynymi środkami wychowawczymi. Jednak przedstawiona w „Mum & Dad” panorama gwałtu nie robi takiego wrażenia, jakie zapewne chcieli wywrzeć na odbiorcach twórcy filmu. Tym bardziej, że epatowanie brutalnością i obscenicznością nie jest warunkiem koniecznym, by targnąć naszymi emocjami, a zarazem skłonić do myślenia. Przykładem na to mogą być takie filmy jak „Kieł”, „Musimy porozmawiać o Kevinie”, „Dziewczyna z sąsiedztwa” czy ostatnio „Widzę, widzę”. Moim zdaniem w film Stevena Sheila brakuje przede wszystkim precyzyjnej wizji tego, z jakim przekazem historia miała trafić do odbiorcy – czy jako mocny, bo kontrowersyjny przyczynek do dyskusji o więzach i relacjach rodzinnych, czy może pozbawioną głębszych treści filmową makabrą, od której co i rusz odwracamy wzrok. Szkopuł w tym, iż „Mum & Dad” nie jest ani jednym, ani drugim.

Screeny

HO, MUM & DAD HO, MUM & DAD HO, MUM & DAD HO, MUM & DAD HO, MUM & DAD HO, MUM & DAD HO, MUM & DAD HO, MUM & DAD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ film intryguje pod początku do końca
+ obrzydliwy zarówno w tym co pokazuje jak i w tym co sugeruje
+ toporna, ale adekwatna do treści forma
+ naprawdę niezły Perry Benson
+ jest trochę napięcia

Minusy:

- ani to drwiący ze wszystkich tabu horror (za „miękki”), ani makabryczne i mniej lub bardziej trafne spojrzenie na współczesną brytyjską (czyt. zachodnioeuropejską) rodzinę

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -