Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:10 CLOVERFIELD LANE

10 CLOVERFIELD LANE

10 Cloverfield Lane

ocena:7
Rok prod.:2016
Reżyser:Dan Trachtenberg
Kraj prod.:USA
Obsada:John Goodman, Mary Elizabeth Winstead, John Gallagher Jr.
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Rasowy horror powinien rzecz jasna niepokoić, wzbudzać lęk, ale też szokować podejmowaną tematyką, przekraczać granice i tak zaskakiwać widza, by ten przez cały czas trwania seansu czuł dyskomfort wywołany niemożnością przewidzenia tego, jakimi fabularnymi torami toczyć się będzie widziana na ekranie opowieść. Takich filmów grozy się oczekuje, dla jednej takiej historii miłośnicy gatunku gotowi są na obcowanie z dziesiątkami innych do bólu sztampowych czy niemalże „nieoglądalnych” horrorów. I takim obrazem, przykuwającym uwagę widza od pierwszych do ostatnich minut, jest „10 Cloverfield Lane” Dana Trachtenberga.

Gdybym komuś miał podać przykład filmowej skonstruowanej według klasycznej zasady autorstwa Alfreda Hitchcocka („Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.”), byłby to właśnie „10 Cloverfield Lane”. Cała historia zaczyna się od szaleńczej jazdy samochodem i dramatycznie wyglądającego wypadku, któremu ulega gówna bohaterka. Kiedy odzyskuje przytomność, z przerażeniem uświadamia sobie, że ranna znajduje się w celi przykuta kajdankami do ściany. Co gorsza, pełnię władzy ma nad nią wielki, zwalisty facet, który już podczas pierwszej rozmowy informuje ją, iż wskutek nuklearnego kataklizmu cywilizacja przestała istnieć, oni zaś przetrwali dzięki solidnym murom bunkra, który mężczyzna wybudował sam przeczuwając taki a nie inny bieg historii. Podobnie jak i my, tak i bohaterka nie wierzy swojemu oprawcy. Przerażona, ale i zdeterminowana zaczyna planować ucieczkę. Jest bowiem przekonana o tym, iż w miejscu całkowicie odciętym od świata stanie się ofiarą tortur, gwałtów i najbardziej perwersyjnych zachcianek.

I w tym miejscu zaczyna się filmowa zabawa, bowiem twórcy bez szkody dla potoczystości i barwności swojej opowieści bawią się naszymi oczekiwaniami i przyzwyczajeniami, jakich nabyliśmy jako świadomi odbiorcy popkultury. Non stop zmuszani jesteśmy do weryfikacji naszych przypuszczeń co do rozwoju wypadków czy motywacji bohaterów. Cały czas łapiemy się na tym, iż widziane na ekranie rozwiązania fabularne już gdzieś kiedyś widzieliśmy, ale autorzy modyfikują je na tyle twórczo, byśmy nie odczuli tego, iż obcujemy tylko i wyłącznie z filmowym recyklingiem. Co więcej, wszystkie zwroty akcji, twisty i prowadzące donikąd interpretacyjne tropy wplecione zostały w fabułę z wyczuciem i dbałością o całość. Doskonałym pomysłem było także przyjęcie strategii narracyjnej, polegającej na pokazaniu świata przedstawionego z perspektywy głównej bohaterki. Przez taką subiektywizację udziela nam się to, co czuje i przeżywa kobieta. Ale co ważne, Trachtenberg nie robi niczego na siłę – nie epatuje okrucieństwem i nie stara się targnąć naszymi emocjami za wszelką cenę. I tak naprawdę do samego końca nie wiemy, z jakiego rodzaju historią mamy do czynienia – z horrorem, czymś z pogranicza dramatu i science-fiction, czy wreszcie z historią o człowieku, który na skutek traumatycznych wydarzeń postradał zmysły.

Ale przemyślany i odpowiednio skrojony scenariusz to za mało, by zaskoczyć widza, zwłaszcza takiego, który z podobnymi historiami, będącymi mieszanką horroru i fantastyki naukowej, miał do czynienia już wielokrotnie. Twórcy musieli mieć tego świadomość dlatego też położyli nacisk na kreacje przestrzeni, w jakich rozgrywa się akcja. A że ograniczają się one do kilku pomieszczeń niewielkiego, podziemnego bunkra, niezbędny był pomysł na to, by „wkupić” się w łaski widza przede wszystkim wiarygodnością. Stąd schron przypomina gniazdko domatora-pedanta, w którym przytulność i dekoracyjność współgra z funkcjonalnością. Całość zaplanowana i odtworzona została w sposób drobiazgowy, z dbałością o detal i szczegół. Przedmioty codziennego użytku, specjalistyczny sprzęt, bibeloty i rekwizyty naprawdę mocno „grają” na klimat. Co ważne, w małych pomieszczeniach i ciasnych korytarzach realizatorom udało się nakręcić wiele scen zarówno statycznych jak i dynamicznych. A to ważne, bo bunkier gra w filmie podwójną rolę – azylu, który chronić ma przed potencjalnym wrogiem i promieniowaniem, ale też odciętej od świata pułapki, z której nie ma wyjścia.

Jestem wręcz pewny, iż dla wielu odbiorców zaskoczeniem będzie aktorska obsada „10 Cloverfield Lane”. Nie chodzi rzecz jasna o Mary Elizabeth Winstead, która stworzyła niezłą i wiarygodną rolę, a o Johna Goodmana, człowieka-misia, aktora o raczej komediowym emploi, o którym w charakterze filmowego czarnego charakteru nawet byśmy nie pomyśleli. A okazuje się, że posiadacz Złotego Globu za rolę w komediowym serialu „Roseanne” świetnie poradził sobie z wielowymiarową kreacją człowieka o wielu twarzach, nieprzewidywalnego, który w jednej chwili z dobrego i sympatycznego wujka przedzierzgnąć się może w bezwzględnego mordercę. Nie jest to jednak typ oprawcy znanego chociażby ze slasherów, w Howardzie nie ma nic okrutnika, który zadaje ból dla samej radości z patrzenia na cierpienie. Jego postać jest złożona, psychologicznie wiarygodna, a każde zachowaniu zostało umotywowane.

„10 Cloverfield Lane” intryguje, przykuwa uwagę od pierwszych minut, trzyma w napięciu, z łatwością zaprzęga wyobraźnię do gorączkowej pracy. Rzecz w tym, iż cała historia zbudowana została dla finalnego zwrotu akcji, który naprawdę zaskakuje i tym samym obraca w niwecz to, co dotąd myśleliśmy na temat filmowej apokalipsy. Mnie jednak ten twist nie przekonał, bo wiele w nim kalkulacji i efekciarstwa, zamiaru, by widza wbić w fotel za wszelką cenę. Ale to tylko moje subiektywne wrażenia. Po obu stornach Oceanu rozsupłanie intrygi zaproponowane przez Trachtenberga bardzo się spodobało, wręcz uznano je za największą zaletę filmu. Jakkolwiek by nie oceniać zakończenia i finalizacji wszystkich wątków, „10 Cloverfield Lane” jest filmem wartym obejrzenia, nie tylko dla emocji, jakie niewątpliwie oferuje, ale także z tego względu, by przekonać się, iż w wydawałoby się wyeksploatowanych kliszach fabularnych tkwi jeszcze narracyjny potencjał.

Ps. Jeśli ktoś jeszcze przed seansem chce dowiedzieć się, jaką niespodziankę przygotowali dla widzów twórcy „10 Cloverfield Lane”, niech wczyta się dokładnie w listę producentów i w tytuł. Jest w nim ukryta wskazówka-zagadka.

Screeny

HO, 10 CLOVERFIELD LANE HO, 10 CLOVERFIELD LANE HO, 10 CLOVERFIELD LANE HO, 10 CLOVERFIELD LANE HO, 10 CLOVERFIELD LANE HO, 10 CLOVERFIELD LANE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ od pierwszych kadrów przykuwa uwagę
+ świetny scenariusz
+ role, zwłaszcza Johna Goodmana
+ zaskakujący
+ dawkowanie napięcia
+ zabawa ogranymi schematami fabularnymi
+ zakończenie, które dla wielu będzie efektowne...

Minusy:

- ... zaś dla innych efekciarskie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -