Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:THEY LOOK LIKE PEOPLE

THEY LOOK LIKE PEOPLE

They Look Like People

ocena:7
Rok prod.:2015
Reżyser:Perry Blackshear
Kraj prod.:USA
Obsada: MacLeod Andrews, Evan Dumouchel, Margaret Ying Drake
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Niejeden artysta pokazywał już, jak cienka jest granica między rzeczywistością a szaloną projekcją umysłu. Od Palahniuka w „Fight Clubie” po chociażby twórców kultowego „Black Mirror”. Temat ten nieprędko wyda się przestarzały – przynajmniej do momentu, w którym w pełni zrozumiemy, jak ten skomplikowany mechanizm, jakim jest ludzki umysł, działa, i to w najdrobniejszych szczegółach. Perry Blackshear podjął się próby zmierzenia z tą tematyką w dość surowym, acz wciągającym i mrocznym psychologicznym dramacie „They Look Like People”.

Główny bohater filmu, Wyatt, składa niezapowiedzianą wizytę Christianowi, swojemu przyjacielowi sprzed lat. Z początku mówi, że jest jedynie na chwilę, przejazdem, jednak z każdą godziną motywy jego pobytu u Christiana stają się coraz mniej oczywiste. Wyatt próbuje mieć kontrolę nad tym, co robi jego przyjaciel, z kim się spotyka i jak postępuje. Christian zgadza się na to ograniczanie jego osobistej przestrzeni w myśl starej, dobrej przyjaźni, jednak nabiera podejrzeń co do zachowania niespodziewanego gościa. Nie wie, że wszelkie coraz dziwniejsze wybryki Wyatta wynikają z jego potrzeby chronienia przyjaciela przed zbliżającym się rzekomo starciem pomiędzy resztką prawdziwych ludźmi a stworzeniami, które tak naprawdę kryją się pod skórą większości przedstawicieli naszego gatunku. Wyatt odbiera nocami telefony z instrukcjami, jak postępować w przypadku odkrycia, że taka bestia gnieździ się w ciele kogoś mu bliskiego, odbywa tajemnicze spotkania z ludźmi o podobnych poglądach, a w międzyczasie przygotowuje się na nadchodzącą wojnę. Z czasem traci jednak pewność co do swoich przekonań. Musi wybrać, czy wciąż wierzyć swojej wersji prawdy, czy uznać ją za szaloną i raz na zawsze odrzucić. Pytanie jednak, czy jeśli się nie myli, nie straci jedynej szansy na przetrwanie i na ocalenie dobrego przyjaciela.

Cała ta produkcja od początku do końca jest raczej zabawą konwencją i psychologizmem bohaterów niż sztandarowym horrorem. Obserwujemy trudne zmagania Wyatta z własnym rozumem, targające nim wątpliwości, strach przed tym, że może z nim dziać się coś złego i jeszcze większe obawy przed ziszczeniem się tego, w co wierzy. Jeśli świat faktycznie zdominowały groźne stworzenia kryjące się w ludzkich ciałach, musi działać po cichu, żeby nie uznano go za szaleńca; jeśli jednak tak nie jest, musi porzucić wyznawaną wersję prawdy i spróbować wrócić do normalnego życia, jednocześnie ryzykując śmierć. MacLeod Andrews wcielający się w rolę Wyatta już od samego początku perfekcyjnie wpasowuje się w postać targaną skrajnymi emocjami, jego niechlujny, nieśmiały wizerunek nadaje jego postaci autentyczności i budzi swego rodzaju współczucie. Widzimy jego śmiertelnie trudne zmagania z samym sobą, kończące się nierzadko szalonymi pomysłami, dostrzegamy subtelne spojrzenia drugoplanowych bohaterów kierowane w jego stronę, pełne politowania i lekkiego strachu. A skoro już o drugoplanowych charakterach mowa, w kontraście do postaci Wyatta wydają się oni zbyt sitcomowi, zwyczajni, wyjęci raczej z typowych, umiejętnie promowanych seriali, chciałoby się rzec – nijacy, podczas gdy sam Wyatt to charakterystyczny kłębek nerwów, oryginalna, tykająca bomba intensywnych emocji.

Dramat ten nie został zrealizowany z jakim szczególnym rozmachem – całość akcji odbywa się w zasadzie w kilku dość ciasnawych miejscach i jednym plenerze (którego pokazany został i tak drobny wycinek), liczba bohaterów ograniczona jest do zaledwie kilku, nawet intensywnej, wartkiej akcji jest tu nie za wiele – ta przychodzi właściwie dopiero w końcówce; a kiedy już się nawiązuje, delikatnie zaburza ten tajemniczo rozwlekły styl, wprowadza nieco zbyt wiele bodźców, nie mówiąc już o lekko bzdurnym i niekompletnym pomyśle na zamknięcie całej tej historii. Wiele pytań twórcy pozostawiają bez odpowiedzi, co budzi pewien niedosyt – cała historia zostaje bowiem otwarta w takim momencie, iż niewiele wiemy na temat wydarzeń, które doprowadziły Wyatta do bieżącego stanu rzeczy, a uzyskiwane w dalszej części historii odpowiedzi wydają się niekompletne, każą za każdym razem zadawać sobie pytanie: czy aby na pewno? Śmiem twierdzić, że celem filmu było raczej zachęcenie do wypracowania własnej interpretacji niż podanie na tacy gotowego rozwiązania, co może tłumaczyć skrajne nastroje i odczucia widzów na forach internetowych komentujących tę produkcję.

Nie po raz pierwszy kino każe nam się zastanowić, kto i czy jest w istocie szalony; kto ma tylko urojenia, a kto może mieć nieco racji w tym swoim szalonym spojrzeniu na otaczający go świat. „They look like people” nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi, ale daje spore pole do rozważań. Ujmuje rewelacyjną formą, zachwyca technicznie, chłodno nastraja i niepokoi, jednak pod względem treści, jakby wyciętej z samego środka ciekawszej historii, sprawia wrażenie pozycji niekompletnej. Urywa kluczowe zdanie historii w połowie, stawiając tam niejednoznaczny wielokropek zamiast wyrazistego wykrzyknika. Pozostaje jednak filmem niewątpliwie godnym uwagi i wystarczająco ambitnym, żeby z czystym sumieniem polecać go fanom niespiesznej, zagadkowej grozy.

Screeny

HO, THEY LOOK LIKE PEOPLE HO, THEY LOOK LIKE PEOPLE HO, THEY LOOK LIKE PEOPLE HO, THEY LOOK LIKE PEOPLE HO, THEY LOOK LIKE PEOPLE HO, THEY LOOK LIKE PEOPLE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetne zdjęcia
+ spokojna, niespieszna akcja
+ klimat niepokoju, zagadkowości i domysłów

Minusy:


- bzdurne zakończenie
- nijacy bohaterowie drugoplanowi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -