Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:VOID, THE

VOID, THE

The Void

ocena:7
Rok prod.:2016
Reżyser:Steven Kostanski, Jeremy Gillespie
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Aaron Poole, Kenneth Welsh, Kathleen Munroe
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Tajemniczy, surowy plakat „The Void” krążył po portalach społecznościowych, skutecznie zachęcając do pogrzebania w zasobach internetu, co takiego sobą zwiastuje. Huczne hasła reklamowe słynnej platformy Netflix zapewniające, że nawet najwięksi twardziele nie zasną spokojnie po seansie, zwiastowały nadejście w kinie grozy czegoś przełomowego i prawdziwie przerażającego. Nie dało się zatem przejść obojętnie obok nowej produkcji duetu Steven Kostanski – Jeremy Gillespie, nie sprawdziwszy, czy tak głośna i zakrojona na szeroką skalę kampania reklamowa była warta włożonego w nią wysiłku. Po genialnych utworach grozy sygnowanych metką Netflixa, z „Black Mirror” czy „Residue” na czele, sprostanie oczekiwaniom widzów wiązało się z zaproponowaniem czegoś co najmniej zachwycająco dobrego. Czy to się jednak udało?

Odbywający nocny patrol policjant znajduje na jednej z dróg sąsiadujących z lasem bliskiego utraty przytomności, krwawiącego mężczyznę. Postanawia na własną rękę odwieźć go do najbliższego czynnego szpitala. Gdy tylko przekazuje mężczyznę w ręce personelu medycznego, następuje lawina niespodziewanych wydarzeń. Po pierwsze, pacjent i część personelu zaczynają wykazywać niepokojące zachowania, z samookaleczaniem włącznie. Po drugie, placówka zostaje otoczona przez grupę ludzi odzianych w stroje przypominające słynne kostiumy Ku Klux Klanu, jednak z charakterystycznym, trójkątnym, czarnym okienkiem na twarzy. Okupanci z początku jedynie stoją w pewnej odległości od szpitala, jednak z czasem coraz śmielej przesuwają się w stronę wejścia, a ich liczba rośnie z minuty na minutę. Uwięzieni w budynku bohaterowie zaczynają knuć, jak wydostać się z tej niecodziennej sytuacji, gdy w odmętach starych szpitalnych korytarzy znika była partnerka głównego bohatera, wspomnianego stróża prawa. Wyruszenie na jej poszukiwania będzie jednak wiązać się z odkryciem świata, który swym mrokiem bez problemu przyćmiewa nawet najgorsze senne koszmary. Świata chorych kultów i zaślepionych ciemnością wyznawców.

Nietrudno już po krótkiej chwili seansu odnieść wrażenie, że podobny motyw gdzieś się już widziało – wymieniać można długo, jednak mocno rzuca się w oczy nawiązanie do „Nieznajomych” z 2008 roku czy „The Purge” z 2013. Różnica tkwi jednak w tym, iż okupanci, choć nieporównywalnie bardziej wyraziści pod względem stylizacji, okazują się jednak bardziej nudni i mniej chętni do interakcji z głównymi bohaterami. Nastawianie się zatem na to, że odegrają szczególnie kluczowe role w całym filmie, okazuje się płonne. O wiele ciekawej dzieje się za to w podziemiach szpitala, gdzie kolejne wymyślane przez twórców kreatury wykraczają poza schemat typowego jump-scare’owego horroru na rzecz straszenia samą już aparycją postaci, na wzór starych, dobrych monster movies z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Niejeden widz powie zapewne, że i tu oryginalności jednak za wiele znaleźć się nie uda, ponieważ to wszystko już było – czy to w filmach z serii „Hellraiser”, czy w „Silent Hill”, a nawet w nowszych filmach Roba Zombie czy wręcz u Polańskiego. Wątek reaktywnego zderzenia rzeczywistości z alternatywnymi płaszczyznami wszechświata, skutkującego wypełznięciem na Ziemię tworów dziwniejszych niż te z najodważniejszej literaturze fantastycznej, faktycznie nie odkrywa Ameryki. Historia kryjąca się za motywami wyznawców przedstawionego w „The Void” kultu odziera całą potencjalną oryginalność filmu z resztek nadziei. „The Void” nie wydaje się być w jakiejkolwiek kwestii przełomowy.

Jest w tej produkcji jednak jakaś siła, która utrzymuje widza przyklejonego do ekranu i chcącego, żeby ta historia rozwijała się jak najdłużej. Może bierze się ona z najwyższej jakości zdjęć, pełnych perfekcyjnie szarych, przyciemnianych kadrów oraz przemyślanej zabawy światłem, a może wynika z przejmującej, przenikającej kości po sam szpik ambientowej, dudniącej, basowej ścieżki dźwiękowej, zlewającej rozmywające się dźwięki w mroczne pomruki i stukoty. Niczym w rewelacyjnym pod tym względem „Entity” Steve’a Stone’a, również budującym jakość na wrażeniach wizualnych i akustycznych. I tam, gdzie fabuła „The Void” odsłania drobne braki czy sprzedaje ewidentne idiotyzmy, ten niespokojny klimat wypełnia wszelkie ubytki, sklejając film w ciąg płynnych, zapadających w pamięć obrazów. Niewadzący okazują się również najważniejsi bohaterowie, choć można odnieść wrażenie, że część z nich przeniesiono do „The Void” taśmowo, prosto z planu „Obrońców życia” z serii „Mistrzowie horroru”, nawet niewiele zmieniając treść ich partii; może za wyjątkiem samej końcówki, gdzie partia jednego z bohaterów brzmi jak patetyczny monolog jednego z pisarzy z okresu „Sturm und Drang”.

Czy wielki reklamowy balonik głośno pęka podczas seansu „The Void”? Świeżości nie ma tu wcale; mroku za to – od groma. Twórcy doskonale przygotowali się do realizacji zdjęć i muzyki, wiedzieli, jakimi środkami dobrać się do wyobraźni widza, jak wwiercić się w jego umysł i przekonać do całości tej historii. Fabuła nie jest idealnie dopieszczona, ale wystarczająco składna, żeby płynąć pewnie z prądem fantastycznych obrazów i mroźnych dźwięków. „The Void” snu z powiek raczej nie spędzi, ale z pewnością zafascynuje i każe wcisnąć się głębiej w fotel. Od strony realizacyjnej i pod względem klimatu bardzo udana pozycja.

Screeny

HO, VOID, THE HO, VOID, THE HO, VOID, THE HO, VOID, THE HO, VOID, THE HO, VOID, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:


+ genialna zabawa światłem i dźwiękiem
+ godne zauważenia zdjęcia
+ prawdziwie straszny, mroźny klimat

Minusy:

- przesadny patetyzm ostatnich scen

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -