Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:IT STAINS THE SANDS RED

IT STAINS THE SANDS RED

It Stains the Sands Red

ocena:7
Rok prod.:2017
Reżyser:Colin Minihan
Kraj prod.:USA
Obsada: Brittany Allen, Juan Riedinger, Merwin Mondesir, Michael Filipowich
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Od kilku lat „The Walking Dead” to jeden z najchętniej oglądanych seriali na świecie. Większe triumfy święci chyba tylko „Game of Thrones”. Nic zatem dziwnego, iż na zombie próbuje się zarobić, dopóki jest koniunktura. Pod różną szerokością geograficzną postają filmy lepsze i gorsze, próbujące wycisnąć z zombie movie coś niebanalnego, ale i takie, w których od początku do końca liczy się tylko ekranowa rzeź. Co prawda w historii „It Stains the Sands Red” makabry nie brakuje, ale reżyserowi, Colinowi Minihanowi, bardziej niż na obrazach konsumpcji ludzkich wnętrzności, zależało na zaskoczeniu widza intrygującą fabułą i kontrowersyjnym humorem.

Najlepsze filmy o zombie, np. te serwowane jeszcze w latach 70. i 80. przez George’a A. Romero, tylko na pierwszy rzut oka miały prostą, wręcz banalną konstrukcję. Mnóstwo treści – symbolicznej, metaforycznej, choć najczęściej takiej o charakterze społecznej – kryło „między kardami”, dla tych, którzy widzianą na ekranie historię potrafią odczytać w odpowiednim kontekście. Nie inaczej jest z „It Stains the Sands Red”. Niby cała opowieść opiera się na ucieczce młodej kobiety przed jednym (nie hordą!) zombie. Bohaterka, której samochód utknął na poboczu, jak najszybciej, pech chce że przez pustynię, pragnie dostać się na lotnisko. Jak nietrudno się domyślić, będzie musiała zmierzyć się nie tylko z prześladującym ją monstrum, ale też z ekstremalnymi warunkami panującymi na pustyni.

Już pierwsze minuty seansu zdradzają, iż „It Stains the Sands Red” będzie zabawą kliszami gatunkowymi i oczekiwaniami obeznanych z tego rodzaju kinem widzów. Na początku dowiadujemy się, iż za sprawą hord zombie cywilizacja kona i kto może, ewakuuje się z miejskich molochów. Wojsko stara się opanować sytuację, ale swoimi działaniami czyni jeszcze większy chaos. I nagle twórcy porzucają świat przedstawiony w sakli makro, by skupić się na losach głównej bohaterki próbującej uwolnić się od prześladującego ją zombiaka. A to już jest pewnego rodzaju novum, bo przyzwyczailiśmy się do tego, iż taki Rick Grimes jak stawał do walki, to przeciwko setkom potworów. Od momentu pojawienia się kobiety na pustyni Minihan bardzo umiejętnie dawkuje napięcie, gore, ale też komizm, absurd i co ważne, wiele treści serwuje przy użyciu kontrastu. Przez cały czas trwania filmu nie wiemy, kiedy będzie chciał nas przestraszyć, kiedy rozśmieszyć, a kiedy wprawić w nastrój refleksyjny. I ta nieprzewidywalność jest moim zdaniem największym atutem filmu.

Śmiem twierdzić, iż takie podejście do tematu apokalipsy zombie, jakie zaproponował Minihan, zdobyłoby uznanie mistrza Romero. Skąd takie przekonanie? A stąd, że na pozór „It Stains the Sands Red” jest filmem prostym, pozbawionym głębszej myśli, wręcz ocierającym się o banał. Wystarczy jednak uważniej, z rozmyłem prześledzić to, co do zaproponowania ma Minihan, by odkryć, iż za sztafażem kontrowersji, błazenady i żonglowania gatunkowym instrumentarium kryje się sporo ciekawych treści. „It Stains the Sands Red” to kino drogi, a w historiach tego typu, już od czasów „Odysei” Homera, w bohaterach zawsze dokonuje się jakaś zmiana, przewartościowanie. Nie inaczej jest z Molly. Dziewczyna gangstera, taka panienka do towarzystwa, uświadamia sobie, że pieniądze, narkotyki i imprezowanie nie nadają życiu żadnego sensu. Wędrując przez pustynię ma wreszcie czas pomyśleć nad tym, co dotąd zrobiła, do czego doszła. Kiedy przestaje się bać zombiaka, zaczyna z nim rozmawiać. Szybko jednak orientujemy się, iż kobieta tak naprawdę prowadzi dialog ze sobą, wcześniej bowiem nigdy nie miała szansy z nikim rozmawiać, bo nikt od panienki do towarzystwa nie oczekuje frapujących konwersacji. Bohaterka przypomina sobie wreszcie o kilkuletnim synku, którego podrzuciła siostrze. Boleśnie uświadamia sobie, iż to był największy błąd, jaki popełniła w swoim życiu.

Zombie nie jest jedyną istotą, której stawić musi czoło bohaterka filmu. Podczas wędrówki przez pustynię spotyka także ludzi. Jak nietrudno się domyślić, ci nie będą przyjaźnie do niej nastawieni. Szybko okazuje się, iż w obliczu zagrożenia, nawet niewielkiego, z człowieka wyłazi bestia, przy której zombie to nic szczególnego. Z rozgoryczeniem kobieta przyjmuje do wiadomości fakt, iż jak była samotna, tak i musi być sama nadal, bo to nie monstra przeszkodzą w osiągnięciu przez nią celu, a ludzie i ich żądze, okrucieństwo i bezmyślność.

We wstępie wspomniałem, iż opowieść Minihana okraszona jest sporą dawką kontrowersyjnego i nie do końca poprawnego politycznie humoru. Reżyser śmieje się z maczyzmu ulicznych gangsterów, z głupoty ich dziewczyn, a także z zachodniego stylu życia, które podporządkowane jest konsumpcji, zabawie i rozrywce. Z drugiej strony oprócz „komizmu zaangażowanego” nie brakuje w „It Stains the Sands Red” tego klasycznego – słownego czy sytuacyjnego. Niektóre pomysły – jak chociażby ten z tamponem albo oponą – naprawdę bawią. Ów humor doskonale współgra z treściami podanymi na serio, przez co przekaz wydaje się i bardziej intrygujący, i przez różnorodność przekonujący.

Czy „It Stains the Sands Red” to film, który w annałach kina zapisze się niczym “The Walking Dead”, jako dzieło, któremu zgrany wydawałoby się motyw apokalipsy zombie udało się pokazać w sposób nowy, może wręcz odkrywczy? Nic z tych rzeczy, historia Minihana to filmowy recykling, ale zrobiony przez kogoś, kto potrafi opowiadać obrazem, zna gatunek, a przede wszystkim umie zdobyć się na dystans do jego ograniczeń, dzięki czemu może je tak nagiąć, by opowieść zaskakiwała i dawała frajdę z oglądania.

Screeny

HO, IT STAINS THE SANDS RED HO, IT STAINS THE SANDS RED HO, IT STAINS THE SANDS RED HO, IT STAINS THE SANDS RED HO, IT STAINS THE SANDS RED HO, IT STAINS THE SANDS RED HO, IT STAINS THE SANDS RED

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ historia potrafi zaskoczyć
+ naprawdę przyjemnie oglądający się film za sprawą idealnej mieszanki gore i humoru
+ jest nad czym pomyśleć
+ kreacja Brittany Allen

Minusy:

- reżyser mógł pokusić się o sięgnięcie o bardziej masakrujące ostrze satyry

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -