Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUNDS OF LOVE

HOUNDS OF LOVE

Ogary miłości

ocena:8
Rok prod.:2016
Reżyser:Ben Young
Kraj prod.:Australia
Obsada:Emma Booth, Ashleigh Cummings, Stephen Curry, Susie Porter, Damian De Montemas
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Film obejrzany na międzynarodowym festiwalu kina grozy Splat!FilmFest 3 w Lublinie.

Hasło „uzależnienie” w większości z nas uruchomi skojarzenia z alkoholem, narkotykami, nikotyną, hazardem czy seksem. Ale czynnikiem uzależniającym może być także drugi człowiek. Podręczniki i opracowania naukowe z zakresu psychologii i psychiatrii nie pozostawiają złudzeń – wpływ jeden istoty ludzkiej na drugą może być bardziej destrukcyjny niż wszystkie nałogi wyżej przez mnie wymienione razem. Do czego może doprowadzić związek dwojga ludzi oparty na dominacji , wielopiętrowej manipulacji i perwersji, pokazuje przejmujący „Hounds of Love”, australijski film autorstwa Bena Younga.

Reżyser przenosi nas w lata 80. na spowite upałem australijskie miasto. Tam, w jednym z parterowych domów otoczonych niewielkim spłachetkiem zieleni rozgrywa się dramat nastolatek porwanych przez Johna i Evelyn, dwoje lubujących się w sadyzmie kochanków. Całą historię obserwujemy z perspektywy ich ostatniej ofiary, Vicki, która otrząsnąwszy się z pierwszego szoku, postanawia stawić czoło swym oprawcom. Bita, gwałcona i poniżana stara się wykorzystać najdrobniejsze ich potknięcie, byle tylko odzyskać wolność i móc wrócić do rodziców.

Na pierwszy rzut oka zarówno w sferze znaczeń jak i formalnie „Hounds of Love” nie wydaje się ani skomplikowanym, ani szczególnie misternie skonstruowanym filmem. Ale niespieszna narracja i wnikliwie przypatrywanie się postaciom sprawia, iż z każdą minutą coraz bardziej „wsiąkamy” w jego świat przedstawiony, a tym samym odkrywany kolejne treści, które między kadrami swojej historii próbuje przemyć nam Ben Young. I pierwszym, co daje do myślenia, a może nawet najważniejszym w filmie, jest paląca wszystkich zainteresowanych nieprzystawalność dwóch światów – dorastającej nastolatki oraz tego, budowanego rzekomo dla niej przez dorosłych. Z jednej strony mamy Vicki, która od otaczających ją ludzi dojrzałych i odpowiedzialnych oczekuje akceptacji i zrozumienia. Rozwiedzieni rodzice zajęci pielęgnowaniem niesnasek miedzy sobą pragną podporządkować córkę własnemu widzimisię. Nie widzą jej problemów, nie tolerują wielu jej wyborów. Jest dla nich tylko kolejnym przyczynkiem do kłótni. Nie krzywdzą jej fizycznie, ale przyczyniają się do cierpienia psychicznego i pogłębiającej się samotności.

Znowu John i Evelyn, niczym wytrawni drapieżnicy, potrafią wyczuć słabość ofiary i bez problemu zwabiają dziewczynę na swoje „terytorium”. Tam poddają bohaterkę całemu spektrum tortur i poniżania. To kolejni dorośli, którzy nie zauważają jej potrzeb, a widzą jedynie przedmiot akuratny do tego, by już i teraz zaspokoić swoje perwersyjne i skrajnie egoistyczne potrzeby.

I o ile portret rodziców Vicki nie odbiega od wielokrotnie wdzianego w kinie schematu rozwodników zapatrzonych we własne nieszczęścia, a tym samym zaniedbujących dostające dzieci, tak wizerunek pary oprawców wydaje się nader ciekawy. Na pozór to zwykli ludzie, nierzucający się w oczy, ani dobrzy, ani źli, może niewzbudzający zaufania, ale też nie tacy, przed którymi ucieka się w te pędy. Szybko dowiadujemy sie jednak, że porywają młode dziewczyny, by torturować je i gwałcić. Reżyser nie szczędzi czasu, by przybliżyć nam ich motywacje i cele. Te, inaczej niż w zdecydowanej większości horrorów, okazują się bardzo skomplikowane. Z jednej strony John i Evelyn to ludzie żyjący na marginesie zasad i reguł społecznych, funkcjonujący tak, jakby o fundamentalnych normach trzymających istoty ludzkie w ryzach nie mieli pojęcia. Garściami czerpią z chwili, funkcjonują bez planów, celów i myślenia o przyszłości. Ale przy bliższym poznaniu okazuje się, że związek Johna i Evelyn opiera się na strachu, manipulacji, wreszcie uzależnieniu. Mężczyzna poza czterema ścianami domu nic nie znaczy – pomiatają nim i sąsiedzi, i lokalni gangsterzy. Nie pracuje, nie ma żadnych dochodów, nic nie znaczy. Żyje z tego, co ukradnie Evelyn. Za to w domu jest bogiem, tu może wyrzucić złość i frustracje, może budować swój wizerunek istoty wszechmocnej na fundamencie kłamstw, matactw, a przede wszystkim strachu. Dziecinna i naiwna Evelyn miota się między uwielbieniem Johna, a pragnieniem odzyskania zabranych jej przez służby dzieci. Tych jednak mężczyzna w domu widzieć nie chce. Za to ciągle mu mało młodych dziewczyn, których mógłby „używać” do woli, a nade wszystko decydować o ich życiu.

Juz od pierwszych ujęć trudno od „Hounds of Love” oderwać uwagę. Young jednak nie próbuje nas uwieść mknącą do przodu akcją, ani wylewającym się z ekranu okrucieństwem. Nie ucieka się do najtańszych chwytów. Nie epatuje przemocą, nie katuje nas nieuzasadnionym okrucieństwem, za to bardzo wiele sugeruje, co i rusz rozgrzewając naszą wyobraźnię do czerwoności. Konsekwentnie, bez pośpiechu kreśli przed nami świat swojej historii, dając szansę zaprezentowania się zarówno bohaterom jak i przestrzeni, w jakiej rozgrywają się wydarzenia. Reżyser nie zapomina jednak o tym, iż jego opowieść ma nami wstrząsnąć, a także w pełen emocji, jak najbardziej skrajnych, pokazać, jaką istotą może być człowiek – gotową do poświęceń (matka Vicki), ale też potworem (John). Wspomniany wyżej filmowy świat – niczym niewyróżniające się australijskie miasteczko – sugeruje, iż tego typu ludzie mogą istnieć wszędzie, żyją także wokół nas. Gatunkowa otoczka kina obyczajowego wcale nie powoduje, iż filmowi brakuje drapieżności, a także mocy w graniu na emocjach widzów. Historia podszyta jest ogromnym ładunkiem napięcia, które z każdą minutą rośnie, czyniąc film ekscytującym i zapadającym w pamięć przeżyciem.

Warto także zwrócić uwagę na formę, jaką nadał swojej opowieści Ben Young, bo ta stanowi wręcz idealne dopełnienie zawartych w „Hounds of Love” treści. Australijczyk w wyborze artystycznych środków filmowego wyrazu postawił na prostotę i surowość. Film prawie pozbawiony jest wyszukanych ujęć, kadrowania z malarskim zacięciem czy zwracającego uwagę montażu. Formalna asceza ma zwrócić naszą uwagę na zwyczajność świata, w którym rozgrywa się akcja. Brak wizualnych fajerwerków sprawia, iż wierzymy zarówno w motywacje bohaterów, jak i w sytuacje nakreślone dla nich przez realizatorów. To na treść filmu mamy zwrócić szczególną uwagę, a nie na metodę, za pomocą której ta została podana. Kilkukrotne odstępstwo od przyjętej zasady – zdjęcia z lotu ptaka czy zsubiektywizowanie narracji – pełni tylko funkcję zaakcentowania pewnych kwestii, nie ma w sobie nic z manieryzmu.

„Hounds of Love” to kawał znakomitego, mocnego, emocjonującego i dającego do myślenia kina z Australii.

Screeny

HO, HOUNDS OF LOVE HO, HOUNDS OF LOVE HO, HOUNDS OF LOVE HO, HOUNDS OF LOVE HO, HOUNDS OF LOVE HO, HOUNDS OF LOVE HO, HOUNDS OF LOVE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ postacie oprawców
+ napięcie
+ emocjonuje, ale i daje do myślenia
+ prostota formy

Minusy:

- schematycznie nakreślone portrety rodziców głównej bohaterki

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -