Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KILLING GROUND

KILLING GROUND

Zabójcza ziemia

ocena:8
Rok prod.:2016
Reżyser:Damien Power
Kraj prod.:Australia
Obsada:Aaron Glenane, Harriet Dyer, Aaron Pedersen, Tiarnie Coupland, Ian Meadows, Mitzi Ruhlmann
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Film obejrzany na międzynarodowym festiwalu kina grozy Splat!FilmFest 3 w Lublinie.


Od dawna nie wprawia nas w stupor wieść, iż ludzie w imię udowodnienia jakiejś idei – politycznej, religijnej czy etnicznej – popełniają potworne zbrodnie. Autorzy i tych akademickich, i tych popularnonaukowych opracowań historycznych nie szczędzą czytelnikowi opisów kaźni, jakich dopuszczały się strony wojen domowych, konfliktów o podłożu religijnym, wreszcie czystek etnicznych. Ale wraz z powszechnym dostępem do nieograniczonej ilości informacji coraz częściej dowiadujemy się o okrutnych mordach, którym nie przyświeca żaden cel, najbardziej banalne nawet uzasadnienie. Ktoś zabija dla samego zabijania, bez emocji, z jedyną refleksją, by swój krwawy czyn uwiecznić na fotografii lub krótkim filmie. W sposób niezwykle przejmujący i angażujący o takim zdarzeniu opowiedział w swoim filmowym debiucie Australijczyk, Damien Power.

„Killing Ground” to historia dwojga młodych, zakochanych w sobie osób, którzy weekend postanawiają spędzić na kempingu w oddalonej od cywilizacji części australijskiego Parku Narodowego. Na miejscu ich uwagę zwraca niezamieszkały, rodzinny namiot, który przez biwakowiczów, w tym dzieci, musiał być opuszczony w ogromnym pośpiechu. Bohaterowie postanawiają dowiedzieć się, co stało się z rodziną, która zostawiła swój dobytek.

Uważny czytelnik już ze wstępu mógł wywnioskować, iż film musiał na mnie zrobić niemałe wrażenie. I tak jest w istocie. Ale z krótkiego streszczenia wcale nie wynika, iż „Killing Ground” to dzieło oryginalne, które wzbogacić może gatunek o nowe motywy, intrygujące reinterpretacje tych, z którymi już mieliśmy do czynienia czy o formę z rozwiązaniami, których w kinie grozy jeszcze nikt nie stosował. I rzeczywiście, o filmie Powera można powiedzieć wszystko, ale nie to, że wyróżnia się spośród innych horrorów jakąkolwiek niekonwencjonalnością. O młodych ludziach, którzy w dziczy muszą stawić czoło zwyrodnialcom, opowiadały dziesiątki filmów spod znaku „ręka, noga, mózg na ścianie”. W wielu z nich kontrastem dla bestialstwa była urzekająca swą dzikością i brakiem ucywilizowania natura. Wreszcie często pojawiającym się w tego typu produkcjach jest okrucieństwo, które przede wszystkim charakteryzuje świat, z którym zmierzyć się będą musieli protagoniści.

Dlaczego zatem „Killing Ground” od początku do końca ogląda się z zapartym tchem? Po pierwsze twórcy postawili na prostotę. Z jednej strony z grubsza orientujemy się, o czym będzie film, z drugiej zaś dzięki bezpretensjonalności i formalnemu ascetyzmowi wierzymy w motywacje bohaterów, ich portrety psychologiczne oraz przeżywane traumy. Co więcej, dzięki odarciu przekazu filmowego z artystowskiej sztuczności i prób nadawania mu metaforycznych czy symbolicznych znaczeń, zyskuje na tym wiarygodność świata, do którego zabierają nas twórcy „Killing Ground” . Z jednej strony urzeka nas on swoim chropowatym, dzikim i nieokiełznanym pięknem, z drugiej zaś normalnością i naturalnością. Nie ma w nim nic z egzotyki rodem z turystycznych folderów. Akcja takiego filmu mogłaby dziać się wszędzie tam, gdzie ostały miejsca ładne, nieskażone cywilizacją, ale w miarę trudno dostępne, czyli takie, do których ciężko dojechać nawet samochodem. Podobnych przestrzeni nie brakuje i w Polsce, co sugeruje, że autorzy filmu mieli taki zamysł, by bez wręcz wprost powiedzieć nam „słuchajcie, zwyrodnialcy żyją pod każdą szerokością geograficzną”.

Samą jednak prostotą oraz daleko idąca powściągliwością w doborze środków artystycznego wyrazu twórcom nie udałoby się stworzyć filmu tak poruszającego jak „Killing Ground”. Aby zintensyfikować emocje Power postanowił oprzeć fabułę o powszechnie stosowaną w sztuce filmowej czy literackiej strategii narracyjnej, polegającej na zastosowaniu dwóch planów czasowych, które rzecz jasna będą się przenikać, by punkcie kulminacyjnym wręcz targnąć widzem. Taki zabieg pozwala się emocjonować nie jedną opowieści, a tak naprawdę dwiema, równie intrygującymi i przejmującymi. Australijczyk z wielką wprawą dawkuje napięcie, sącząc w kolejne odsłony obu wątków coraz większe dawki dramatyzmu. Nic zatem dziwnego, że nie musi wcale uciekać się do gore, by nami wstrząsnąć. Nie znaczy to, iż Power unika scen przemocy, jej w filmie nie brakuje, ale zdecydowanie ważniejsze od zbliżeń wypruwania flaków jest uwikłanie postaci w spiralę zdarzeń, które w jednej chwili wymykają im się spod kontroli.

Tak angażująca fabuła, tym bardziej, że pozbawiona wątków nadnaturalnych, a co za tym idzie w jakiś sposób odnosząca się do rzeczywistości, musi skłaniać do refleksji i dawać bardzo silny impuls do zastanowienia się nad źródłem niczym nieuzasadnionej, niesprowokowanej agresji. Bohaterowie obu wątków to ludzie trzymający się z dala od kłopotów, potrafiący pójść na kompromis, mający świadomość, iż kluczem do bezpieczeństwa w sytuacji konfliktowej jest ustępstwo. „Killing Ground” nie serwuje prostych i jednoznacznych odpowiedzi na pytanie, jak w ludzkich umysłach rodzi się skłonność do okrucieństwa. Twórcy filmu nie bawią się w psychiatrów i nie analizują postaw wobec cierpienia drugiego człowieka. Wskazują tylko na jedno – niektóre ludzkie poczynania przez swą potworność i bestialstwo wymykają się jakiejkolwiek aksjologii, nie da się ich odnieść do prawa, kodeksów czy moralności. By przekonać się o wiarygodności takiego przekazu, wystarczy włączyć jakikolwiek telewizyjny czy internetowy serwis z wiadomościami.

Jest w „Killing Ground” coś, co niepokoi i nie pozwala oderwać uwagi od ekranu nawet na chwilę. Tym czymś jest napięcie kreowane przez prostotę przekazu oraz surowość świata przedstawionego. Taki sposób budowania narracji filmowej charakterystyczny był dla australijskiego kina eksploatacji, przede wszystkim tego z lat 70. i 80 ubiegłego wieku. I miłośnicy takiego kina filmem Damiena Powera powinni być zachwyceni. Inni, którzy gustują w horrorach amerykańskich, kręconych z rozmachem, z mnóstwem efektów specjalnych, formalnym ascetyzmem mogą być niemile zaskoczeni, a pewnie i znudzeni.

Screeny

HO, KILLING GROUND HO, KILLING GROUND HO, KILLING GROUND HO, KILLING GROUND HO, KILLING GROUND HO, KILLING GROUND HO, KILLING GROUND HO, KILLING GROUND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niesamowicie angażująca historia
+ sposób dawkowania napięcia
+ bohaterowie, których losami można się przejąć
+ film daje do myślenia, choćby o tym, skąd w człowieku bierze się skłonność do czynienia zła
+ surowe, choć piękne australijskie plenery
+ prostota i surowość formy

Minusy:

- brak

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -