Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:EXETER

EXETER

Exeter

ocena:5
Rok prod.:2015
Reżyser:Marcus Nispel
Kraj prod.:USA
Obsada: Stephen Lang, Kevin Chapman, Kelly Blatz, Nick Nicotera, Nick Nordella, Michael Ormsby
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Marcus Nispel – nawet jeśli ktoś nie oglądał żadnego z jego filmów, na pewno kojarzy, kim ów reżyser jest i z jakich produkcji jest znany. Dla wielu jest to gość od niepotrzebnych remake’ów. To spod jego ręki wyszły „odświeżone” wersje takich klasyków jak „The Texas Chainsaw Massacre” czy „Friday the 13th”, filmów, na które producenci nie poskąpili grosza, poprawie zrealizowanych, krwawych i dynamicznych, ale do cna wyzutych z unikalnej atmosfery charakterystycznej dla oryginałów Tobe Hoopera i Seana S. Cunninghama. Dokładnie w ten sam sposób zrealizowany został pochodzący z 2015 roku film „Exeter”.

Najpierw krótko o fabule, bo zawarte w niej treści mają swoją wagę w ocenie filmu jako całości. Kilkoro nastolatków postanawia urządzić sobie imprezę w budynku zamkniętego w latach 70. XX wieku szpitala psychiatrycznego dla upośledzonej umysłowo młodzieży. Dziatwa dobrze się bawi, obowiązkowo przy wtórze mocnej, rockowej muzyki oraz dzięki wspomaganiu ogromnej ilości alkoholu i narkotyków, do momentu, aż któryś z imprezowiczów nie rzuca pomysłu, by za sprawą znalezionego w internecie rytuału nie wezwać ducha uśmierconego w szpitalu pacjenta. Nie trzeba szczególnego daru prekognicji, by domyśleć się, że gównażerce udaje się przywołać coś z zaświatów. Coś, co jednego po drugim zaczyna ich zabijać.

Nispel kręcić efektowne filmy potrafi, z opowiadaniem pełnym fajerwerków historii także idzie mu nie najgorzej. Wszystkim jego filmom, łącznie z reamke’m „Conana Barbarzyńcy” i „Tropicielem”, nie da się zarzucić braku profesjonalizmu w realizacji oprawy wizualnej. Te produkcje przykuwają wzrok i przez sposób narracji oparty na krótkich ujęciach oraz bardzo dynamicznym montażu momentami pochłaniają uwagę. Nispel to sprawny rzemieślnik, który posiadł wiedzę o tym, w jaki sposób zagospodarować wyobraźnię przede wszystkim młodych pochłaniaczy kinowego popkornu. I to oni byli adresatami remake’ów kultowych horrorów, i dla nich jest też „Exeter”.

Urodzony w Niemczech reżyser rezygnuje z rozbudowanego wstępu, intrygującego wprowadzenia postaci czy gradacji napięcia. Od razu wali z grubej rury i w pierwszej sekwencji filmu pokazuje samobójstwo kobiety, a jako że dokonanym za pomocą rewolweru to z obowiązkowym rozbryzgiem mózgu spływającym po brudnej ścianie. Później jest już tylko szybciej, mocniej i bardziej dosadnie. Z postaciami nie ma się co identyfikować, bo to typowy „kwiatek do kożucha” wysokobudżetowego amerykańskiego horroru. Ich rozmowy tyczą się rzecz jasna tylko ćpania, wódy i seksu. Jeśli już przychodzi im nad czymś pogłówkować, to tylko posiłkując się schematami czerpanymi z internetu. Jak to bywa w podobnych do „Exeter” horrorach, bohaterowie zamiast unikać niebezpieczeństw, robią wszystko, by zaliczyć je wszystkie. Ale taka to konwencja – zrobić wygłup, rzucić raz czy dwa zabawnym tekstem i efektownie zejść, koniecznie brocząc obficie krwią.

Bardzo szybko przemykające przez ekran obrazy pozwalają jednak dobrze przyjrzeć się scenerii, w jakiej nastoletni bohaterowie będą musieli stawić czoło złu. I jak to bywa w trochę droższych horrorach, jest na czym oko zawiesić. Zarówno rekwizytom jak i zamkniętym przestrzeniom szpitala psychiatrycznego nie brakuje wiarygodności. Jest odpowiednio obskurnie, brudno i ohydnie. Doskonałym dopełnieniem są kilkukrotnie oglądane przez nastolatków biało-czarne archiwalia prezentujące szpital jako zapomnianą przez wszystkich umieralnię, w której przeprowadza się na pacjentach potworne eksperymenty. Trudno cokolwiek złego powiedzieć o takich aspektach filmowego rzemiosła jak efekty specjalne oraz charakteryzacja. Nispel nie szafuje komputerowymi wizualizacjami, i chwała mu za to, nie oszczędza też aktorów, którzy ochoczo nurzają się w posoce i brudzie.

Ale clou zamysłu na „Exeter” zawiera się jednak nie w tym, co wyżej, a w sposobie narracji, po jaki reżyser sięgnął, by trafić do widza. Niemalże każda scena wręcz wypełniona jest akcją, a wszystkie „zbiera do kupy” dynamiczny montaż, szatkując ujęcia na jak najkrótsze. Tych statycznych praktycznie nie ma, a kiedy nawet bohaterowie nie uciekają przed czymś, a siedzą i dywagują, kamera nerwowo krąży między nimi. Ale krótkie ujęcia i ogrom cięć montażowych to jeszcze za mało Nispelowi. Z niezwykłą częstotliwością, by nie powiedzieć bez umiaru, reżyser podrywa nas z fotela a to wrzaskiem, a to nagłym pojawieniem się postaci, a to niespodziewanym zdarzeniem. W „Exeter” nie spotkamy się z ciszą, twórcy nie budują dramatyzmu za pomocą suspensu czy gradacji napięcia. Jeśli bohaterowie nie wrzeszczą, jeśli z głośników nie wydobywają się decybele jakiejś demonicznej mocy, twórcy „atakują” nas a to ostrą rockową muzyką, albo soundtrackiem z piekła rodem. W finale przekaz zostaje jeszcze bardziej wzmocniony, byśmy po seansie czuli się niemal zdewastowani. Nie znaczy to jednak, iż zawarta między słowami lekka ironia ma spostponować film Nispela i sugerować amatorskie podejście filmowców do całego przedsięwzięcia. Od strony realizacyjnej, formalnej i technicznej trudno cokolwiek „Exeter” zarzucić.

Ale wystarczy zajrzeć za tę efekciarską otoczkę, by przekonać się, iż film Nispela pozbawiony jest treści. „Exeter” jest zlepkiem fabularnych schematów odartych choćby z krztyny oryginalności, bez śladu odautorskiego stempla w postaci czy to intrygującego akcentu fabularnego, czy ciekawej postaci. Całość sprowadza się do wrzaskliwych galopad kilkorga średnio rozgarniętych nastolatków i ducha, który postanawia wziąć ich na ruszt. By to odrobinę urozmaicić Nispel straszy nas wizją psychiatryka z dręczonymi tam dziećmi, ale tylko pretekstowo, czasami rzuci grubszym żartem, a by udać intertekstualność, raz czy dwa odwoła się do „Egzorcysty” Friedkina. I tyle. Stąd mimo usilnych starań Nispela, by podnieść nam ciśnienie, jego film ogląda się bez emocji. Bo od razu widać, iż całość od początku do końca pomyślana była jako produkt przeznaczony dla ściśle określonego targetu – młodzieży przesiadującej z furą żarcia w kinie wyposażonym z potężną aparaturę nagłaśniającą.

Screeny

HO, EXETER HO, EXETER HO, EXETER HO, EXETER HO, EXETER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ od strony wizualnej i realizacyjnej – profesjonalna robota
+ miejące akcji – scenografia, rekwizyty i sposób prezentowania filmowej przestrzeni
+ mnóstwo krwi
+ pełna dynamizmu narracja

Minusy:

- film o niczym
- nijacy bohaterowie
- cała historia pozbawiona jest napięcia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -