Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:1922

1922

1922

ocena:8
Rok prod.:2017
Reżyser:Zak Hilditch
Kraj prod.:USA
Obsada: Thomas Jane, Molly Parker, Dylan Schmid, Kaitlyn Bernard, Brian d'Arcy James, Neal McDonough, Roan Curtis
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ambitny horror – śmiem podejrzewać, iż na widok tak ukutego wyrażenia skrzywią się zarówno zagorzali wyznawcy gatunku jak i kinomani, którzy w filmowej grozie widzą przede wszystkim krwawą pulpę schlebiającą najmniej wyrobionym gustom. Ci pierwsi bowiem od horroru wymagają przede wszystkim unikalnej atmosfery i wyrazistości, nawet jeśli miałby to być okupione fabularną sztampą i długą listą scenariuszowych nielogiczności. Dla drugich kino grozy to pozbawiona artystycznych ambicji komercja mająca dostarczyć bezwartościowej rozrywki. Za sprawą adaptacji Kingowskiej prozy - powieści „Gry Geralda” i opowiadania „1922” – Netlix próbuje połączyć ogień w wodą, czyli wykorzystuje gatunkowe instrumentarium do opowiedziana historii niejednoznacznych i stanowiących coś więcej niż tylko pretekst do pokazania kolejnych scen gore. „Gra Geralda” mimo pewnych niedociągnięć to film udany. Jak z adaptacją kapitalnego tekstu „1922” poradził sobie Zak Hilditch?

Według mnie reżyser poradził sobie w stopniu co najmniej zadowalającym. Ale cokolwiek o filmie Hilditcha napiszę więcej, jedną rzecz trzeba sobie wyjaśnić już na początku – „1922” nie jest horrorem pełną gębą, takim, w którym pierwsze skrzypce grają hordy demonów albo psychopata z lubością wypruwający flaki swym licznym ofiarom. W filmowej adaptacji opowiadania Stephena Kinga elementy grozy służą dosadniejszemu i bardziej oddziałującemu na wyobraźnię pokazaniu tego, co dziej się z człowiekiem, kiedy ten z na pozór tylko istotnych pobudek dopuszcza się potwornej zbrodni. Sposób recepcji historii Hilditcha zależeć w znacznej mierze od oczekiwań odbiorcy, a więc czy clou horroru zawierać się ma w nieskomplikowanej, za to naładowanej skrajnymi emocjami i wyrafinowaną przemocą rozrywce, czy też w historii z takich, co mogą wzbudzić lęk, ale przede wszystkim zmusić do myślenia nad tym, ile w człowieku jest istoty rozumnej, a ile bestii.

„1922” należy do tego drugiego rodzaju opowieści. Opowiada losy Wilfreda Jamesa, prostego farmera, który pewnego dnia dowiaduje się, iż jego żona chce z położonej na końcu świata farmy przenieść się do miasta, by tam otworzyć sklep z damską konfekcją. Mężczyzna nienawidzi miast, całym sercem kocha ziemię, której poświęca się bez reszty. Wie jednak, iż jej część należy do żony i ten majątek może ona w każdej chwili spieniężyć, czyniąc pracę na gospodarstwie nieopłacalną. Dlatego podejmuje decyzję, by pozbyć się kobiety. W przygotowania do zbrodni angażuje także nastoletniego syna.

Nie trzeba być orłem intelektu, by domyślić się, iż morderstwo odciśnie na obu bohaterach tak silne piętno, iż nie będą mogli oni funkcjonować „po staremu”, tak, jakby nic się nie wydarzyło. Niedopowiedzenia, przybierające na sile tarcia, bezwzględne próby podporządkowywania jeden drugiemu, wreszcie coraz mocniej dające o sobie znać wyrzuty sumienia sprawiają, iż relacje między ojcem a synem zaczynają się psuć. Co więcej, Wilfreda Jamesa zaczynają dręczyć obsesje, koszmary senne, zaś na jawie co i rusz widuje kogoś, kto powinien nie żyć.

Hilditch nie próbuje nas przestraszyć, podszywać każdą scenę lękiem czy szokować scenami bestialstwa. Konsekwentnie, z dbałością o scenograficzne szczegóły oraz semantyczne konteksty, buduje świat na pozór trwały i stabilny, bo oparty na konserwatywnych wartościach, który jednak za sprawą jednej decyzji, jednego czynu potrafi przedzierzgnąć się w chaos. Reżyserowi bez trudu daje się zawładnąć wyobraźnią widza doskonale sfotografowanym miejscem akcji – gospodarstwem położonym pośród bezkresnych łanów kukurydzy. Wyraźne, nasycone barwy charakteryzujące świat z początku filmu, z czasem, kiedy ten zdominowany zostaje przez zło, ulegają „wygaszeniu”, zastępowane przez szarość i mrok. Hilditch niby mimochodem, bez zbędnej kontemplacji, pokazuje drobiazgi sprzed prawie stu laty – stroje, fryzury, samochody, budynki. Wszystko to odwzorowane zostało z pietyzmem. I nawet kiedy kamera tylko prześlizguje się po elementach filmowej przestrzeni, wszystkie te detale czynią ją intrygującą i wiarygodną. Tym, bardziej, iż w kreowaniu rzeczywistości Hilditch nie poprzestaje na jej wizualnej płaszczyźnie. Warto chociażby wsłuchać się w rozmowy bohaterów, by uświadomić sobie, na czym polegała rola kobiet w patriarchalnym modelu społeczeństwa, dominującym wtedy na amerykańskiej prowincji. Od Kinga reżyser wziął także zainteresowanie tym, co może dziać się w domu położonym z dala od jakichkolwiek skupisk ludzkich i czy mieszkanie z dala od cywilizacji, jedynie pośród natury nie budzi w człowieku jakichś dziwacznych myśli i podszytych agresją instynktów.

Ale nie tylko pedanteria w odwzorowaniu amerykańskiej prowincji sprzed stu laty przyczyniła się do sukcesu ekranizacji „1922”. Swoją cegiełkę, ważną i niemałą, dołożył także Thomas Jane, aktor znany i chyba utalentowany, ale jeszcze bez takiej roli, która bezsprzecznie świadczyłaby o jego ponadprzeciętnych uzdolnieniach. U Hilditcha udało mu się stworzyć postać pełnokrwistą, intrygującą, momentami wręcz przykuwającą do ekranu. A co ważne, kogoś, kogo rola nie była łatwa. No bo mamy farmera, człowieka twardego, prostego, o nieskomplikowanych potrzebach, którego wrażliwość zostaje wystawiona na próbę przez wyrzuty sumienia i dające o sobie z każdym dniem coraz silniej znać obsesje. Jest w tym sprzeczność i niekonsekwencja, ale tylko pozorna, bo Jane’owi udało się znakomicie połączyć ogień z wodą. Swoją kreacją polegającą w głównej mierze na metamorfozie – z harującego na hektarach farmera, w owładniętego obłędem maniaka – zbudował nie tylko z mimiki i charakteryzacji, ale także ruchu, spojrzenia, gestu, wreszcie niesamowitego głosu z charakterystycznym akcentem.

Nie będę porównywał tej ekranizacji prozy Stephena Kinga do innych, bo zrealizowano ich mnóstwo, dzięki czemu powstały i arcydzieła, i filmy nienadające się do oglądania. Na pewno „1922” to jedna z lepszych adaptacji, która z czasem będzie nabierała tylko wartości. Hilditch bowiem nie skupił się tylko na grozie zawartej w historii, ale nadał jej uniwersalnego wymiaru moralitetu, pokazał bowiem, jak podejmowane na co dzień wybory mogą zmienić życie człowieka w prawdziwe piekło.

Screeny

HO, 1922 HO, 1922 HO, 1922 HO, 1922

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kapitalna historia
+ przykuwa do ekranu od początku do końca
+ świetny Thomas Jane
+ wiarygodnie nakreślony świat sprzed prawie stu laty
+ wymowa filmu
+ momentami może przestraszyć
+ muzyka Mike’a Pattona

Minusy:

- miłośnicy dynamicznej akcji, potworów i lejącej się zewsząd krwi będą seansem zawiedzeni

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -