Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GERALD'S GAME

GERALD'S GAME

Gra Geralda

ocena:7
Rok prod.:2017
Reżyser:Mike Flanagan
Kraj prod.:USA
Obsada: Carla Gugino, Bruce Greenwood, Bruce Greenwood, Henry Thomas, Chiara Aurelia
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

To nie mogło się udać. Już jako powieść „Gra Geralda” poróżniła fanów króla horroru, Stephena Kinga. Dla jednych stanowiła wnikliwe studium kobiecej psychiki naznaczonej traumą z dzieciństwa, inni widzieli w niej kapitalny pomysł na opowiadanie, ale na pewno nie na powieść, i to horror, który porwać ma czytelnika, choć w zdecydowanej większości rozgrywa się w jednym miejscu, mianowicie w sypialni. Jak taką afilmową fabułę przenieść na ekran, by intrygowała, dawała do myślenia, ale przede wszystkim przykuwała do ekranu rosnącym z minuty na minutę napięciem? Powtórzę, to nie mogło się udać, ale... adaptację Kingowskiej prozy autorstwa Mike’a Flanagana (tego od świetnej „Absentii” i ckliwego „Before I Wake”), mimo kilku mankamentów, ogląda się nieźle, co więcej, jest to jedna z lepszych ekranizacji powieści amerykańskiego pisarza.

Z małżeństwem i Geralda nie dzieje się najlepiej. By nadać intymnym stosunkom odrobinę pikanterii i choćby na trochę zerwać z opinią szanowanego w towarzystwie związku, bohaterowie postanawiają wyjechać na weekend do położonego na urokliwym odludziu luksusowego domku. Podczas łóżkowych igraszek Jessie godzi się na przykucie do łóżka kajdankami. Ale kiedy Gerald w miłosnym zapale traci hamulce, kobieta postanawia się bronić. Mężczyzna wpada we wściekłość i chce ukarać żonę za upokorzenie. Nie robi tego jednak, bo nagle pada martwy obok uwięzionej Jessie. Dopiero po jakimś czasie przerażona kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że nikt jej nie uwolni. Będzie musiał stawić czoło nie tylko głodowi, pragnieniu oraz głęboko skrywanym traumom z przeszłości, ale także komuś, kto przybywszy do domu, zastanie ją całkowicie bezbronną.

Sedno filmu, wcześniej rzecz jasna na pierwowzoru literackiego, tkwi na znalezieniu się bohaterki w sytuacji dla niej całkowicie niespodziewanej, niezwyklej, no i co tu dużo mówić, ekstremalnej. Są to także okoliczności zaskakujące również dla nas, dla widzów. Bo dotąd za filmową krańcowość w kinie grozy rozumieliśmy stawienie czoła istotom nadprzyrodzonym, różnego rodzaju monstrom, dzikiej naturze czy uzbrojonym psychopatom. Tu kobieta mierzyć się musi z... samotnością i niemożnością zaspokojenia swoich elementarnych potrzeb. Co gorsza, miejsce, które miało stanowić oazę komfortu i bezpieczeństwa zmienia się w matnię śmiertelnie groźną nie tylko dla ciała, ale także dla psychiki. Zaaferowanie codziennością i życiową gonitwą spowodowało zepchnięcie najgorszych chwil z przeszłości w głębiny niepamięci. Przymusowe zastopowanie i brak angażujących umysł bodźców z zewnątrz powodują, iż niemal zapomniane zdarzenia sprzed lat jak nigdy wcześniej dopominają się o uwagę. I boleśnie uświadamiają, że to one ukształtowały późniejsze życie bohaterki.

Filmowa „Gra Geralda” to w dużej mierze „kino mówione”. Bohaterka, by nie popaść w obłęd, tworzy fantomy siebie wolnej oraz ciągle żyjącego męża i konwersuje z nimi – dyskutuje, sprzecza się, wreszcie wyznaje to, co ukrywała nawet przed sobą. Z czasem rozmowy mają coraz gwałtowniejszy przebieg. I ona, i jej interlokutorzy wiedzą, że każda przegadana chwila jest tą straconą, a więc coraz bardziej przybliżającą Jessie do śmierci. Mimo iż rozmowy zostały świetnie zrealizowana, o czym za chwilę, to co i rusz aż chce się zakrzyknąć „kobieto przestać gadać i zacznij wreszcie działać!”. No właśnie, rozbudowane partie dialogowe w horrorze? Jeśli ktoś zna twórczość Kinga, wie doskonale, iż jedną z najmocniejszych stron jest powieściopisarstwa są kreacje postaci – i tych pierwszoplanowych, i epizodycznych – wiarygodnych, intrygujących, z pogłębioną psychologią i rozbudowanym tłem obyczajowym. Po części budowane są one przez dialogi, do których King zawsze miał słuch. To przekłada się na jakość rozmów filmowych protagonistów w adaptacji „Gry Geralda”. To one odsłaniają nam kolejne tajemnice przez lata skrzętnie skrywane przez Jessie, to one wreszcie budują napięcie, konieczny składnik każdej opowieści grozy. Ale warto także przyjrzeć się ich treści.

Z nich dowiadujemy się, iż całe życie głównej bohaterki podporządkowane było mężczyznom – ich potrzebom, zachciankom, intrygom, wreszcie niby niewinnym gierkom, które jak się później okazało, wikłały Jessie w sieć dziwacznych zależności. Najpierw ojciec, który nie radząc sobie z rolami wobec dzieci i żony, wzmacniał swoją męskość za pomocą amoralnych kontaktów z córką, później mąż, który istotę męskości widział w dominacji – rodzinnej, zawodowej i seksualnej. Jest więc „Gra Geralda” opowieścią o kryzysie męskości, a także o zawstydzających próbach jej odbudowania, zawsze kosztem kobiet, w tym przypadku głównej bohaterki. King, a za nim reżyser filmu, nie byłby sobą, gdyby nie nadał temu problemowi niecodziennego wymiaru. Z jednej strony mamy uwięzioną kobietę, upokorzoną, cierpiącą z głodu i pragnienia, walczącą z gnieżdżącymi się w jej głowie demonami, z drugiej z kart powieści czy z ekranu wyziera absurdalność, by nie powiedzieć smoliście czarny humor, całej sytuacji – facet w łóżku zszedł na zawał, bo za bardzo podpalił się, chcąc udowodnić, jakim to jeszcze mężczyzną potrafi być.

I kiedy naładowana coraz większym ładunkiem napięcia opowieść zmierza ku punktowi kulminacyjnemu, kiedy i bohaterce, a także i nam, jawa zaczyna mieszać się z majakami, kiedy wreszcie na filmową scenę wkracza nowy koszmar, straszniejszy nawet od tego, z czym bohaterka musiała walczyć w głowie, Flanagan zmienia sposób narracji – o tym, jak skończyła się konfrontacja Jessie z prawdziwym lub wymyślonym agresorem, czy udało jej się uwolnić z matni, poinformowani zostajemy w epilogu, będącego czymś w rodzaju retrospekcji. Zaskoczenie jest, ale nie takie, jakiego byśmy sobie życzyli. Twórcy zapowiadają fantastyczne danie główne, kuszą smakowitymi przystawkami, ale kiedy przychodzi co do czego, zamiast wizytę w restauracji zakończyć ekstra potrawą, tylko o niej opowiadają. Stąd filmowa uczta autorstwa Mike’a Flanagana nie satysfakcjonuje tak jak mogłaby. Wszak samo uwięzienie, zmaganie się z fizycznym bólem, ale też ze strachem, mroczną przeszłością i, co może jeszcze istotniejsze, ze świadomością życiowej porażki, miało doprowadzić główną bohaterkę na skraj obłędu. To on miał na nas tak oddziaływać, abyśmy drżeli o życie Jessie, nie wiedząc, czy monstrum z finału jest tylko kolejnym fantomem, przywidzeniem, czy też istotą jak najbardziej realną, która pokaże kobiecie, czym jest prawdziwe piekło. Takiej kulminacji Flanagan nam nie zaproponował. A szkoda, bo w „Absentii” udowodnił, iż wcale nie trzeba znaczących środków i nie wiadomo jakich fajerwerków, by wstrząsnąć widzem i na długo filmową historią zapisać się w jego pamięci.

Pomimo braku żelaznej konsekwencji w realizacji maksymy „koniec wieńczy dzieło”, z „Grą Geralda” zapoznać się warto, bo to jedna z najlepszych długometrażowych adaptacji prozy Stephena Kinga.

Screeny

HO, GERALD'S GAME HO, GERALD'S GAME HO, GERALD'S GAME HO, GERALD'S GAME

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ mnóstwo napięcia
+ świetne zdjęcia
+ kreacje aktorskie
+ intrygująca historia
+ daje do myślenia

Minusy:

- słaby, mało emocjonujący finał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -