Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MERCY

MERCY

Mercy

ocena:4
Rok prod.:2014
Reżyser:Peter Cornwell
Kraj prod.:USA
Obsada: Shirley Knight, Dylan McDermott, Chandler Riggs, Frances O'Connor, Joel Courtney
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ostatnimi czasy filmowcy na nowo odkrywają twórczość Stephena Kinga. Na ekranach kina triumfy święci adaptacja „To”, mnóstwo osób dało się porwać wysokobudżetowej ekranizacji „Mrocznej wieży”. Na mniejszym ekranie można oglądać serialowe wersje „Mgły” i powieści kryminalnej „Mr. Mercedes”. „Grę Geralda” zrealizowaną pod auspicjami platformy Netfliks wielu krytyków obwołało jedną z najlepszych adaptacji prozy autora „Lśnienia”. Wręcz przesiąknięta konceptami, rozwiązaniami fabularnymi i charakterystyczną, małomiasteczkową atmosferą rodem z powieści Kinga jest także historia opowiedziana w serialu „Stranger Things”. O tych produkcjach się mówi, głośno jej chwaląc lub krytykując. Dlaczego zatem niecałe trzy lata temu bez echa przemknął przez ekrany film „Mercy” Petera Cornwella (tego od „Udręczonych”) będący ekranizacją Kingowskiego opowiadania „Gramma”?

Film jest historią trzyosobowej rodziny, samotnej matki i jej dwóch dorastających synów, która zmuszona zostaje do przeprowadzki na wieś, by pomóc samotnej i schorowanej babci nastoletnich bohaterów. Ci już wcześniej wiedzieli, że starsza kobieta była kimś niezwykłym, osobą z przeszłością pełną tajemnic. Jednak dopiero przeprowadzka na pustkowie pozwoli im zmierzyć się z rodzinną historią.

Na zawarte we wstępie recenzji pytanie – dlaczego „Mercy” Petera Cornwella spotkało się z bardzo chłodnym przyjęciem zarówno fanów gatunku jak i krytyki – odpowiedź jest bardzo prosta, otóż film nie ma w sobie nic, jakiegokolwiek wizualnego czy fabularnego detalu, który wyróżniłby go spośród legionu horrorów napływających do nas zza oceanu. Już samo zaadaptowanie krótkiego tekstu na pełnometrażowy film fabularny rodzi wątpliwości. Przez długi czas w „Mercy” kompletnie nic się nie dzieje. Obserwujemy rodzinne przepychanki dotyczące tego, kto ma zająć się starą, schorowaną kobietą. Dowiadujemy się, że nie była ona idealną matką, stąd teraz brak zainteresowania jej stanem zdrowia ze strony trojga dorosłych dzieci. Dopiero jeden z wnuków widzi w niej kogoś więcej niż tylko dziwaczkę skorą do aspołecznych, często agresywnych zachowań. I to z jego perspektywy, i jako bohatera, i jako narratora, poznajemy cała historię.

Ale by kontekst obyczajowy „zagrał” w horrorze i nadał fabule wiarygodności (twórcy kina grozy, zwłaszcza jego spokojniejszej, nastrojowej i bogatszej w treści odmiany, często sięgają po ten chwyt) zaskoczeni musimy być zarówno nieszablonowymi postaciami jak i intrygującą korelacją między światem filmowym a rzeczywistością doświadczaną przez nas na co dzień. U Cornwella nie dostaniemy ani jednego, ani drugiego. W postaciach może i tkwił potencjał – babcia czarownica; jej troje dzieci, z których każde nosi brzemię traumy; wnuczek, tym samotnika, innego, wrażliwca, który na swój specyficzny sposób patrzy na świat – ale reżyser nie zrobił nic oprócz zasygnalizowania pewnych cech, by ci bohaterowie kazali nam się zastanowić nad ich postępowaniem i motywacjami. Ale nie tylko ten element świata przedstawionego potraktowany został zdawkowo. Duża część akcji rozgrywa się w położonym na odludziu ogromnym domu, okolonym potężnymi drzewami i połaciami łąk. Niby horrorowy standard, ale umiejętnie pokazany, z realizacyjnym pomysłem, z przypisaną metaforą czy symbolem, wreszcie podszyty ciekawym kontekstem, może poruszyć wyobraźnię i zostać zapamiętanym.

Kiedy akcja już rusza żwawiej po przodu i zaczynamy orientować się, że za rodzinnymi sekretami kryją mroczne, ponadnaturalne siły, nie oznacza to wcale, że historia staje się ciekawsza i bardziej zajmująca. Na filmowej scenie pojawiają się potwory – tu twórcy sięgają po menażerię rodem z Levecraftowskiej mitologii Cthulhu – od czasu do czasu uświadczymy nawet trupa, ale przez to, że dotąd wydarzenia grzęzły w mieliznach, zaś nijacy bohaterowie niczym cienie szybko klepali swoje role, nawet kiedy pojawia się wielki, straszny wilk, zaś babcia zaczyna przedzierzgać się w monstrum, film nie robi się przez to ani straszniejszy, ani mądrzejszy. Dalej wieje nudą, ludzkie dramaty i nieszczęścia nie chwytają za serce, nie poderwiemy się także z fotela na widok czegoś strasznego, bo sposoby do jakich uciekają się twórcy, by wywołać w nas lęk, należą do tych najbardziej sztampowych i wyeksploatowanych. Zresztą cały film przez swą schematyczność i brak ciekawych pomysłów realizacyjnych przypomina produkcje telewizyjne, takie typowe ramówkowe zapychacze.

Kogo „Mercy” może zainteresować? Chyba tylko wielbicieli twórczości Stephena Kinga, którzy z czystej ciekawości będą chcieli zobaczyć, jak wygląda ekranizacja kawałka prozy ich ulubionego autora. Reszcie odradzam seans.

Screeny

HO, MERCY HO, MERCY HO, MERCY HO, MERCY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka ładnych ujęć
+ miejsce akcji

Minusy:

- wieje nudą
- mało ciekawi bohaterowie
- finał rodem z taniego, telewizyjnego filmidła
- potwory, np. wilk, które bardziej śmieszą niż straszą

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -