Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:VOICE FROM THE STONE

VOICE FROM THE STONE

Głosy ze ściany

ocena:7
Rok prod.:2017
Reżyser:Eric D. Howell
Kraj prod.:USA
Obsada:Emilia Clarke, Marton Csokas, Edward Dring
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Powracanie do korzeni grozy, a konkretniej do jej gotyckiego ujęcia, z wielkimi zamczyskami, ich tajemniczymi mieszkańcami i niewyjaśnionymi zjawiskami w mrocznych, zakurzonych pokojach, staje się coraz wyraźniej zauważalnym w ostatnich latach trendem wkradającym się śmiało do światowej kinematografii. Bardzo ciekawą propozycję w tej właśnie koncepcji zaserwował miłośnikom gatunku znany raczej z krótkometrażówek Eric D. Howell – jego „Głosy ze ściany” okazuje się przyzwoitym dramatem festiwalowym z nieprzesadzoną dawką sił nadprzyrodzonych.

Verena (znana z „Gry o tron” Emilia Clarke), młoda opiekunka dla dzieci, podejmuje się niemałego wyzwania – deklaruje chęć pomocy w przywróceniu zdolności mówienia u Jacoba, chłopca, który zamilkł przed siedmioma miesiącami, gdy umarła jego schorowana matka. Wprowadza się do wielkiej, ponadtysiącletniej rezydencji, aby towarzyszyć Jacobowi każdego dnia i spróbować obudzić w nim umiejętności, które utracił w wyniku tej wielkiej osobistej tragedii. Na przeszkodzie stoi jej nastawienie samego chłopca, niechcącego nawet rozpocząć jakiejkolwiek współpracy, przekonanego, że z kamienia stanowiącego budulec gmachu słychać głos jego zmarłej matki, który dyktuje mu sposób postępowania. Verena będzie musiała skonfrontować dotychczasowy racjonalny sposób postrzegania świata ze światem, w którym zamknął się Jacob, aby zrozumieć podłoże jego problemów i spróbować go z nich wyciągnąć – jednocześnie nie dając się wciągnąć w wir tego osobliwego szaleństwa.

Miejsce akcji już samo w sobie stanowi rdzeń niepowtarzalnego, gotyckiego klimatu – stary dworek oddalony od jakichkolwiek innych zabudowań, otoczony zalewiskowymi jeziorkami, lasami i skałami; rozłożysty gmach, do którego prowadzi nieuczęszczana przez prawie nikogo żwirowana dróżka, a w bramie wita przybyszów markotny, posępny ogrodnik w szarej koszuli. Twórcy starannie zabrali się za konstrukcję tego małego światka, w którym żyje pogrążony w żałobie Jacob wraz z załamanym ojcem, kontrastując tę malutką, dwuosobową rodzinę z olbrzymią przestrzenią staromodnych pomieszczeń i przygotowujących się na zimę ogrodów, przez co bohaterowie wydają się zagubieni nawet we własnym domu. Piękne, uszyte z wyczuciem kostiumy wskazują na czasy okołowojenne, co perfekcyjnie komponuje się z klasyczną, instrumentalną ścieżką dźwiękową. Swoją drogą, to właśnie soundtrack jest największą siłą filmu i kołem napędowym całego klimatu – odpowiednio wyważony w bardziej refleksyjnych scenach nieco rozluźnia akcję, żeby zagęścić ją stopniowym przyspieszaniem smyczków i narastającą dynamiką. Zakończenie wieńczy jeden z najładniejszych utworów skomponowanych kiedykolwiek przez charyzmatyczną Amy Lee z zespołu Evanescence, klimatyczny i godny wielokrotnego przesłuchania „Speak to me”. To wszystko spinają ładne, szerokie ujęcia architektury i przyrody, na tle której bohaterowie wydają się czasem jedynie ruchliwymi plamami kolorów. Nie da się przez to nie zauważyć ewidentnych nawiązań do klasyków neogotyckiej grozy filmowej – czy to „Innych”, czy „Labiryntu fauna”.

Niestety, kiedy już kamera pokazuje rozmowy między bohaterami, nie spisuje się w pełni poprawnie. Często w nieuzasadniony sposób obcina część postaci, innym razem pozostawia po bokach niepotrzebne, nic nie wnoszące do sceny przestrzenie. Również aktorzy nie prezentują sobą niczego szczególnie zapadającego w pamięć, może z wyjątkiem Martona Csokasa wcielającego się w rolę ojca Jacoba, który rewelacyjnie balansuje na granicy wściekłości i smutku. Najgorzej wypada tutaj główna bohaterka, znana przecież z roli Daenerys Targaryen, nie mogąca sobie ewidentnie poradzić z płynnym przechodzeniem między emocjami i sprawiająca wrażenie zbyt głośnej, a przy tym za mało wyrazistej pod względem charakteru jak na oferowany klimat filmu. Do fabuły wkrada się również kilka iście bzdurnych fabularnych zwrotów akcji, jednak w ostatecznym rozrachunku łatwo przymknąć na nie oko, będąc pod wrażeniem dopieszczonych, silnie symbolicznych scen końcowych.

„Głosy ze ściany” nie jest może burzą akcji, ale z całą pewnością okazuje się potężnym wirem chwytających za serce scen i silnych, znanych każdemu z nas emocji. Zadaje ważne pytanie, na ile przeżywane przez nas wydarzenia są jedynie dziełami bujnej wyobraźni, ile jest w nich rzeczywistości, a ile życzeniowego myślenia. Zmaga się również z trudnym tematem utraty najbliższych, a izolując bohaterów od nadmiaru czynników zewnętrznych, dogłębnie analizuje ich psychiki i sposoby postępowania. Produkcja imponuje wizualnym i akustycznym rozmachem, jednak nieznacznie kuleje pod kątem treści; daje się jednak oglądać z najwyższym zachwytem, pieszcząc pięknym kostiumowym klimatem i mrożąc cieniem cudownych, starodawnych, gotyckich budynków. Jak na pierwszy w swoim dobytku pełnometrażowy dramat z elementami grozy Howell spisał się bardzo dobrze.

Screeny

HO, VOICE FROM THE STONE HO, VOICE FROM THE STONE HO, VOICE FROM THE STONE HO, VOICE FROM THE STONE HO, VOICE FROM THE STONE HO, VOICE FROM THE STONE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ genialna ścieżka dźwiękowa
+ rewelacyjne zdjęcia architektury i natury
+ mroźny, gotycki klimat zamczyska
+ stylistyczne nawiązania do klasyków filmu grozy
+ symbolizm zakończenia

Minusy:

- nie najlepsze zdjęcia postaci
- mało zapadający w pamięć aktorzy
- pojedyncze bzdurne rozwiązania fabularne

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -