Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:31

31

31

ocena:7
Rok prod.:2016
Reżyser:Rob Zombie
Kraj prod.:USA
Obsada:Malcolm McDowell, Sheri Moon Zombie, Torsten Voges, Elizabeth Daily, Jane Carr, Ginger Lynn, Richard Brake, Lew Temple
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Mimo że każdy film Roba Zombie opowiada inną historią, wszystkie są do siebie dość podobne – ich akcja rozgrywa się na prowincji, z dala od miejskich aglomeracji, bohaterami są dziwolągi, odmieńcy, często egzystujący poza nawiasem społeczeństwa, wreszcie reżyser swoimi opowieściami czy przez zawarte w nich koncepty fabularne, czy też przez ogromną dawką przemocy, próbuje nas zaszokować, posiłkując się jednak wypracowanymi przez amerykańskie kino grozy kliszami narracyjnymi. Nie inaczej jest z ostatnim filmem rockmana, zatytułowanym „31”. Zombie i tym razem próbuje nas „zaatakować” bestiariuszem cudaków i dewiantów zasiedlających krwawą groteskę podlaną smoliście czarnym humorem. Znowu także perypetie całej tej menażerii wtłoczone zostają w doskonale znaną miłośnikom horrorów formę slashera/survivalu.

Tym razem Zombie bohaterami swojego filmu uczynił grupę indywiduów tworzących trupę cyrkową. Zdezelowanym busem podróżują od miasteczka do miasteczka, by na zaimprowizowanej scenie dać upust swoim dziwacznym pomysłom. W halloweenową noc 1976 roku zostają napadnięci przez przebranych za clownów bandytów. Jakiś czas później pięcioro z nich budzi się w starej, opuszczonej hali fabrycznej. Ta ma być areną gry – przez osiem godzin bohaterowie muszą bronić się przed uzbrojonymi zbirami, których zadaniem jest w pozbyć się, co ważne - w bardzo okrutny sposób, całej piątki.

Już ze streszczenia wynika, iż fabuła nie należy ani do odkrywczych, ani szczególnie oryginalnych. Jest trochę ze slashera, bo wyposażeni w charakterystyczną dla horrorów broń – maczety, piły motorowe – psychopaci polują na przerażonych bohaterów, a trochę z survivalu, ponieważ ci ostatni muszą sobie radzić ekstremalnych, skrajnie dla nich niebezpiecznych warunkach. W halach fabrycznych zagrożeniem będą dla nich nie tylko uzbrojeni i jak to bywa w slasherach, wszędobylscy, mordercy, ale też sprytnie zamaskowane pułapki, o których bohaterowie nie mają pojęcia.

W tym miejscu wypada powiedzieć najważniejsze – kreując swoją wizję świata przedstawionego, czyli Ameryki z połowy lat 70. XX wieku – Zombiemu nie chodziło ani o targnięcie wrażliwością i emocjami odbiorców, ani też o „sprzedanie” im jakichś istotnych refleksji na temat tamtych czasów. Tak naprawdę również muzykowi nie chodziło o pokazanie dynamicznej i podszytej sporą dawką napięcia historii o krwawym pojedynku przypadkowych ofiar i ich katów. „31” to przede wszystkim odautorska wizja świata zdegenerowanego, dekadenckiego, pełnego przemocy, chorej rozrywki i wyuzdanego seksu. Po wstępie wydaje się nam, iż ferajna cyrkowców to szukający łatwego zarobku degeneraci, których sens życia sprowadza się do seksu, wiecznej zabawy, rzecz jasna w „towarzystwie” alkoholu i narkotyków. Przemierzając amerykańską prowincję bohaterowie co i rusz natrafiają na różnej maści świrów, dziwaków i rednecków. I co ważne, doskonale czują się w ich towarzystwie. Dopiero kiedy zostają napadnięci i wplątani w krwawą rozgrywkę, szybko przekonujemy się, iż w porównaniu z przeciwnikiem – cynicznym, okrutnym i wręcz lubującym się w bestialstwie - członkowie trupy cyrkowej to tylko niegroźni oryginałowie.

Zombie niewątpliwie ma zmysł estetyczny i jego wizja Ameryki nie tylko intryguje, ale też przekonuje konsekwencją w jej kreowaniu. Pustynie, zapyziałe wsie, puste i zaniedbane stacje benzynowe, wreszcie bezkres podrzędnych dróg – wszystko to w ujęciu Davida Daniela (autor zdjęć) może się podobać, a co ważniejsze, oddziałuje na wyobraźnię. Równolegle Zombie tworzy swój oryginalny, choć z wykorzystywanego wielokrotnie instrumentarium, świat horroru, w którym pierwsze skrzypce grają zdezelowane lalki, tandetne, choć na swój sposób straszne maski, budzący grozę klauni, upiorne strachy na wróble oraz groteskowo ucharakteryzowane karły. Właściwe miejsce akcji, czyli fabryczne hale i przylegające do nich kazamaty, udrapowane zostały na piekło, z którego wydostanie się jest tak naprawdę niemożliwe. O przygotowanych na bohaterów pułapkach już pisałem. Ale jeszcze ważniejsza jest stylistyka tego miejsca, jego wygląd i symbolika zapożyczona z satanizmu, faszyzmu i… cyrku. Aktorzy walczyć o życie muszą pośród ołtarzy poświęconych Adolfowi Hitlerowi, w brudnych kiblach upstrzonych pentagramami, a także na arenie cyrkowej będącej jednocześnie świątynią szatana. Wśród ich przeciwników znajdziemy uzbrojonych w piły mechaniczne klaunów, karła o aparycji przywódcy III Rzeszy, wreszcie wymalowanego psychopatę czerpiącego dziką radość z mordowania na pomocą noży sprężynowych, potworne indywidua o jakże wdzięcznych imionach - Sex-head, Death-head, Psycho-head, Doom-head.

I mogłoby się wydawać, iż „31” nie mógł się nie udać, bo i pomysł na film był niezły, i Zombie artystą wielkim może nie jest, ale o horrorach co nieco wie, wreszcie sam świat wykreowany w filmie przykuwa uwagę, zwłaszcza tych, którzy przekaz filmowy czytać potrafią między wierszami. A jednak najnowsza opowieść autora „Bękartów diabła” nie robi takiego wrażania, jak zapewne życzył sobie pan reżyser. „31” to przede wszystkim zabawa kinem grozy, próba nadania nowego stylu wytartym kliszom fabularnym, wreszcie kopalnia odniesień do popkultury, a więc swoista gra z odbiorcą „kto znajdzie więcej cytatów”. Mam wrażanie, że Zombie zrobił film taki, na jakim sam chciałby się bawić. Bo „31” to przede wszystkim zabawa – wypełniona horrorowymi gadżetami, smoliście czarnym, pozbawionym kagańca poprawności politycznej humorem, licznymi one-linerami, dowcipasami, najczęściej sprośnymi. Czy jednak świadomym zabiegiem artystycznym było stworzenie filmu chaotycznego i nieskładnego, w którym nie wszystko musi do siebie pasować? Po co taki – sztuczny i manieryczny – wątek z Malcolmem McDowellem w roli głównej? Dlaczego Zombie sugeruje niewyobrażalne wprost bestialstwo i okrucieństwo oprawców, a w kluczowych momentach rezygnuje z epatowania przemocą, nawet wtedy, kiedy byłoby ono adekwatne?

„31” nie jest złym filmem, ma swoje momenty, które zapadają w pamięć. Zombie warsztatowo rozwija się, nawet gdyby tę historię potraktować jako wariację na temat zawarty w „House of 1000 Corpses”, „31” wygląda jak dzieło profesjonalisty i filmowego majstra, który panuje nad prawie nad każdym aspektem filmowego rzemiosła. Prawie, bo najsłabszym punktem najnowszego filmu Zombiego jest scenariusz, niby prosta historia, i to jest jej siłą, ale niepotrzebnie udziwniona i oblepiona pretensjonalnymi wątkami pozbawionymi treści, za to efektownie wyglądającymi. Przerost formy nad treścią? Trochę tak, choć jak wspomniałem wyżej „31” dobrze się ogląda i czas poświęcony filmowi Roba Zombie nie uważam za stracony.

Screeny

HO, 31 HO, 31 HO, 31 HO, 31 HO, 31 HO, 31 HO, 31

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przestrzenie, w których rozgrywa się akcja
+ detale budujące intrygujący autorski świat
+ dynamika narracji
+ zwroty akcji
+ popkulturowe odniesienia
+ zabawa konwencjami i gatunkowym instrumentarium

Minusy:

- brak konsekwencji w tym, co tak naprawdę Zombie w swoim filmie chciał pokazać i przekazać

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -