Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ALIEN COVENANT

ALIEN COVENANT

Obcy Przymierze

ocena:5
Rok prod.:2017
Reżyser:Ridley Scott
Kraj prod.:Australia / Nowa Zelandia / USA / Wielka Brytania
Obsada:Michael Fassbender, Katherine Waterston , Billy Crudup, Danny McBride, Demián Bichir
Autor recenzji:Mateusz Morawiec
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W 1989 roku, po raz pierwszy dowiedzieliśmy się, że w kosmosie nikt nie usłyszy naszego krzyku. Ridley Scott wyreżyserował film o kreaturze, która na stałe wpisała się w popkulturę i trzeba przyznać, że jest to pozycja genialna. Trzymająca w napięciu, mroczna historia scienece-fiction z przerażającym, od czubka podłużnej głowy po sam koniec ogona, Xenomorphem, ciasnymi, klaustrofobicznymi korytarzami statku Nostromo, powoli, wręcz ślimaczo rozwijającą się akcją, jest arcydziełem samym w sobie. Świetnie pokazuje jak należy straszyć, nie ukazując tak naprawdę samego potwora, gdyż jeżeli pamięć mnie nie myli, przez cały czas trwania filmu, obcy pojawia się na ekranie zaledwie przez kilka minut. Mimo to cały czas czujemy jego obecność. Kreatura spodobała się tak bardzo, że doczekała się, nie licząc Prometeusza, sześciu filmów ze swoim udziałem. I o ile pierwsze trzy jak najbardziej są kawałkiem dobrego horroru sience-fiction, tak "Obcy: Przebudzenie", oraz kolejno dwie części "Alien versus Predator", nie nadawały się specjalnie do niczego, no może poza wyciśnięciem z fanów uniwersum dodatkowych paru zielonych. Dlatego też, czekając na najnowsze dzieło Scotta, ostrożnie podchodziłem do całego kreowanego wokół hype'u i powiem szczerze, podczas seansu patrzyłem na mojego ulubionego przedstawiciela istot pozaziemskich, jakiego wypluła na świat popkultura i zastanawiałem się, dlaczego oni mu to robią.

Po kolei. Fabułę najnowszej części przygód Xenomorpha, można umiejscowić między Prometeuszem a pierwszym Obcym. Statek kolonizacyjny Covenant, lecący na planetę, mająca stanowić nowy dom dla ludzkości zostaje uszkodzony, w wyniku czego ginie kapitan. Jego miejsce zajmuje... no, ktoś inny. Po otrzymaniu niezidentyfikowanego sygnału i konsultacji z załogą, nowy kapitan postanawia zmienić kurs na odkrytą przed chwilą planetę. Reszty łatwo można się domyślić.


Już na tym etapie są pewne zgrzyty. Bo, nie wiem, może się nie znam, ale gdzieś tam w kosmosie, jest planeta, przez wiele lat badana przez ludzi, sondowana, sprawdzona pod kontem warunków do jej zaludnienia. W końcu, po dojściu do wniosku, że tak, można, zostaje zbudowany ogromny statek i tysiące osób w stanie hibernacji zostaje wysłanych by zbudowały nowy dom dla naszej cywilizacji. A tu nagle, ni z tego, ni z owego, grupa idiotów, inaczej ich nazwać nie można, postawia, że sprawdzą sobie inną planetę, bo dostali z niej interesujący sygnał, a komputer w ciągu minuty sprawdził, że będą mogli tam żyć.


Zresztą, w filmie cały czas dzieją się strasznie głupie rzeczy, a bohaterowie zachowują się jak totalni debile. No bo jak inaczej nazwać ludzi, którzy wychodząc ze statku na obcy glob, nawet nie zabierają ze sobą hełmów? Przyjmijmy, że posiadają technologię, umożliwiająca im sprawdzenie składu atmosfery. Jak ma się to do mikroorganizmów, bakterii, wirusów i im podobnych? Zresztą szybko przekonują się, że w sumie szczelne zabezpieczenie się przed ewentualnymi czynnikami zewnętrznymi planety, mogło wcale nie być takim złym pomysłem. Pominę rozdzielanie się, stanowiące niejako synonim głupoty, na stałe zakorzeniony w kinie grozy. Warto też pamiętać, że jeżeli ktoś przed chwilą pokazał nam swoje dziwaczne i upiorne laboratorium, pełne obrzydliwych i powykręcanych, a do tego martwych istot, w tym jednej z naszego własnego gatunku, koniecznie powinniśmy, zgodnie z jego zaleceniami, zajrzeć we wszystkie, nawet najbardziej podejrzanie miejsca. Innymi słowy, załoga sama prosi się o zostanie pożywką, dla czegoś naprawdę paskudnego.


A skoro już jesteśmy przy załodze, nie bez przyczyny wcześniej nie użyłem imienia kapitana, bo tak naprawę większość postaci w tym filmie jest najzwyklejszym w świecie mięsem do rzucenia na żer. Poza kilkoma, które dotrwają do końca filmu, wszyscy są jednobarwni, pozbawieni charakteru na tyle, że podczas seansu nie zapamiętałem imion nawet połowy z nich, za to całkiem mocno kibicowałem kosmitom gdy byli przez załogę ostrzeliwani. Wśród bohaterów pojawia się nawet wątek homoseksualny, jednak po pierwsze, wygląda on na wrzucony na siłę, bo teraz jest tak modnie, po drugie nie wnosi zupełnie niczego interesującego, a po trzecie – naprawdę? Na statku kolonizacyjnym mającym zaludnić nowa planetę?


Pamiętacie Prometeusza i próbę podjęcia przez Scotta filozoficznego tematu pochodzenia naszego gatunku. Interesował was ten wątek? Przykra wiadomość. Najwyraźniej producenci nie podzielali optymizmu reżysera i tak oto, cała cywilizacja konstruktorów zostaje zniszczona w przeciągu jednej krótkiej sceny. Mało? Ocalała z Prometeusza pani doktor umiera, jak to mówią, out of screen. Zostaje za to wprowadzony nowy wątek, również dotyczący tworzenia, tyle że jest on straszliwie nudny i przeciągnięty.


Technicznie film jest nakręcony poprawnie. I tak, sformułowanie to idealnie oddaje pracę operatorów, montażystów i całej ekipy technicznej. Wszystkie sceny są kręcone bardzo bezpiecznie, bez eksperymentowania z montażem, ruchem kamery czy oświetleniem. Film ogląda się przyjemnie, cieszy oko. Wykreowany w całości przez CGI obcy, wygląda naprawdę dobrze i gdy już się pojawia, jak na szanującego się Xenomorpha przystało, robi niezły roz... bajzel.


Gra aktorska jest świetna. Większości postaci, nawet te słabo nakreślone i niewymiarowe, zachowują się w sposób naturalny, mimo iż większość z nich widzimy tylko przez chwilę, da się zauważyć więzi między nimi i łączący ich wspólny cel. Gdyby ktoś poświęcił nieco więcej czasu na dopracowanie i ukazanie bohaterów, zamiast rozważania na temat umiejętności kreacji, myślę, że naprawdę mógłbym im wtedy kibicować. Niestety większość, jak już wspomniałem wcześniej, została przeznaczona do dezintegracji.


No i tutaj dochodzimy do Androidów. Zdecydowanie rola Michaela Fassbendera jest najciekawszym co ma do zaoferowania Covenant. Cały wątek, jest naprawdę ciekawy, gdyby nie był sztucznie przedłużanie go, przez docelowo artystyczne sceny, mówiłbym o nim jako genialnym. Aktorowi udało się zagrać dwie, niemal identyczne postaci, różniące się tak drobnymi detalami, że na pierwszy rzut oka jest to niedostrzegalne, jednak po dłuższym obcowaniu z nimi bez trudu potrafimy je odróżnić. Majstersztyk.


Alien Covenant nie jest w gruncie rzeczy złym filmem, ogląda się go całkiem przyjemnie, mimo wszystkich niedociągnięć i nieścisłości opisanych wcześniej. Tyle, że chyba spodziewałem się czegoś więcej. W filmie zdecydowanie za mało jest Obcego, a za dużo podobnych do tych z Prometeusza, filozoficznych rozważań. Niestety Fassbender, niezła obsada i kilka scen z Xenomorphem, nie uratują tonącej coraz głębiej w bagnie marki, nad czym, jako ogromny fan serii ubolewam. Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na kolejną część, tym razem mając nadzieję, że dostaniemy nieco więcej obcego w „Obcym”.

Screeny

HO, ALIEN COVENANT HO, ALIEN COVENANT HO, ALIEN COVENANT HO, ALIEN COVENANT HO, ALIEN COVENANT HO, ALIEN COVENANT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kreacja Androidów
+ dobrze się go ogląda
+ gra aktorska
+ Xenomorph jest świetny

Minusy:

- błyskawiczna eliminacja bohaterów
- przedłużający się i nudny wątek dotyczący kreacji
- głupota bohaterów!

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -