Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CULT OF CHUCKY

CULT OF CHUCKY

Cult of Chucky

ocena:6
Rok prod.:2017
Reżyser:Don Mancini
Kraj prod.:USA
Obsada: Fiona Dourif, Alex Vincent, Jennifer Tilly
Autor recenzji:Damian Romaniak
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

O filmie „Cult of Chucky” dowiedziałem się z magazynu „Total Film”. Przeczytałem krótką recenzję krytyka filmowego Jamie Grahama. Autor wystawił słabą ocenę (2/5), ale z zasady pisząc omówienia nie sugeruję się innymi opiniami, ucieszyłem się tylko, że powstał nowy film z kultową laleczką i chciałem go jak najszybciej obejrzeć. Dziś w kinach rządzi bezapelacyjnie kukiełka Annabelle z „Obecności” i nasz stary przyjaciel ustąpił jej miejsca, ale na szczęście co kilka lat ulubieniec z lat 80. wraca na wielki ekran (w Polsce nie było i nie będzie premiery kinowej „Cult of Chucky”, ta część ukaże się tylko na DVD i Blu-ray).

Sentyment do filmu „Child's play” (1988) Toma Hollanda mam ogromny, wszak to jeden z tych horrorów, które oglądało się z zapartym tchem w młodych latach. Amerykański reżyser w bardzo umiejętny sposób nawiązał do tradycji slashera i pokazał, że zło czai się tam, gdzie się go w ogóle nie spodziewamy i zachwiał na jakiś czas naszym bezpiecznym dzieciństwem, które zazwyczaj kojarzy się jako kraina sielska oraz anielska. Złowieszcza laleczka, w której zamieszkał duch seryjnego mordercy z jednej strony przerażała, a z drugiej wywoływała salwy śmiechu. Dopisała też obsada: Chris Sarandon (jeden z najbardziej znanych aktorów lat 80.), Brad Dourif (znany z „Lotu nad kukułczym gniazdem” czy „Missisipi w ogniu”, od lat etatowo udziela głosu słynnej laleczce), Catherine Hicks (późniejsza gwiazda serialu „Siódme niebo”) i mały Alex Vincent. Dystans twórców do postaci, jak i całej historii sprawił, że film Hollanda nie ugrzązł w sztywnym schemacie i wyszedł poza ramy klasycznego filmu grozy. Miłośnicy starych VHS-ów zapewne posiadają na półce kasetowe wydanie „Dziecięcej zabawy” (tak powinno brzmieć dokładnie polskie tłumaczenie tytułu) firmowane przez ITI Home Video (film wyszedł pod katalogowym tytułem „Grzeczny chłopczyk”) z klimatyczną, budzącą niepokój okładką. Warto pamiętać, że „Child's play” to film, który był realizowany w Chicago w 1988 roku w trudnym okresie strajku scenarzystów.

Pierwszy film należy do biblioteki wytwórni MGM/UA, natomiast już od drugiej części (powstała w 1990 roku) schedę przejął Universal i stworzyło to poważne problemy, kto ma prawa autorskie do głównej postaci, rozstrzygnięto, że jednak prawa ma druga wytwórnia. W 1991 roku pojawiła się „Laleczka Chucky III”, która w satyryczny sposób przedstawiła instytucję wojska, ale na tle poprzednich części wypadła najsłabiej i widać już było zmęczenie tematem. W 1998 roku Chucky powrócił odświeżony (w klimacie postmodernistycznej zabawy) filmem „Bride of Chucky” Ronny'ego Yu, a sześć lat później powstała „Laleczka Chucky – następne pokolenie” Dona Manciniego, który jest kreatorem tej postaci. Nie powiem, że są to złe filmy, ale jednak więcej w nich czarnej komedii niż samego horroru. Nadzwyczaj dobrze przyjąłem ostatnią część czyli „Curse of Chucky”, gdzie twórcy zgrabnie nawiązali do horrorów o nawiedzonych domach i odwołali się do pierwszej części Toma Hollanda (powróciła postać Andy'ego, ponadto wykorzystano oryginalne fragmenty „Child's play”).

„Curse of Chucky” to najnowsza i już siódma część przygód morderczej lalki, na fotelu reżysera zasiadł ponownie Don Mancini. Tym razem Chucky straszy w szpitalu psychiatrycznym i rzecz klimatem nieco przypomina III część „Koszmaru z ulicy Wiązów” (są do niej zresztą wyraźne odwołania). W mrocznym przybytku mamy dwie schizofreniczki, jednego schizofrenika i jedną dzieciobójczynię oraz – a jakżeby inaczej – demonicznego psychiatrę. Główną ofiarą prześladowaną przez morderczą kukiełkę jest Nica Pierce (w tej roli Fiona Dourif, córka Brada Dourifa), młoda kobieta zostaje przeniesiona z jednego szpitala psychiatrycznego do drugiego o łagodniejszym rygorze. Nie wie jednak, jaki koszmar ją tam czeka. Chucky nocami grasuje po ciemnych korytarzach mrocznego obiektu i w brutalny sposób rozprawia się z chorymi pacjentami. Wkrótce przeznaczenie dopadnie też złowieszczego lekarza, który seksualnie wykorzystuje protagonistkę w czasie terapii.

Nie ukrywam, że motyw szpitala psychiatrycznego i demonicznego lekarza psychiatry jest do cna wyeksploatowany w kinie grozy i punkt wyjścia filmu Manciniego trzeba uznać za wtórny. Jednak ,,Cult of Chucky” jako całość broni się klimatyczną muzyką, bardzo ładnymi zdjęciami oraz efektami specjalnymi (choć widać, że to wszystko zasługa komputerów). Pierwszy kadr filmu przedstawiający nowoczesny wieżowiec na tle ciemnego nieba jest wyraźnym ukłonem w stronę oryginalnego, kinowego plakatu do dzieła Toma Hollanda. Nawiązań do kultowej „jedynki” jest zresztą więcej, co widać w charakterystycznych jazdach kamery, w których widz może patrzeć oczami przygotowującej się do ataku lalki. Twórcy wykorzystują też słynną scenę z „Child's play” przedstawiającą morderstwo opiekunki Andy'ego (kobieta wylatuje z okna wieżowca). Niektóre zdjęcia zaskakują swoją wyrafinowaną estetyką na granicy przerażającego surrealizmu. Scena dekapitacji pacjentki, która leży w białym pokoju, a z górnego okna padają płatki śniegu, robi naprawdę niezwykłe wrażenie. Możemy się tu doszukać nawiązań do azjatyckiego kina grozy, w którym piękno jest połączone z ekstremalnym okrucieństwem.

W filmie Manciniego nie brakuje zresztą scen gore i makabry (są flaki, zmiażdżone głowy i mózgi), które są przeplatane ciętym komizmem. Na przykład Chucky wysłuchując bredni jednej paranoiczki poirytowany wykrzykuje: „Co za cholerne kukułcze gniazdo!”. Pamiętajmy, że te słowa ustami lalki wypowiada aktor, który swój pierwszy sukces zawdzięcza właśnie słynnemu filmowi Miloša Formana. Nasz bohater dokonuje też autoanalizy i stwierdza, że czasami sam się siebie boi, a w rozmowie z bliźniaczą lalką wytyka jej używanie zbyt wyrafinowanego słowa „winniśmy”, które przywołuje w pamięci seryjnego mordercę i erudytę znanego z filmu „Milczenie owiec”. Hannibala Lectera zresztą nieco przypomina psychiatra, na pozór spokojny, kulturalny mężczyzna w średnim wieku, który skrzętnie skrywa swoje patologiczne skłonności.

Wielokrotnie wykorzystywany motyw szpitala psychiatrycznego niejako wymusza na twórcach horroru, aby wprowadzali elementy psychologicznego thrillera. Oglądając film Manciniego możemy zadawać sobie pytanie, kto tu jest naprawdę szalony, czy pacjenci, czy złowieszczy psychiatra, a może twórcy filmu, którzy fundują widzom opowieść o morderczych kukiełkach (nie chcę tworzyć spoilerów, powiem tylko, że w „Cult of Chucky” pojawia się kilka laleczek, także elementów zaskoczenia nie brakuje). Białe korytarze, izolatki automatycznie nadają obrazowi klaustrofobiczny klimat.

Aktorsko ciekawie wypada Fiona Dourif w roli dzielnej heroiny czy inaczej „power girl”. Na początku wydaje się być bezradna, całkowicie zagubiona w meandrach własnej psychiki, a później znajduje w sobie siły i stawia opór złowieszczej kukiełce i lekarzowi. Dość spektakularnie przedstawiono jej przemianę, kiedy ze „strachliwej Niki” staje się „nawiedzoną Niki”. W filmie pojawia się też Jennifer Tilly jako Tiffany, która budzi u mnie bardzo ambiwalentne emocje i nie ukrywam, że czasami mocno mnie ta postać irytuje. Ale z drugiej strony, to dzięki niej wkrada się do serii silny akcent feministyczny. Postać Andy'ego (w tej roli dojrzały Alex Vincent) wydaje się być nie do końca przemyślana w scenariuszu. Pojawia się on zaraz na początku filmu, ma randkę z kobietą, która jednak nie chce się z nim związać, ponieważ ciągnie się za nim mroczna przeszłość. Później bohater zaszywa się samotnie w domu i rozmawia z postrzeloną i zmasakrowaną głową Chuck'ego (jest tu nawiązanie do poprzedniej części, w której lalka została zastrzelona z pistoletu). Sceny dialogu protagonisty ze zmiażdżoną głową lalki wypadają nazbyt groteskowo i komicznie. Jednak najbardziej dziwacznie wypada moment, w którym dzieciobójczyni karmi swoją piersią jedną z laleczek, myśląc, że trzyma w rękach swoje dziecko. To już twórcy ewidentnie przesadzili z komizmem i zadrwili ostro z wizerunku matki.

Pomimo wad ,,Cult of Chucky” uważam za naprawdę dobrą pozycję dla koneserów i fanów serii, którzy w trwającej modzie na „Obecność” i „Annabelle”, nie zapominają o latach 80. i wciąż żywej tradycji „Child's play” Toma Hollanda, w tamtej dekadzie najsłynniejszego mainstremowego filmu o „złej lalce”. Najnowsza produkcja Manciniego nie jest oczywiście ambitnym i nowatorskim kinem grozy, a czystą filmową rozrywka z intertekstualnymi smaczkami.

Screeny

HO, CULT OF CHUCKY HO, CULT OF CHUCKY HO, CULT OF CHUCKY HO, CULT OF CHUCKY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimat, atmosfera
+ muzyka
+ efekty specjalne i sceny gore
+ intertekstualność i w ogóle żywioł postmodernistycznej zabawy
+ zdjęcia
+ cięty komizm

Minusy:

- wtórność
- momentami przesadna groteskowość ocierająca się autoparodię
- postać Andy'ego nie do końca przemyślana
- czy postać grana przez Jennifer Tilly jest aż tak konieczna (może warto zrobić choć jeden odcinek bez niej)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -