Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LEATHERFACE

LEATHERFACE

Leatherface

ocena:6
Rok prod.:2017
Reżyser:Julien Maury/ Alexandre Bustillo
Kraj prod.:USA
Obsada: Sam Strike, Lili Taylor, Stephen Dorff, Vanessa Grasse, James Bloor, Jessica Madsen, Sam Coleman
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Po film „Leatherface” sięgnąłem nie przez bezpośrednie odwołanie się do filmowej legendy, jaką niewątpliwie jest „The Texas Chain Saw Massacre” Tobe’a Hoopera. Nie oczekiwałem też ekstremalnego przeżycia, jakim był niewątpliwe w pierwszej połowie lat 70. seans wspomnianego wyżej klasyka. Nie spodziewałem się także, iż wymyślone przez Hoopera uniwersum, tak później eksploatowane przez twórców sequeli i remake’ów, po tylu latach może być medium, które nie tylko dostarczy nam typowych dla horrorowej fabuły emocji, ale też „między kadrami” przekaże coś interesującego o współczesności. Ciekawy byłem, czy Alexandre Bustillo i Julien Maury, twórcy z Europy, znani z oryginalnego podejścia do kina gatunkowego(„À l'intérieur”, „Livide”), odnajdą się w amerykańskiej rzeczywistości filmowej i odcisną autorskie piętno na świecie, który już tyle razy gościł na ekranach kin i telewizorów.

W „Leatherface” poznajemy historię tytułowego bohatera, ten czas, kiedy piła mechaniczna nie była jeszcze jego atrybutem. Najpierw przenosimy się w lata 50. XX wieku, by poznać środowisko, w jakim dorastał – matkę, rodzeństwo i resztę familii gustującej w niezwyczajnych rozrywkach. Później przenosimy się we właściwy czas akcji, czyli w lata 60., by zobaczyć, cały proces przeistoczenia się Jeda Sawyera w Leatherface’a.

Od strony technicznej i realizacyjnej trudno cokolwiek filmowi Bustillo i Maury’ego zarzucić. Ich wizja Teksasu nie wygląda ani gorzej, ani lepiej od tej zaproponowanej przez Nispela czy Liebesmana. Dzięki doborowi plenerów, konstrukcji planów, detalom scenograficznym, charakteryzacji i innym technikaliom bez najmniejszego zgrzytu twórcom udaje się stworzyć wiarygodny świat teksańskiej prowincji - brudnej, zapuszczonej, z jej mieszkańcami często żyjącemu po swojemu, na granicy prawa. Francuzom początkowo nie spieszy się do tego, by owładnąć percepcją widza dynamiczną akcją i tryskającą zewsząd posoką. Wolą pokazać farmę Sawyerów, jej okolicę, teksańskie pustkowia, wreszcie szpital psychiatryczny, w którym Leatherface spędził dziesięć lat. Kiedy jednak akcja przyspiesza, francuskiemu duetowi bez problemu udaje się ją zdynamizować, a także uatrakcyjnić serią ociekających krwią i okrucieństwem sekwencji. Choćby przez to, dla widzów rozpoczynających swoją przygodę z horrorem albo sięgających po gatunek sporadycznie, „Leatherface” może być ciekawą propozycją.

A co z widzami, którzy z horrorowego pieca niejeden chleb już jedli? Ci na pewno będą zawiedzeni. Profesjonalną oprawę wizualną ma zdecydowana większość amerykańskich filmów grozy. Jeśli chodzi o filmowe bestialstwo, w „Leatherface” jest go niemało, ale z drugiej strony Francuzi ani nie pokazują niczego nowego, nie szokują wyrafinowaniem i ekstremą, nie naruszają żadnego tabu, ani nie wprowadzają kontekstu, który obrazem choćby drobnego skaleczeniem poruszyłby do głębi. Podobnie rzecz się ma z samą historią. Tu widać, iż Bustillo i Maury musieli poruszać się w ściśle określonych ramach, najprawdopodobniej narzuconych przez rzeszę producentów. Twórcy nie nadają jej intrygującej konstrukcji, nie posiłkują się niedomówieniami, od początku do końca czynić wątki przejrzystymi i prostymi. Opowieść niczym nas nie zaskakuje, nie wprowadza także do „mitu” zapoczątkowanego przez Tobe’a Hoopera żadnej istotnej treści, może oprócz tego, że Leatherface zanim „zaprzyjaźnił się” z maską i piłą, był zwykłym chłopcem, może nawet wrażliwym, i przystojnym młodzieńcem, na pewno z ludzkimi odruchami. Jednak to „uczłowieczanie” potwora pozostawia obojętnym. Zabieg bowiem przeprowadzony został na tyle „gładko” i sprawnie, by nie raził topornością, ale też tak sztampowo, że ani nie intryguje, ani nawet nie składnia do refleksji, nie mówić już o przyczynku do dyskusji.

Czy „Leatherface” jest zatem typowym filmowym produktem, pozbawionym autorskiego piętna, a obliczonym od początku do końca na wymierny zysk? Aż tak źle nie jest. Warto przyjrzeć się ujęciom, które przybliżyć nam mają najważniejsze persony dramatu. Ich koncept oparto na opozycji – plan pełny prezentuje ludzi, których wygląd i zachowanie nie wyróżniają się, mieszczą się w jakiejś normie. Na zbliżeniach te same postaci wyglądają inaczej. W gestach, mimice, ruchach, wreszcie reakcjach dostrzegamy zwyrodnienie i amoralność, które co i rusz puszczane ze smyczy przyczyniają się do czyjejś okrutnej śmierci.

W konstrukcji świata przedstawionego, w centrum którego znajduje się rzecz jasna główny bohater, francuscy filmowcy posłużyli się konceptem odwrócenia. Jego fundamentem są instytucje i struktury społeczne na ogół kojarzące się pozytywnie, bo z porządkiem, słusznymi celami i hierarchą wartości. W „Leatherface” wszystko jest na opak. Policjanci niczym nie różnią się od żądnych krwi psychopatów, szpital psychiatryczny przez dobór personelu i metod leczenia to istna wylęgarnia potworów, wreszcie rodzina Sawyerów, niby scementowana silnymi więzami, przypomina bandę degeneratów, którzy nie panują nad swoimi morderczymi instynktami. Tak samo jest z Clarice, jedną z bohaterek – nikt, kto stanie na drodze słodkiej, niewinnej, dużookiej blondynki, nawet nie podejrzewa, że to pozbawiona skrupułów zabójczyni. Wszystko to skreślone jest na wizerunek konserwatywnej Ameryki z pierwszej połowy lat 60. XX wieku, gdzie tylko na pozór ostoja demokracji i cnót wszelakich prezentuje się wzniośle, a przede wszystkim zbożnie i nieskazitelnie. Jak w takim świecie Jed Sawyer mógł się obronić przed przekleństwem Leatherface’a?

„Leatherface” autorstwa Bustillo i Maury’ego nie jest filmem, który obejrzeć trzeba koniecznie. Francuzi zbyt mocno okopali się (lub zostali okopani) w schematach, kliszach i formule, które od lat stosowane są w kinie grozy, zwłaszcza w tym robionym za większe pieniądze. Nic zatem dziwnego, iż bardzo podobny będzie on do tych realizacji zaserwowanych nam przed laty przez Nispela i Liebesmana.

Screeny

HO, LEATHERFACE HO, LEATHERFACE HO, LEATHERFACE HO, LEATHERFACE HO, LEATHERFACE HO, LEATHERFACE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawnie opowiedziana historia
+ chwilami skłania do pomyślunku
+ starannie odtworzone lata 50. i 60. XX wieku
+ jest krwawo
+ miłośnicy Leatherface’a powinni być usatysfakcjonowani

Minusy:

- tak naprawdę film jest jednak odgrzewanym kotletem, próbą wyciśnięcia z legendy „The Texas Chain Saw Massacre” ile się tylko da

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -