Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:A GHOST STORY

A GHOST STORY

A Ghost Story

ocena:8
Rok prod.:2017
Reżyser:David Lowery
Kraj prod.:USA
Obsada:Casey Affleck, Rooney Mara, McColm Cephas Jr., Kenneisha Thompson
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Kinu artystycznemu nigdy nie było po drodze z gatunkami filmowymi. I nic dziwnego, bo to dwa różne żywioły – inaczej mają oddziaływać na widza, co innego mu oferują. Siłą kina gatunków jest jarmarczność, czyli zaspokajanie potrzeby rozrywki i choćby chwilowego oderwania się od szarej często codzienności. Znowu kino artystyczne to przekaz z ambicjami, zarówno jeśli chodzi o formę jak i zawartą w niej treść. David Lowery w filmie „A Ghost Story” postanowił dokonać niemożliwego – wykorzystać, po swojemu rzecz jasna, jedną z najbardziej rozchwytywanych kinie grozy konwencji, by opowiedzieć historię o ludzkich przeżyciach, które przez swą złożoność trudno nazwać, a tym bardziej ująć w słowa dla potrzeb zgrabnej analizy i interpretacji. Z jakim skutkiem reżyserowi udało się połączyć ogień z wodą?

Historia opowiedziana przez Lowery’ego w „A Ghost Story” do skomplikowanych nie należy, bo i jej sedno nie tkwi ani w fabularnych zawiłościach, ani w rozbudowanym świecie przedstawionym. Do niczym niewyróżniającego się domu gdzieś na przedmieściach wprowadza się para młodych choć niezależnych finansowo ludzi. Pewnego dnia on ginie w wypadku samochodowym. Ona nie może sobie poradzić ze stratą kogoś, kto stanowił istotę jej życia. Nie wie, że jej zmaganiom z traumą cały czas przygląda się okutany w białą, powłóczystą szatę duch... ukochanego.

I kiedy wszystko wskazuje, że „A Ghost Story” będzie kolejnym romansem, w którym siła miłości przełamie granicę między życiem a śmiercią, ona wyprowadza się z domu, a on obserwuje jego kolejnych mieszkańców. Gdzie tu horror? Niby jest, bo mamy przecież ducha, próbuje on ingerować w życie kolejnych lokatorów mieszkania, żyjącym znowu ono wydaje się nawiedzone – od czasu do czasu przygasa światło, ze ściany spadnie przedmiot, coś w szafie z chrobotem się poruszy. Ale już wygląd ducha – biała szata z wyciętymi na uczy otworami – informuje, iż to nie jego postać będzie kluczem otwierającym interpretacyjne podwoje historii Lowery’ego. Podczas seansu nie doświadczymy także tego, z czym powszechnie horror jest kojarzony – targania emocjami, szoku wywołanego makabrycznymi ujęciami, zetknięcia się z tematyką, jaką filmowy mainstream omija łukiem. Zatem o czym jest „A Ghost Story” ? Jaki przekaz zawarł w swojej opowieści reżyser? Wreszcie dlaczego Lowery kreując swoje dzieło na kino, trudne, intelektualne, sięgnął po środki formalne zarezerwowane dotąd dla gatunku powszechnie pogardzanego, bo rzekomo schlebiającego niskim gustom?

Jakiś czas temu Steve Rose, dziennikarz The Guardian, w artykule „How post-horror movies are taking over cinema” analizując współczesne kino grozy, ukuł nazwę post-horror dla powstających ostatnio filmów - skromnych, kameralnych, odartych z efekciarstwa, które co prawda korzystają z konstrukcji gatunkowych, ale robią to albo w sposób nowatorski, albo instrumentalny, dla nadania ważkiej treści niecodziennego kontekstu. I tak jak można się spierać z Rosem o nie do końca obiektywne i analityczne podejście do gatunku jako całości, tak ze swoim spostrzeżeniem o twórczym i nieortodoksyjnym podejściu do filmowej grozy trafił w sedno. Bo choćby omawiany tu „A Ghost Story” jest idealnym potwierdzeniem tezy Rose’a – niby horror, bo o duchu i nawiedzonym domu, ale tak naprawdę historia Lowery’a filmem grozy nie jest. Czemu zatem służyć ma wykorzystanie wręcz klasycznych atrybutów gatunkowych?

„A Ghost Story” to opowieść o śmierci, żalu i stracie, ale przede wszystkim o niepogodzeniu się z nagłym odejściem kogoś, kto dla drugiego człowieka stanowił centrum świata i myśli. Co ważne, jej „narratorem” jest duch, uważny obserwator, cierpliwy i spostrzegawczy, ktoś, kto ma mnóstwo czasu. Z perspektywy zmarłego obserwujemy najpierw ukochaną, później innych mieszkańców „jego” domu, wreszcie zmieniającą się wokół niego rzeczywistość. Aby tę narrację uczynić pełniejszą, bardziej ludzką, od czasu do czasu zjawa dzieli się z nami swoimi emocjami i spostrzeżeniami. Ale żeby było ciekawiej, robi to przez działanie, nie przez słowa, gestykulację czy mimikę. W pewnym jednak momencie Lowery zwiększa zakres znaczeniowy swojego filmu. Reżyser głównego bohatera czyni nie tylko świadkiem osobistych, intymnych dramatów, ale także zmian zachodzących we współczesnym, coraz bardziej stechnicyzowanym świecie. Ich niesamowite tempo przeraża nawet... ducha. Dla ludzi zamkniętych w czterech ścianach szklanych drapaczy chmur, poruszających się samochodami, otoczonych zmultiplikowanymi wirtualnymi światami jakakolwiek duchowość przestaje mieć znaczenie. Obywatele świata nie wierzą, ale i nie marzą, w ich życiu wyobraźnia przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Naszego bohatera i jego manifestacje dostrzegają tylko dzieci, jedyne istoty ze zdolnością postrzegania świata przez pryzmat uczuć i emocji. Postęp cywilizacyjny oraz dostępność wszelakich dóbr na wyciągnięcie ręki nie czyni ludzi szczęśliwymi. Wprost przeciwnie, stają się tak samo samotni jak duch, który z nikim nie może podzielić się swoimi myślami i spostrzeżeniami. Bohater „A Ghost Story” będzie więc nie tylko protagonistą, wokół którego zbudowana jest akcja filmu, ale też symbolem egzystencji człowieka, coraz majętniejszego, coraz bardziej zasobniejszego w wiedzę, niby skomunikowanego ze wszystkim i wszystkimi, ale samotnego, a przez to doświadczającego dojmującej, czyniącej go nieszczęśliwym pustki.

David Lowery to twórca, który dopiero zbiera doświadczenie filmowe, nie ma w swoim dorobku dzieła wielkiego, takiego stanowiącego reżyserskie opus magnum, choć „Ain't Them Bodies Saints” czy „Pete's Dragon” tu i ówdzie podobały się i zebrały niemało pozytywnych recenzji. Za to do pracy w „A Ghost Story” udało się zaprosić takich aktorów jak Rooney Mara czy Casey Affleck (to nie pierwsze ich spotkanie na planie), który rok wcześniej za kreację w „Manchester by the Sea” otrzymał Oskara. I tej klasy artysta mógłby już odcinać lukratywne kupony od swego sukcesu, a tu nagle gra w filmie, który kosztuje 100 tys. dolarów. Cała oprawa wizualna jest całkowitym zaprzeczeniem tego, co widujemy w bardzo wielu horrorach zrobionych za duże pieniądze. Film złożony jest z długich, statycznych ujęć. Kompozycja kadru pełni służebną rolę wobec treści, jaka w każdy została wpisana. Nie ma w nich niczego wyszukanego, bo dopiero jako całość zmusić mają wyobraźnię widza do zinterpretowania tego, co za pomocą obrazu chce przekazać reżyser. A mimo prostoty to właśnie warstwa wizualna gra w „A Ghost Story” pierwsze skrzypce. Nie tylko dlatego, że niewiele w nim dialogów, a jeśli przez chwilę jest ich nadmiar to po to, by wypunktować pustosłowie współczesnych „filozofów”. Takie a nie inne obrazowanie, któremu blisko do kontemplacji, ma skłonić widza do refleksji, dać mu czas możliwość na zastanowienie się nie tylko nad tym, co próbuje przekazać film, ale także spróbować umieścić w filmowej przestrzeni siebie.

„A Ghost Story” to bowiem historia stworzona przez prawie czterdziestolatka dla widzów z jego pokolenia, ludzi niestarych, przez oddychanie popkulturą ciągle młodych, ale niewątpliwie z bagażem doświadczeń na barkach i z jakimś tam, choćby trochę ugruntowanym pojęciem na temat tego, co jest ważne w życiu i co robić, by ów sens uchwycić. Ale czterdziestka to wiek, który niesie z sobą także pierwsze poważne kryzysy, załamania i zwątpienia dosłownie we wszystko, co dotąd stanowiło istotę życia. I o tym również opowiada film Lowery’ego, tyle że językiem dostosowanym do adresata, bo czytelnym przez gatunkowe zapożyczenia, oraz pojemnym w treści i znaczenia dzięki oryginalnemu potraktowaniu gatunkowych motywów. To historia do wielokrotnego oglądania nie tylko przez to, że bogata w refleksje, przesłania i konkluzje, a co ważniejsze, przez kontemplacyjny sposób narracji wręcz zmuszająca do własnych interpretacji, ale może przede wszystkim dlatego, iż doskonale łączy dwa rzadko przystające do siebie w sztuce porządki aksjologiczne – kino gatunków, a więc rozrywkę, tu reprezentowane przez pogardzany przez filmoznawców horror, oraz kino artystyczne, czyli tekst kultury niejednoznaczny, z mnóstwem niedopowiedzeń, często trudny w odbiorze, bo garściami czerpiący choćby z filozofii.

Na mnie „A Ghost Story” zrobił duże wrażenie, to film bowiem, który nie daje o sobie łatwo zapomnieć. Ale czy spodoba się komuś, kto woli tradycyjny horror, po którym wiadomo czego się podziewać, tego nie wiem i nawet nie próbuję na siłę komukolwiek go polecać.

Screeny

HO, A GHOST STORY HO, A GHOST STORY HO, A GHOST STORY HO, A GHOST STORY HO, A GHOST STORY HO, A GHOST STORY HO, A GHOST STORY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dalekie od banału kino
+ przesłanie, i to niejedno
+ mało dialogów, mnóstwo treści
+ straszy, ale wizją nas współczesnych posiadających wszystko, prócz empatii i szczęścia
+ spokojne, wyciszone kino, ale pełne emocji

Minusy:

- zdecydowanie nie dla ortodoksyjnego wielbiciela horrorów zrealizowanych według żelaznych schematów fabularnych

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -