Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEMON WIND

DEMON WIND

Demoniczny wiatr

ocena:7
Rok prod.:1990
Reżyser:Charles Philip Moore
Kraj prod.:USA
Obsada:Eric Larson, Lou Diamond Phillips, Jack Vogel, Rufus Norris, Richard Gabai, Stephen Quadros, Sherry Leigh
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Problem ze współczesnymi horrorami, zwłaszcza tymi, na które producenci nie poskąpili funduszy, polega na tym, iż dostosowując się do percepcji współczesnego widza, przede wszystkimi tego młodego, całkowicie pomijają wpływ na wyobraźnię. Przykuwają do ekranu chwytami oraz sztuczkami angażującymi zmysły wzroku i słuchu, ale odzierają z możliwości zadawania pytań. Tworzą paradoks – filmy oddziałujące na emocje przez swą realizacyjną perfekcję i proste scenariusze stają sie z nich coraz bardziej wyprane. Czy kiedyś było lepiej? Przez brak pieniędzy oraz możliwości wykreowania wszystkiego za pomocą komputerów filmowcy zmuszeni byli do twórczego „kombinowania”, jak w sytuacji permanentnego ograniczania stworzyć świat, który zawładnie wyobraźnią widza. Tego typu kino grozy w wielu aspektach filmowego rzemiosła kulało, w niektórych przypadkach nawet mocno, ale ujmowało szczerością, a nade wszystko niezwykłością, a wręcz unikalnością atmosfery. Przykładem horroru dalece niedoskonałego, ale świetnie się oglądającego nawet dzisiaj jest „Demon Wind” Charlesa Philipa Moore’a.

Praca nad scenariuszem „Demonicznego wiatru” do najbardziej wyczerpujących chyba nie należała, bo fabuła filmu Moore’a trudno określić innym mianem jak pretekstowa. Dziesiątka młodych, choć dorosłych już osób udaje się na górskie wygwizdowo, by pomóc swojemu znajomemu zgłębić tajemnice farmy, która przed laty należała do jego rodziny. Tam za sprawą pamiętnika prowadzonego przez babkę głównego bohatera dowiadują się, iż w XIX wieku miejscowy ksiądz „zaprzągł” swoje owieczki do pracy ku chwale księcia ciemności. Od tamtej pory nawiedzone przez miejsce nie wypuszcza nikogo, kto nieopacznie zawędruje na teren przeklętej farmy.

Gdyby wnikliwie, wręcz z zacięciem analitycznym wgryźć się w treść „Demonicznego wiatru”, okazałoby się, że film nie tylko pozbawiony jest sensu, ale właściwie każda interakcja między postaciami, ich motywacje i cele odarte są z jakiegokolwiek prawdopodobieństwa i realizmu. Ale paradoksalnie to właśnie dlatego obraz Moore’a ogląda się z niekłamaną i spontaniczną frajdą. Co jeszcze przyczyniło się do tego, iż „Demon Wind” uchodzi dzisiaj za kultowy?

Moore’owi i spółce od samego początku nie zależało na psychologizowaniu i tworzeniu takich wizerunków bohaterów, które określa się mianem „z krwi i kości”. Ci bowiem w „Demonicznym wietrze” mają tylko dwa zadania – popychanie akcji do przodu i deklamowanie swoich kwestii. I grający u Moore’a aktorzy z tym się zmierzyli, choć zastosowanie sformułowania „kreacje aktorskie” w kontekście ich pracy, będzie sporym nadużyciem. Za to już pierwszymi ujęciami reżyser pokazuje, iż w swojej opowieści nie będzie forsował tempa, za to skupi sie na takim uwydatnieniu elementów świata przedstawionego, by te wręcz omamiły wyobraźnię widza. I przez to wstęp składający się z długiego ujęcia na palące się zwłoki na krzyżu, a później obszerna prezentacja wypełnionego dewocjonaliami domostwa wręcz ustawia odbiór „Demon Wind”.

Najlepiej bowiem u Moore’a wypada to, co oddziaływać ma na emocje widza - co jest specyficzne, dziwne, inne, niespotykane we współczesnym kinie grozy. Wystarczy bowiem osadzić akcję na pustkowiu, pośród ruin jakiegoś budynku, ale wcześniej otoczyć tę przestrzeń aurą tajemnic, zagadek i niedopowiedzeń, by nawet niespecjalnie intrygujące miejsce z punktu widzenia dzisiejszego odbiorcy horroru uczynić niezwykłym. Podobnie rzecz się ma ze wszystkim, co w kinie fantastycznym określa się mianem efektów specjalnych. Te tworzone kiedyś, może dalekie od perfekcji, gdzieś czasami ze szwami na wierzchu, przez to jednak, że prawdziwe robią większe wrażenie od tych może i zrobionych profesjonalnie, ale zbyt perfekcyjnych, by przekonały swą wiarygodnością. Warto przyjrzeć się w „Demon Wind” charakteryzacji monstrów, pomysłom na nie, efektom gore oraz sposobom odrealnienia filmowej rzeczywistości – wszystko to u Moore’a fascynuje, przykuwa uwagę i cieszy tak, jak potrafią bawić najlepsze horrory klasy B. Mimo że akcja toczy się jednotorowo, od jednego wiejącego grozą wydarzenia do drugiego, a reżyser nie próbuje „przegonić” nas przez film, opowieść przez cały czas trzyma tempo i nie nuży, nawet biorąc pod uwagę to, że nie brakuje w niej tzw. wypełniaczy. Tymi są przede wszystkim dialogi, które w duecie z grą aktorską rodem z telenowel, chwilami bawią, kiedy indziej wpędzają w zażenowanie, ale na tym także polega urok produkcji podobnych do „Demon Wind”.

Podejrzewam, że widza młodszego, wychowanego na „Piłach”, do filmu Moore’a nie przekonam, bo dla niego będzie zbyt wolny, za mało brutalny i „paździerzowy” w warstwie wizualnej. „Demoniczny wiatr” na pewno docenią kinomani lubujący się w starszych produkcjach, umiejący dostrzec czar niskobudżetowych horrorów z lat 80. XX wieku.

Screeny

HO, DEMON WIND HO, DEMON WIND HO, DEMON WIND HO, DEMON WIND HO, DEMON WIND HO, DEMON WIND HO, DEMON WIND HO, DEMON WIND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ typowy oldschool klasy B
+ urzekający prostotą, naiwnością, ale też i pełny niedopowiedzeń scenariusz
+ niesamowita atmosfera i gęsty od niezwykłości klimat
+ kreacje monstrów
+ efekty gore

Minusy:

- w tego typu produkcjach nie ma sensu wymieniać minusów, bo z perspektywy czasu te „uchybienia” wpływają na urok filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -