Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RAVENOUS, THE a.k.a Les Affamés

RAVENOUS, THE a.k.a Les Affamés

The Ravenous

ocena:7
Rok prod.:2017
Reżyser:Robin Aubert
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Marc-André Grondin, Monia Chokri, Micheline Lanctôt, Brigitte Poupart, Charlotte St-Martin
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Mogłoby się wydawać, iż w temacie zombie oraz procesu powstawania tychże monstrów kino przez ostatnich kilka dekad wypowiedziało się aż nazbyt obficie. Nawet w „The Walking Dead”, serialu-kompendium zawierającym wszystkie najważniejsze motywy i wątki charakterystyczne dla zombie movie, ostatnimi czasy więcej miejsca poświęca się bestii tkwiącej w człowieku i wynikających z tego perturbacji, niż hordom nieumarłych topiących w posoce rodzaj ludzki. Okazuje się jednak, iż filmowcy nie spoczywają na laurach i nawet w tak zgranych konceptach fabularnych jak apokalipsa zombie znajdują coś, co swą świeżością i niespotykaną perspektywą przykuwa uwagę obeznanego w kinie grozy widza. Przykładem takiego filmu jest kanadyjski „The Ravenous” Robina Auberta.

Rzeczony film jest historią kilkorga ludzi, którzy zmierzyć muszą się z apokalipsą spełnioną, światem opanowanym przez krwiożercze, poruszające się w hordach monstra, przez swą szybkość i sprawność niezwykle skuteczne w zabijaniu. Bohaterowie, tak jak i my, nie wiedzą, co przyczyniło się do przemiany ludzi w bestie. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że muszą unikać ugryzień, bo ich konsekwencją jest utraca świadomości i przeistoczenie w potwora.

Aubert nie wprowadza nas w akcję, obywa się bez wstępów informujących o świecie przedstawionym, nie serwuje genezy zaistniałej sytuacji. Od razu rzuca odbiorcę w starcie między resztkami ocalaj ludzkości a zgrajami potrafiących komunikować się monstrów. Początkowo skupia się na pojedynczych osobach, z których każda tylko ucieka, bo nie potrafi odnaleźć się w nowej zdominowanej przez chaos i bestialstwo rzeczywistości. Tym bardziej, iż protagoniści radzić sobie także muszą z osobistą tragedią, bo nieznana epidemia lub jej skutki, czyli legion krwiożerczych potworów, pozbawiły życia ich rodziny. Takiej prezentacji filmowego świata przedstawionego podporządkowana jest konstrukcja filmu. Początkowo akcja rozgrywa się wielotorowo – równolegle śledzimy losy osamotnionych bohaterów. Nie po to, by zaznajomić się z przeszłością każdego, ale by przez zachowanie „tu i teraz” pokazać nam ich zagubienie. Z czasem, w bardzo naturalny, pomysłowy i niewymuszony sposób, ich ścieżki przecinają się, to znowu motywuje wszystkich po podjęcia jakichkolwiek przedsięwzięć o charakterze wspólnotowym.

Czym film Robina Auberta różni się od innych o podobnej tematyce, choćby od najpopularniejszego ostatnio „The Walking Dead”? Przede wszystkim przez sposób, w jaki prezentowana jest apokalipsa. Reżyserowi udała się rzecz niezwykła, mianowicie zachowanie równowagi między budowaniem wizerunku bohaterów, prezentacją ich zachowań i interakcji, a sposobem narracji, czyli w przypadku kina zahaczającego o zombie movie, dynamicznym, pełnym emocji, brutalności i efektów gore. Ów balans sprawił, iż przekaz nie tylko przykuwa uwagę swoją odmiennością, choć żeby było jasne, na pewno nie oryginalnością, ale także wiarygodnością pokazywanych na ekranie sytuacji i wydarzeń. Akcja „The Ravenous” rozgrywa się gdzieś na głębokiej prowincji, pośród lasów, wsi i farm, z dala od największych skupisk zainfekowanych ludzi. Mimo tego bohaterowie nie są zdolni do tego, by otrząsnąć się z chaosu, rozmiarów apokalipsy, a także z osobistych traum i zacząć budować nowe struktury społeczne. Oni przede wszystkim się boją, nic więc dziwnego, iż przez cały film uciekają, a walkę z potworami taktują jako ostateczność. Wśród nich nie ma charyzmatycznych liderów z wizją, którą mogą zainspirować pozostałych. Choćby dlatego film Auberta zamiast emocjonować nie do końca wiarygodną histerią z powodu śmierci kolejnych bohaterów, bardziej porusza chłodną reakcją grupy na śmierć któregoś z kompanów. Ich poczynania bowiem jak i osobiste przemyślenia zdeterminowane są przez zamęt wynikający z zawalania się tego wszystkiego, co dotąd stanowiło fundament każdego człowieka.

Inaczej też niż choćby u Romero i jego epigonów nakreślony został wizerunek monstrów. Autorzy filmu ani nas, ani bohaterów filmu nie informują o genezie apokalipsy. Nie wiadomo co za wirus ją wywołał i w jaki sposób dochodzi do infekcji (poza ugryzieniem, o czym ocalali z hekatomby wiedzą). Po zarażonych nie widać rozkładu, więc nie wyglądają niczym zombie utrwalone przez popkulturę. Poruszają się niezwykłą szybkością, atakują stadnie, potrafią w jakiś sposób się porozumiewać. Co więcej, nie zatracili do szczętu pamięci o tym, co robili wcześniej. Niektóre z istot „żerują” niedaleko miejsc, w których żyli. Wreszcie, co najbardziej zagadkowe, stadnie „kontemplują” instalacje z rzeczy, którymi posługiwali się przed przemianą. Podejrzewam, iż na pewno i w tym elemencie filmowego świata przedstawionego reżyser chciał pokazać coś, czego jeszcze w kinie grozy nie widzieliśmy – żądnego krwi potwora, w którym jednak coś, zagadkowego i tajemniczego, z człowieka zostało. Możemy to rzecz jasna potraktować jako fabularne novum, ale jeśli pomysłowi przyjrzeć się uważniej, dostrzec można coś, co w swoich filmach próbował przemycić Romera, a później jego co bardziej ambitni naśladowcy – zombie jako alegorię, u Auberta istoty enigmatycznej i pełnej paradoksów, bestii, która jak się okazuje tkwi w każdym człowieku, kogoś kto nigdy nie wyzbędzie się człowieczeństwa, nawet jeśli ono skrywa się za enigmatycznymi i trudnymi do jednoznacznego zdefiniowania motywacjami.

Twórcom „The Ravenous” nigdzie sie nie spieszy, nie gonią z akcją, nie wplatają na siłę między kolejnymi galopadami scen zażerania się potworów „ludziną”, nie każą bohaterom co i rusz taplać się w krwi i wnętrznościach. „Mięsnych” ujęć co prawda nie brakuje, ale Aubertowi chodziło przede wszystkim o pokazanie ludzi, którzy muszą odnaleźć się w nowej, naznaczonej kataklizmem rzeczywistości. Ci, w przeciwieństwie do ocalałych z innych filmów o apokalipsie zombie, nie potrafią zorganizować się i stawić czoła hordom potworów. Reżyser nie szczędzi czasu i miejsca, by pokazać ich strach, rozterki, a przede wszystkim brak pomysłu na to, co robić dalej. Rozmiar katastrofy bowiem przerasta ich, paraliżuje i czyni z bohaterów zwierzęta miotające się w matni.

Podejrzewam, że wielu widzom będzie ciężko przestawić się z wielkich, tworzonych za duże pieniądze widowisk na to, co proponuje Robin Aubert, czyli „małą apokalipsę”, zapędzonych w kozi róg kilkoro ludzi gdzieś z dala od cywilizacji, na totalnym wygwizdowie. Wszystko tu jest ascetyczne, na pozór niedopracowane, szorstkie i chropowate. Ale taki miał być pomysł na film i reżyser od początku do końca konsekwentnie realizuje swoją wizję. I kogoś, o ile da „The Ravenous” szansę, powinna przekonać przede wszystkim swoją wiarygodnością. A to najważniejsza rzecz, by film na dłużej pozostał w pamięci.

Screeny

HO, RAVENOUS, THE a.k.a Les Affamés HO, RAVENOUS, THE a.k.a Les Affamés HO, RAVENOUS, THE a.k.a Les Affamés HO, RAVENOUS, THE a.k.a Les Affamés HO, RAVENOUS, THE a.k.a Les Affamés HO, RAVENOUS, THE a.k.a Les Affamés

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ równowaga między krwawymi wizualiami a pogłębionym rysem psychologicznym bohaterów
+ harmonia między niebanalną treścią a efektami gore
+ przykuwa uwagę trochę innym podejściem do tematu apokalipsy zombie
+ nie brakuje dramatyzmu
+ pomysł osadzenia akcji na prowincji

Minusy:

- z aktorów można było wycisnąć bardziej przemawiające do wyobraźni kreacje

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -