Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RITUAL, THE

RITUAL, THE

Rytuał

ocena:6
Rok prod.:2017
Reżyser:David Bruckner
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Rafe Spall, Rob James-Collier, Sam Troughton, Arsher Ali, Kerri McLean
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Zakrawa to na paradoks, ale im więcej wiemy o otaczającym nas świecie, im bardziej go zdobywamy i „cywilizujemy”, tym mniej go rozumiemy, a przez to w pozostałościach jego naturalnej, niedotkniętej jeszcze degradacją części czujemy się nieswojo. Wirtualną, od początku do końca zbudowaną na iluzji rzeczywistość uznajemy najbliższą nam, bo ciekawa, intrygująca i podobno inspirująca, zaś naturę postrzegamy coraz częściej jak wroga albo w najlepszym wypadku bardzo wymagającego przeciwnika, od którego najlepiej trzymać się z daleka. Echa tych lęków i uprzedzeń pobrzmiewają w wielu horrorach, których sedno fabuły zasadza się na zderzeniu natury i cywilizacji, żywiołu i człowieka. Jednym z takich filmów jest „The Ritual” Davida Brucknera.

Czterech panów, takich kumpli od zawsze, znających się niczym łyse konie, postanawia spędzić kilka dni pośród odludnych wzgórz w północnej Szwecji. Na skutek wypadku jednego z uczestników eskapady, bohaterowie postanawiają zejść ze szlaku i na skróty, przez lasy, dostać się do wynajętego wcześniej domu. Szybko jednak gubią drogę, a co gorsza, z każdym przebytym kilometrem utwierdzają się w przekonaniu, iż ktoś lub coś śledzi ich i obserwuje.

Nowatorsko, oryginalnie i odkrywczo nie jest, jak można się domyślić już choćby z powyższego streszczenia, ani jeśli chodzi o treść, ani w kontekście formy, po jaką sięgnięto, by opowiedzieć widzowi historię czterech zagubionych w leśnych ostępach mężczyzn. Ale chyba nie o to chodziło decydentom z Netflixa, by zainwestować pieniądze w może i daleką od sztampy produkcję, ale niszową, trudną w odbiorze, po którą sięgnie garstka widzów. W „The Ritual” sedno filmowej intrygi zasadza się na tajemnicy – doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że na bohaterów w lasach coś lub ktoś będzie polować, ale żeby poznać oprawcę, dotrwać musimy niemalże do końca seansu. Taki zabieg rzecz jasna nie tylko buduje napięcie, ale też i przykuwa do ekranu, bo co i rusz zastanawiamy się, jakiej proweniencji jest podążające krok w krok za wędrowcami monstrum. Szkoda, że w tym momencie, kiedy poddanym ekstremalnej presji bohaterom puszczają moralne hamulce, nie zadbano o to, aby bez zbędnego psychologizowania w ciekawy sposób pogłębić ich wachlarz zachowań, choćby przez uwarunkowania charakterologiczne albo wydarzeniami z przeszłości. Nie wiedzieć czemu, w taki sposób „rozpisano” tylko głównego bohatera, ale i tak bez zapadającego w pamięć konceptu, bo z „wnętrzem” rozbudowanym o wyrzuty sumienia z powodu jednego niefortunnego uczynku.

Drugim elementem filmowej konstrukcji, który zwraca na siebie uwagę i każe rozpatrywać historię Davida Brucknera w innych kategoriach niż „bezbarwny i nijaki”, to fascynująca wizja przyrody, w oczach odbiorcy skandynawskiej, choć zrealizowana pośród wzgórz i lasów Rumunii. Zdjęcia Andrew Shulkinda robią wrażenie, bo nie tylko ukazują surowe piękno, dzikość i pierwotność natury, niemalże nieskalanej dotykiem człowieka, ale także budują znaczenia i konteksty czyniące miejsce akcji kolejnym bohaterem, równorzędnym dla ludzkich protagonistów. Odludne góry i lasy mają fascynować i przejmować swoją nietuzinkową a także ponadczasową urodą, ale i budzić lęk tym, jak doskonale kamuflować zagrożenia czyhające na nieobeznanego z naturą człowieka. Bo film Brucknera to także, a może przede wszystkim, opowieść o starciu istoty ludzkiej, reprezentanta kultury i cywilizacji, a więc czegoś sztucznego, ze światem przyrody, uniwersum od początku do końca determinowanego przez prawa natury. Reżyser kreuje go, szczególnie wybrzmiewa to w ostatnich partiach filmu, jako swoisty mikrokosmos rządzący się własnymi regułami i zasadami, do którego nie zawsze pasuje, na co dzień stosowany przez nas, podział na dobro i zło. W pewnym momencie główny bohater, niczym Homerycki Odyseusz, otrzymuje propozycję nieśmiertelności, pod warunkiem jednak, iż bezwzględnie i na zawsze podporządkuje się okrutnym prawom nadającym kształt miejscu, w którym przyjdzie mu żyć. Musi więc dokonać wyboru między światem, w którym dotąd żył, a naturą z jej chaosem, dzikością, która pozwala przeżyć, może dać od siebie coś, czego nigdy nie zaoferuje cywilizacja, o ile człowiek się do tego przystosuje.

Film zdecydowanie traci na artystycznej wartości, kiedy Brucknerowi pod koniec przychodzi do wyjaśniania wszystkich meandrów fabuły. Po raz pierwszy w pełnej krasie pokazany nam zostaje przemykający dotąd między drzewami czarny charakter. Poznajemy także tajemnicę znaków, symboli i totemów, na które podczas eskapady co jakiś czas natrafiali bohaterowie. Dowiadujemy się, dlaczego las, w który zapuścili się mężczyźni, jest tak bardzo odludny. I tak jak kreacja antagonisty bohaterów może się podobać, bo z podobną postacią w kinie grozy nie mieliśmy do czynienia, tak religijna otoczka zbudowana wokół niego razi banałem i znaczeniową naskórkowością. O czymś, co funkcjonowało od dziesiątek, a najprawdopodobniej od setek lat, dowiadujemy się raptem z jednej czy dwóch niespecjalnie długich wypowiedzi. A przecież po to w filmie mnoży się niejasności, zwodzi się widza, kreuje aurę tajemniczości, by w finale zaskoczyć go niebanalnym pomysłem na rozwikłanie całej intrygi. Twórcy „The Ritual” postanowili zakończyć swą opowieść z efektownie, choć banalnie – zdynamizowaną akcją, na którą składają się galopada pośród drzew i pojedynek.

Nie znam literackiego pierwowzoru, o jaki oparł się Bruckner, dlatego nie będę zgadywał, jak znaczeniowe akcenty porozkładał twórca powieści. Ale filmowa fabuła na pewne miała potencjał co najmniej na miarę „The Witch” Roberta Eggersa. Konwencja „survival film” mogła uczynić historię ekscytującą, zaś przeciwstawienie sobie świata wierzeń sprzed wieków oraz nowoczesności to ciągle niewyczerpane źródło ciekawych myśli, spostrzeżeń, kontekstów dotyczących nie tylko kondycji moralnej i intelektualnej człowieka, ale też pogłębiających treść fabuły ewokacji do religii czy filozofii. Szkoda, że z tego wszystkiego Bruckner zrezygnował i pewnie dlatego „The Ritual” sprawdza się jedynie jako niezbyt wysokich lotów rozrywka, o której zapomina się zaraz po seansie.

Screeny

HO, RITUAL, THE HO, RITUAL, THE HO, RITUAL, THE HO, RITUAL, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pierwsza połowa filmu
+ aura tajemniczości
+ miejsce akcji
+ potwór
+ chwilami czuć emocje i napięcie

Minusy:

- druga połowa filmu i finał
- nijacy bohaterowie
- miałki i pozbawiony intrygujących treści scenariusz

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -