Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi

LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi

Landmine Goes Click

ocena:7
Rok prod.:2015
Reżyser:Levan Bakhia
Kraj prod.:Gruzja
Obsada:Sterling Knight, Spencer Locke, Kote Tolordava, Dean Geyer, Nana Kiknadze, Giorgi Tsaava
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Horror przez kinomanów uwielbiany jest choćby przez to, że dzięki odwadze twórców lubi zapuszczać w tematyczne rejony, które dla filmowego mainstreamu są zbyt kontrowersyjne i szokujące. Co prawda zdecydowana większość kinowej makabry nie grzeszy intelektualnym wyrafinowaniem, niemało jest jednak filmów, w których emocjonalny wstrząs idzie w parze z głębszą refleksją. Na pozór historie opatrzone etykietą „rape and revenge” epatują brutalnością i okrucieństwem. Jakby tego było mało, często prezentują bohaterów przez pryzmat ich zwierzęcych instynktów, zwalniających z jakichkolwiek moralnych hamulców, wyzwalających najbardziej odrażające zachowania. Ofiarą najczęściej jest kobieta, najpierw gwałcona i do szczętu odzierana z człowieczeństwa, później, by w swych oczach nie stracić resztek godności, mszcząca się na swych oprawcach. Gdzie w tym schemacie fabularnym jakaś uniwersalna myśl? Ano do dzisiaj nawet w najbardziej cywilizowanych społeczeństwach szacunek wobec kobiet wcale nie jest oczywistością. Ciągle także mimo wysiłków najróżniejszej maści speców od „wzmożeń moralnych” słyszymy lub stykamy się z przemocą, okrucieństwem, gwałtem. Nurt „rape and revenge” pozwala nam więc, co prawda tylko z perspektywy kinowego fotela, spróbować opowiedzieć na pytanie – co ja zrobiłbym/zrobiłabym na miejscu ofiar? A to, że w „rape and revenge” pomysł na pokrzywdzonych wcale nie musi być oczywisty, udowadnia Gruzin, Levan Bakhia, w filmie „Landmine Goes Click”.

Przez to, że główna idea filmu opiera się na reinterpretacji schemat fabularnego „rape and revenge”, zbrodnią byłoby streszczenie nawet ogólnego zarysu akcji. Nadmienię tylko, że „Landmine Goes Click” to historia trojga młodych Amerykanów, którzy postanawiają aktywnie spędzić trochę czasu pośród niezwykle urokliwych gruzińskich wyżyn. Na miejscu okazuje się, że będą musieli stawić czoła nie tylko tubylcom, animozjom wobec siebie, ale też… pozostałościom po militarnym konflikcie między Gruzją a mającą ciągle mocarstwowe ambicje Rosją.

Już samo tło po części społeczne, po części geopolityczne sprawia, iż opowieść od pierwszych minut przykuwa do ekranu. Gdzieś bowiem przeczuwamy, iż zagraniczni turyści skonfliktują się z miejscowymi, a że przyjezdni na rozrabiaków nie wyglądają, podział na katów i ofiary wydaje się oczywisty. Podobnie rzecz się ma z pokłosiem wojny gruzińsko-rosyjskiej. Kontekst militarny został wprowadzony po to, by świat przedstawiony filmu uczynić bardziej złożonym i sprawić, by więcej czynników wpływało na gradację napięcia. Ale to są tylko drobiazgi porozrzucane tu i ówdzie, aby mylić tropy i zaprząc wyobraźnię widza to bardziej wytężonej pracy.

Levan Bakhia odrobił pracę domową i przystępując do realizacji „Landmine Goes Click” dokładnie zapoznał się z kanonem „rape and revenge”. Ale zrobił to tylko po to, by żelazny wydawałoby się schemat fabularny wywrócić na nice. Począwszy od pierwszych ujęć bawi się bowiem oczekiwaniami odbiorcy, nieustannie mu sugerując jakieś treści, dając coś do zrozumienia, zapraszając do intertekstualnej gry, by zaraz później pokazać, że na nic interpretacyjny wysiłek, bo reżyser postanowił opowiedzieć historię wbrew wszelakim antycypacjom. Już początek opowieści bardziej przypomina wstęp do „survival film” niż do „rape and revenge”. Później co prawda mamy scenę gwałtu – mocną i nieprzyjemną – ale jej uczestnikami nie do końca są te postacie, o których wcześniej myśleliśmy. Podobnie rzecz się ma z drugą częścią filmu, a więc z tą, której motywem przewodnim jest zemsta. Jak wiemy z historii kina, to ofiara najczęściej w wymyślny i ociekający okrucieństwem sposób mści sie na swym oprawcy. U Levana Bakhii ofiara rzeczywiście bierze odwet na dręczycielu, ale zaskoczeniem jest nie tylko to, kto występuje w roli poszkodowane, ale przede wszystkim postać „czarnego charakteru” – jego tożsamość, życie codzienne i to, jakim naprawdę jest człowiekiem.

Po co ta gra z konwencją oraz zabawa oczekiwaniami i interpretacyjnymi przypuszczeniami widza? Na pewno, by uczynić opowieść ciekawszą, nieprzewidywalną i bardziej emocjonującą. Nietuzinkowe rozwiązania fabularne i zaskakujące, acz wiarygodne, zwroty akcji tylko podnoszą wartość filmowej opowieści. Ale gruzińskiemu reżyserowi chodziło też o coś innego, o uczynienie ze swojej historii paraboli, uniwersalnej i aktualnej pod każdą szerokością geograficzną, ukazującej sposób funkcjonowania człowieka, kiedy choćby na chwilę bez ponoszenia konsekwencji może postępować bez oglądania się na moralność, etykę i normy na ich fundamencie powstałe. Tak dzieje się podczas konfliktów zbrojnych. Przestaje wtedy obowiązywać tradycyjny podział na dobro i zło, wielu ulega pokusie, by ugrać na tym jak najwięcej, w innych znowu uwalnia się bestia, która karmi się bólem i cierpieniem drugiego człowieka. Z czymś takim mamy do czynienia w „Landmine Goes Click”. Kierując się różnymi motywacjami, bohaterowie gruzińskie pustkowia postanawiają uczynić przestrzenią, która ukryć ma ich czyny, a tym samym uwolnić z odpowiedzialności za to, co zrobili.

Czego brakuje gruzińskiemu filmowi, by z otwartą przyłbicą stanąć w szranki z najlepszymi produkcjami amerykańskimi? „Rape and revenge” ma zmusić widza do refleksji nad moralną kondycją człowieka, pokazać jak czasami nikła jest granica między człowieczeństwem z całym zapleczem etyczno-moralnym, a tkwiącą w nas bestią, której nieobce są przemoc i agresja. Z drugiej jednak strony w tego rodzaju filmach, zgłębiających meandry ludzkiej natury muszą towarzyszyć dynamika i napięcie. Wszak „rape and revenge” oglądamy przede wszystkim dla mocnego przeżycia, konkretnych, często skrajnych emocji. Z tym u Levana Bakhii jest różnie. Na początku jest nieźle i można powiedzieć, iż tak jak być powinno, wszystko zaczyna się od trzęsienia ziemi. Są zaskoczenia, szczypta czarnego humoru, wreszcie niemało przemocy. W środkowej części film jest bardzo przegadany. Jakby gruziński reżyser chciał nam na siłę wszystko wyjaśnić – kim są bohaterowie, co robią i dlaczego tak czynią, a nie inaczej. W finale – rozbudowanym, zaskakującym – a jakże by inaczej, znowu jest zdecydowanie i brutalnie. Bakhia, podobnie jak w całym filmie, i tu postawił na realizacyjny minimalizm. Nie ma tu specjalnie skrojonej scenografii, niesamowitych jazd kamery czy dziwnego, budującego konteksty montażu. Dzięki temu wszystkie sytuacje wyglądają na autentyczne i wiarygodne. Siłą rzeczy jest w tym także napięcie, bo wziąwszy pod uwagę wcześniejsze igranie z oczekiwaniami widza, nie wiemy, jak reżyser zakończy całą historię i jakimi zwrotami akcji nas uraczy.

Może ktoś, kto oczekiwał naprawdę ekstremalnych wrażeń seansem „Landmine Goes Click” będzie nieusatysfakcjonowany. Widzom z otwartą głową, oglądającym film uważnie i analitycznie historia Levana Bakhii spodoba się. Bo są i emocje, a i scenariusz wydaja się naprawdę przemyślany, a nade wszystko pozbawiony niepotrzebnych absurdów i skrywających brak inwencji uproszczeń.

Screeny

HO, LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi HO, LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi HO, LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi HO, LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi HO, LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi HO, LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi HO, LANDMINE GOES CLICK a.k.a Nagmi

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zaskakujący
+ naprawdę dobry scenariusz
+ akcja wciąga od początku aż do końca
+ angażuje emocjonalnie
+ świetny finał
+ chwilami jest brutalnie
+ postawienie na minimalizm i ascetyzm w budowaniu świata przedstawionego filmu

Minusy:

- jest za długi
- w środkowej części przegadany

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -