Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HELLRAISER: JUDGMENT

HELLRAISER: JUDGMENT

Hellraiser: Judgment

ocena:3
Rok prod.:2018
Reżyser:Gary J. Tunnicliffe
Kraj prod.:USA
Obsada:Damon Carney, Randy Wayne, Alexandra Harris, Heather Langenkamp, Paul T. Taylor
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Cenobici powrócili! Tym razem za sprawą filmu „Hellraiser: Judgment” autorstwa Gary’ego J. Tunnicliffe. Sam jestem fanem twórczości Clive’a Barkera, w tym jego „Powrotu z piekła”, a także dwóch pierwszych filmów z Pinheadem. Za każdym więc razem, kiedy zapowiadana jest premiera kolejnego filmu z Cenobitami, tli sie we mnie nadzieja, iż może tym właśnie razem zobaczę wreszcie film, który wbije się w pamięć tak mocno, jak ten z 1987 roku. Za każdym jednak razem seansowi towarzyszy rozczarowanie, raz mniejsze raz większe, a to ze względu na poziom realizacyjny, jeszcze częściej przez urągające inteligencji i rozumowi koncepty fabularne. Nie inaczej jest z „Hellraiser: Judgment” – na początek da się jeszcze patrzeć, ale im dalej, tym mimowolnie coraz głośniej zgrzyta się zębami.

Przez jakiś czas akcja biegnie dwutorowo, by w pewnym momencie połączyć się w jedną, co i rusz uzupełniającą się opowieść. Z jednej strony mamy Cenobitów, którzy zapraszają do siebie różnej maści zwyrodnialców, by sycić się ich zbrodniami i rzecz jasna „nagradzać” torturami i cierpieniem. Z drugiej zaś obserwujemy poczynania trojga policjantów, którzy tropią nieuchwytnego psychopatę odpowiedzialnego za serię wyjątkowo ohydnych morderstw.

Pierwsze ujęcia i sceny jeszcze dają nadzieję, że „Hellraiser: Judgment” nie będzie typowym filmowym szrotem. Realizacyjny minimalizm nieźle współgra z brudem i obskurnością miejsca, w którym Pinhead i czereda Cenobitów znęcają się nad obleśnymi oprychami. Tortury są krwawe, postacie nieźle pomyślane i wykonane, kamera nie umyka przed obrazami okrucieństwa. Przypomina to klasyczne kino klasy B, które połechtać ma gusta tych widzów, którzy lubują się taniej, za to odważnej filmowej makabrze. Podobać mogą się także Cenobici z Pinheadem na czele. Ten w interpretacji Paula T. Taylora nie ma tyle charyzmy co monstrum Doug Bradley, ale nieźle przygotowane charakteryzacja i kostiumy oddziałują na wyobraźnię widza i przywołują wspomnienia z seansów kultowych „Hellreiserów” Clive’a Barkera i Tony’ego Randela.

Kiedy jednak na scenę wkraczają policyjni detektywi i nadrzędnym staje się wątek śledztwa, z każdego ujęcia „wyłażą” realizacyjne i inscenizacyjne ubóstwo, a nade wszystko wręcz porażający brak pomysłów na to, czym w atrakcyjny sposób wypełnić fabularną osnowę. Akcja biegnie jak po sznurku, bez zaskoczeń i zwrotów akcji. Bohaterowie pojawiają się znikąd, by wygłosić dziwne, niepasujące do niczego kwestie. Szczątkowe informacje otrzymujemy tylko o jednej postaci, o drugim policjancie i pani detektyw nie dowiadujemy się kompletnie nic, jakby byli kwiatkiem do kożucha, który swoją ważną rolę ma zagrać w finale. Najgorzej jednak wyglądają interakcje między bohaterami, a co za tym idzie także próba nadania im jakichkolwiek osobowości – ten aspekt „Hellraisera” w ogóle nie istnieje. Z perspektywy całości wygląda to tak, jakby najtańszym aktorom kazano coś na szybko wymyślić, zaimprowizować i naprędce odegrać przed kamerą.

Podobnie rzecz się ma z miejscami, w których rozgrywa się akcja. Oprócz dwóch, może trzech pomieszczeń specjalnie przygotowanych na potrzeby filmu, z jako taką scenografią i pomysłem na jej wykorzystanie, reszta wygląda, jakby zostały zaadaptowane bez zastanowienia się, czy pasują do świata i historii, które widzowi są przedstawiane. Rozumiem, że przyczyn takiego stanu rzeczy szukać należy w bardzo małym budżecie. Podejrzewam także, iż studio Dimension musiało zrealizować kolejną odsłonę „Hellraisera”, by nie stracić praw do tytułu i występujących w poprzednich odsłonach postaci Cenobitów. Ale horror jest gatunkiem filmowym, który wbrew pozorom pozwala realizować się kreatywnym filmowcom i jeśli ci nie mogą szastać pieniędzmi, scenograficzne czy techniczne braki rekompensują pomysłami na intrygujące rozwiązania fabularne albo umiejętnością kreowania nietuzinkowej atmosfery.

Nie owijając w bawełnę, seans filmu „Hellraiser: Judgment” będzie czasem straconym. Dam głowę, że nawet zagorzali miłośnicy Pinheada i jego ekipy nie znajdą w filmie Gary’ego J. Tunnicliffe nic, co mogłoby uchronić go od zapomnienia, najlepiej natychmiastowego.

Screeny

HO, HELLRAISER: JUDGMENT HO, HELLRAISER: JUDGMENT HO, HELLRAISER: JUDGMENT HO, HELLRAISER: JUDGMENT HO, HELLRAISER: JUDGMENT HO, HELLRAISER: JUDGMENT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wstęp do głównej części filmu
+ wygląd niektórych Cenobitów

Minusy:

- scenariusz
- aktorstwo
- nuda
- absurdalne dialogi
- brak pomysłu na filmowe postacie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -