Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PHOENIX FORGOTTEN

PHOENIX FORGOTTEN

Phoenix Forgotten

ocena:4
Rok prod.:2017
Reżyser:Justin Barber
Kraj prod.:USA
Obsada:Matt Biedel, Ana Dela Cruz, Florence Hartigan, Jeanine Jackson, Clint Jordan, Chelsea Lopez, Justin Matthews
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Oficjalnie do istnienia Strefy 51 - tajnej bazy wojskowej – rząd USA przyznał się dopiero w 2013 roku. Baza na pustyni w stanie Nevada skrywać miała nie tylko resztki latającego talerza z Roswell, ale też służyła jako poligon doświadczalny wykorzystywany do testowania broni energetycznej, technologii umożliwiającej podróże w czasie i teleportację, a także do badań w programie Aurora, który miał na celu stworzenie zaawansowanych technologicznie pojazdów powietrznych. Nic więc dziwnego, iż przez lata miejsce to jak i rzekome eksperymenty, jakie wojskowi tam przeprowadzali, rozpalały speców od kreowania popkulturowej świadomości i miłośników spiskowych teorii dziejów. Na temat tajnych amerykańskich baz wojskowych, w których armia wykorzystując technologie nie z tego świata prowadzi się badania nad bronią przez lata powstało mnóstwo filmów i seriali. Jednym z nich jest „Phoenix Forgotten” Justina Barbera.

Sophie przyjeżdża do rodziców i oznajmia, że chce nakręcić dokument o zaginięciu swojego brata. Zauważa, iż mimo upływu dwudziestu lat, pamięć o tajemniczych okolicznościach zniknięcia Josha i jego dwojga znajomych ciągle boli i nie pozwala ich rodzinom na spokojne życie. Kobieta raz jeszcze przegląda rzeczy brata, rozmawia także ze znajomymi i rodzicami pozostałej dwójki zaginionych. Od pracujących wtedy policjantów dowiaduje się o szczegółach prowadzonego dochodzenia. Próbuje także dostać się na teren bazy wojskowej, nieopodal której dwie dekady wcześniej zauważono niezwykłe zjawiska świetlne.

„Phoenix Forgotten” to przykład filmu doskonałego w swej nijakości. Od pierwszych minut bowiem co uważniejszy widz zauważy, iż mimo zastosowania konwencji found footage i stylizowania historii na dokument, brak jej chropowatości i niedoskonałości, którego tego rodzaju przekaz czynią wiarygodnym. Kompozycja kadru, budowa scen, wreszcie konstrukcja filmu oparta na dwóch planach czasowych – wszystko to sprawia wrażenie dopracowanego i starannie przemyślanego. Mniej dziwi współczesny, „cyfrowy”, efekt poszukiwań głównej bohaterki. Profesjonalny sprzęt niewiele kosztuje, podobnie rzecz się ma z oprogramowaniem. Odrobina talentu oraz pomysł na film wystarczą, by nakręcić coś dającego się oglądać. Ale równie doskonale wyglądają zdjęcia „analogowe”, w technologii VHS, kręcone przez brata głównej bohaterki. Niby wszystkie realizowane z ręki, na gorąco, przez amatora, „pełne emocji”, a jednak zbyt poprawne, za bardzo wycyzelowane, by porażały z jednej strony swą wiarygodnością, z drugiej zaś młodzieńczym przekonaniem o wadze tego, co się robi. Ciągle niedoścignionym wzorem pozostaje oprawa wizualna „Blair Witch Project” – niby amatorska, a jednak tak pomyślana, że aż gęsta od narastającego z każdą chwilą napięcia i kipiących z niej emocji.

Ale to nie budżet (jak na takie kameralne kino, trzy miliony dolarów to niezły kawałek pieniądza) najbardziej zaszkodził filmowi, a brak pomysłu na koncept stanowiący trzon fabuły. Dotąd bowiem nie wiem, czy Barberowi bardziej zależało na zrealizowaniu historii o cierpieniu rodziców spowodowanym utratą ukochanego dziecka, czy też opowieści o tajemnicy, której próba zgłębienia okazała się katastrofalna w skutkach. Niby mamy wszystko, co potrzeba do stworzenia niezłego straszaka – a więc gotowych na wszystko troje młodych ludzi, owiane złą sławą pustkowia, eksperymentujące z czymś (nie wiadomo czy legalnie) wojsko, wreszcie siejące postrach UFO – wszystko to jednak „rozpełza się” w rozdrapywaniu rodzinnych dramatów i psychicznych traum. W pewnym momencie akcja przyspiesza i charakterystyczny dla kina grozy dramatyzm zaczyna przeważać nad serią scen z „gadającymi głowami”, rzecz w tym, iż po pierwsze dzieje się to za sprawą chwytu zwanego „deus ex machina”, do cna niwelującego autentyzm filmowego przekazu, po drugie zaś finał bardzo przypomina rozwiązanie intrygi z obrazu „Area 51” Orena Peli. Ostatnie sceny w obu filmach są wręcz identyczne. Co gorsza Justin Barber i zastęp producentów stojących za całym projektem nawet nie próbują wścibić w fabułę czegoś, czego jeszcze na ekranach kin nie widzieliśmy. Nie ma w „Phoenix Forgotten” nawet krztyny oryginalności, dzięki której warto byłoby pamiętać i film, i jego autora. Ale moim największym zarzutem skierowanym pod adresem twórców jest cyniczne granie na sentymencie do kultury popularnej z lat 80. i 90. XX wieku, która ostatnimi czasy stała się modna za sprawą czy to serialu „Stranger Things” czy remake’u „It”. Barber część akcji swojego filmu osadza właśnie w latach 90., a tym samym za pomocą strojów czy przedmiotów codziennego użytku próbuje oddać klimat tamtych czasów. Podobnie jak w we wspomnianym serialu bohaterami czyni nastolatków wypadających na trop nieprawdopodobnej afery, nie z tego świata rzecz jasna, a w ich ręce oddaje kamery VHS, a więc nośnik, który dzisiejszym trzydziesto i czterdziestolatkom umożliwił zapoznanie się z najważniejszymi pozycjami światowej kinematografii.

Powyższy zamysł jednak nie ratuje filmu, a wręcz go pogrąża. Dlatego zwracam uwagę, by omijać go szerokim łukiem, chyba że któryś z widzów jest bezkrytycznym fanem horrorów o UFO albo ogląda każde filmowe straszydło nakręcone według reguł found footage.

Screeny

HO, PHOENIX FORGOTTEN HO, PHOENIX FORGOTTEN HO, PHOENIX FORGOTTEN HO, PHOENIX FORGOTTEN HO, PHOENIX FORGOTTEN HO, PHOENIX FORGOTTEN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ poprawna realizacja
+ początek intryguje

Minusy:

- nuda
- wtórny do bólu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -