Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CRUCIFIXION, THE

CRUCIFIXION, THE

Krucyfiks

ocena:3
Rok prod.:2017
Reżyser:Xavier Gens
Kraj prod.:USA / Wielka Brytania / Rumunia
Obsada:Sophie Cookson, Corneliu Ulici, Brittany Asworth, Matthew Zajac, Ivan Gonzalez
Autor recenzji:Maciej Jędrejko
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Zło to zło. Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne a granice zatarte (…), jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim, to wolę nie wybierać wcale.”
/A. Sapkowski/

Rumunia, rok 2004. W niewielkiej wiosce dochodzi do opętania jednej z sióstr zakonnych. Miejscowy duchowny, ojciec Anton, postanawia dokonać egzorcyzmu w celu uratowania duszy młodej kobiety i przepędzenia z niej demona. Niestety, dziewczyna umiera, a cała sprawa odbija się echem do tego stopnia, iż egzorcysta zostaje aresztowany i posądzony o zabójstwo. Trzy dni później amerykańska dziennikarka Nicole Rawlins postanawia zainteresować się sprawą śmierci młodej zakonnicy i rozpoczyna prywatne śledztwo. Początkowo sceptycznie nastawiona reporterka odkrywa kolejne karty tragedii, a sama zaczyna coraz usilniej wierzyć, że zło z piekła rodem istnieje naprawdę.

Krucyfiks był szumnie zapowiadaną produkcją, z plakatu promującego aż bił tekst reklamowy: „Film twórców Obecność i Annabelle”. Rzeczywiście, za scenariusz odpowiadają państwo Hayes, natomiast reżyseria została powierzona Xavierowi Gens, którego umiejętności mieliśmy okazję podziwiać w dobrym „Frontière(s)”. Można więc śmiało założyć, że film będzie w najgorszym przypadku średni, a już z pewnością zaskoczy widza choć pierwiastkiem oryginalności. Nic bardziej mylnego. Historia przedstawiona w „Krucyfiksie” jest prosta niczym odcinek bieżni w biegach na 60 metrów, a same postaci nie posiadają nawet zalążka czegoś, co można by było nazwać tożsamością. Prym wiedzie tutaj główna protagonistka, której to rola została powierzona uroczej Cookson. Niestety, bohaterka jest tak bezpłciowa, że zastanawiam się, jaki był pomysł na tę postać w ogóle. Oprócz kryzysu wiary, dość charakterystycznego dla horrorów religijnych, nie ma w niej nic szczególnego, nic, co mogłoby wyróżniać na tle postaci epizodycznych czy przypadkowych statystów. Po prostu jest i musimy się z tym pogodzić przez kolejne 90 minut seansu.

Scenariusz nie zaskakuje. Intryga „Krucyfiksu” w żaden sposób nie trzyma w napięciu, a zaprezentowane na ekranie rozwiązania fabularne stanowią swoisty znak firmowy dla produkcji tej kategorii. I choć sam film nie dłuży się w trakcie oglądania, a twórcy zlitowali się nad widzem i w dość szybki sposób rozwijają całą opowieść, to emocje towarzyszące historii autorstwa Hayesów sięgają poziomu, który można by porównać do polowania na motyle. Twórcy usilnie próbują przestraszyć widza niezwykle oklepanymi motywami, za wszelką cenę starają się wzniecić płomień niepewności, z całych sił dążą do tego, by zjeżyć włos na skórze i pobudzić wyobraźnię i podsycić strach. Wszystkie te działania nie dają jednak zamierzonego efektu. „Krucyfiks” nawet przez moment nie potrafi przestraszyć, chyba że mówimy o wtórności i wcześniej wspomnianych schematach, które miłośnicy kina grozy mieli okazję widzieć niejednokrotnie po stokroć w lepszym wydaniu. Zło jest potulne niczym młody kleryk, a egzorcyzmy równie niebezpieczne jak leżenie na sielskiej łące.

Starając się jednak znaleźć jakieś argumenty, które mogłyby przemówić za obejrzeniem filmu, można wymienić dwie kwestie. Po pierwsze, film jest zgrabne zrealizowany i wizualnie przyjemny dla oka, choć same sceny opętania w żaden sposób nie można nazwać widowiskowymi. Oglądając „Krucyfiks”, możemy poczuć ten klimat rumuńskiej wioski, gdzie duchowieństwo odgrywa istotną rolę w życiu mieszkańców (choć ci posługują się niezwykle biegle językiem angielskim, więc podejrzewam, że wymiany międzynarodowe pokroju Erasmusa docierają do nawet tak niewielkich miejscowości). Po drugie, produkcja nie posiada dłużyzn. Twórcy oszczędzili widzowi niepotrzebnych scen i zbędnych wątków, które miałyby zostać wprowadzone jako skuteczny sposób na zapełnienie filmowej taśmy. W trakcie seansu czas płynie szybko, a pomimo braku oryginalności nie odczułem prawdziwego wybawienia po jego zakończeniu.

„Krucyfiks” to jednak słaby horror i nie ma co tego ukrywać. Nazwiska będące wyznacznikiem jakości tej produkcji ostatecznie okazują się antyreklamą dla twórców. Osoby znane z dobrego obycia w filmach grozy zaserwowały niezwykle miałki obraz, który trudno polecić nawet widzom zaczynającym przygodę ze strasznym kinem. Was, Drodzy Czytelnicy, odsyłam do innych produkcji, a szanowne grono twórców zachęcam do wyspowiadania się z tego jakże ciężkiego grzechu, który z pewnością będzie stanowił jeden z głównych punktów osobistego rachunku sumienia. Miejmy nadzieję, że przyjdzie czas, gdy podniosą się spod ciężaru krzyża, jaki sobie sami zafundowali.

Screeny

HO, CRUCIFIXION, THE HO, CRUCIFIXION, THE HO, CRUCIFIXION, THE HO, CRUCIFIXION, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zgrabna realizacja
+ brak dłużyzn

Minusy:

- nie straszy
- płytcy bohaterowie
- słabe dialogi
- przewidywalna fabuła
- brak oryginalności i totalnie niewykorzystanie potencjału gatunku

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -