Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HEREDIATRY

HEREDIATRY

Dziedzictwo

ocena:7
Rok prod.:2018
Reżyser:Ari Aster
Kraj prod.:USA
Obsada: Toni Colette, Milly Shapiro, Gabriel Byrne
Autor recenzji:Damian Romaniak
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Z przerażeniem zawiadamiamy, że 22 czerwca 2018 roku odeszła od nas śp. Ellen Graham, Matka i Babcia, kobieta skryta i surowa, jej dziedzictwo doprowadzi nas do rychłej śmierci, jej tajemnica otworzy przed nami otchłań piekła...”. Te zdania mogliśmy przeczytać na reklamie polskiego dystrybutora. Film Ariego Astera amerykańscy krytycy nazwali arcydziełem współczesnego horroru, a nawet „Egzorcystą” nowej ery. Uważam, że trochę zapędzili się w swoim entuzjazmie, ale „Dziedzictwo” to bez wątpienia dobry film i zdecydowanie wyróżniający się na tle produkcji, które często oglądamy na ekranach. Możemy w nim odnaleźć elementy oryginalne i innowacyjne. Od razu ostrzegam potencjalnych czytelników, że w tekście pojawiają się spoilery.

„Dziedzictwo” jest przede wszystkim intrygującym połączeniem horroru i dramatu obyczajowego. Wszystko zaczyna się od śmierci 78-letniej seniorki rodu. To duch babci sprowadza na czteroosobową rodzinę serię niefortunnych, przerażających zdarzeń. Niedługo po pogrzebie, Annie (w tej roli Toni Colette), która jest architektką, projektuje wnętrza domów, dostrzega w pokoju zjawę starszej kobiety. Pogłębiają się też jej problemy związane z lunatyzmem. Steve (Gabriel Byrne), ojciec rodziny, otrzymuje przez telefon makabryczną informację o wykopaniu ciała i zbezczeszczaniu zwłok seniorki. Niestety zmarła Ellen Graham nie chce opuścić domu nawet po odejściu. Ważną postacią jest trzynastolatka Charlie, szkaradna dziewczynka, która nigdy nie płacze (przypomnę z żartem, że na tę przypadłość cierpiał również w dzieciństwie mistrz suspensu, Alfred Hitchcock), uwielbia kolekcjonować martwe zwierzęta (w szczególności ich głowy) i ma duchowy kontakt ze zmarłą seniorką. Pewnego ranka wybiera się sama bez butów do lasu, bo – jak tłumaczy mamie – babcia chciała jej coś pilnie pokazać. Jej brat Peter jest nieco neurotycznym nastolatkiem, który przeżywa typowe problemy związane z dojrzewaniem. Nieoczekiwanym i niezwykle szokującym zwrotem akcji jest śmierć Charlie. Dziewczynka nie chce jechać z bratem na imprezę dla nastolatków, jednak matka zmusza ją, aby wybrała się z Peterem, ponieważ nie może ciągle izolować się od ludzi. W czasie imprezy siostra dostaje objawów uczulenia i zaczyna się dusić. Brat postanawia natychmiast zabrać ją samochodem do szpitala, jednak w drodze powrotnej dziewczynka wychyla głowę przez otwartą szybę zbyt mocno, co kończy się tragedią. Trauma tego zdarzenia jest dla Petera tak wielka, że postanawia nie informować rodziców od razu. Wraca w nocy do domu i kładzie się spać ze świadomością, że ciało siostry znajduje się w samochodzie. Matka odkrywa przerażający fakt rano i rozlewa się cała lawina histerii oraz rozpaczy. Po pewnym czasie przerażające i nieracjonalne rzeczy dzieją się z matką jak i synem, który zaczyna zdradzać objawy demonicznego opętania.

Przywołałem niektóre szczegóły treści tego filmu dlatego, aby pokazać, że trzyma on widza w emocjonalnym napięciu niczym rozpędzony rollercoaster. Reżyserem jest w ogóle nieznany polskim odbiorcom nowojorczyk Ari Aster, który do tej pory realizował wyłącznie obrazy krótkometrażowe. I trzeba przyznać, że jego pełnometrażowy debiut fabularny jest naprawdę mocnym wejściem do świata wielkiego kina. Na pewno z ciekawością i niemałą nadzieją będę obserwował rozwój jego kariery, która zapowiada się świetnie. Asterowi udało się w „Dziedzictwie” w imponujący sposób pokazać nasze funeralne lęki. Śmierć bliskiej osoby, pogrzeb i cały ceremoniał z nim związany zawsze wywołuje wśród uczestników nie tylko smutek, ale także dreszcz prawdziwej grozy, choć nie każdy jest się w stanie do tego przyznać. Takie momenty jak oglądanie i dotykanie wystawionych zwłok czy spuszczanie trumny do wykopanego uprzednio dołu, zawsze pozostawiają trwały ślad w pamięci i psychice. Są to traumatyczne przeżycia, które później gdzieś tkwią w człowieku. Mistrz literackiej grozy, Edgar Allan Poe miał trwałą obsesję na punkcie pogrzebania żywcem, co wywoływało w nim ekstremalny lęk. W „Dziedzictwie” mamy charakterystyczne najazdy kamery na to miejsce pod ziemią, w którym wkrótce będzie leżała zamknięta trumna ze zwłokami. Niby nie ma w tych ujęciach żadnej makabry ani gore, a jednak wywołują one od razu niepokój i przerażenie. Widz patrząc na to czuje się naprawdę nieswojo.

Asem w rękawie twórców tego filmu jest Charlie, wyjątkowo brzydka i odrażająca dziewczynka (zadziałała też świetna charakteryzacja), którą brawurowo zagrała Milly Shapiro, dodam, że to jej kinowy aktorski debiut. W wyborze młodziutkiej, piętnastoletniej aktorki, której uroda znacznie odbiega od klasycznego, hollywoodzkiego kanonu piękna, możemy dostrzec wyraźny element kontestacji. Przecież jako widzowie nie musimy zawsze podziwiać na wielkim ekranie pięknych dziewczynek i pięknych kobiet. Idealna uroda jest nam natrętnie narzucana przez kolorowe pisma, mainstreamowe filmy (szczególnie komedie romantyczne oraz seriale) i całą popkulturę, a przecież doskonale wiemy, że wszystko to jest kłamstwem, efektem zabiegów przeróżnych kosmetyczek i stylistów. Milly Shapiro ma talent i charyzmę, tak, że ogląda się ją w obrazie Astera z wielkim zachwytem. Należy jej życzyć, aby ten debiut na wielkim ekranie został dobrze wykorzystany.

Akcja „Dziedzictwa” rozgrywa się w domu umiejscowionym wśród lasu, co jeszcze zagęszcza atmosferę. Las zawsze był w horrorach motywem niepokojącym, prawdziwym locus horridus, gdzie dochodzi do przerażających zdarzeń, to tu czasami błąkają się przeklęte dusze zmarłych, zresztą zło jest nierzadko powiązane z dziką, brutalną i nieokiełznaną naturą. Omawiając dzieło Astera nie można nie wspomnieć o szczególnie niepokojącym elemencie. Annie trzyma w pokojach miniaturowe domy, które sama projektuje. Jako widzowie mamy wrażenie, że one żyją swoim życiem, kryje się w nich jakaś tajemnica, „druga rzeczywistość”. Zjawy są też w tych małych pokojach obecne, uaktywniają się w nieoczekiwanych momentach. Motyw miniaturowych domów, który można odczytywać jako swoistą projekcję rozchwianej psychiki głównych bohaterów czy współistnienie dwóch przenikających się światów, przywodzą na myśl takie klasyczne horrory jak genialne „Lśnienie” Stanleya Kubricka czy trzecią część „Koszmaru z ulicy Wiązów” Chucka Russela. Małe domy są w „Dziedzictwie” znakomicie zaprezentowane poprzez momentami nietypowe jazdy kamery prowadzonej przez Pawła Pogorzelskiego.

Są w dziele Astera sceny makabryczne, które autentycznie przerażają jak chociażby ta przedstawiająca leżącą na drodze obciętą głowę Charlie toczoną przez robactwo. Muchy, robaki mają w dziełach grozy zawsze konotacje demoniczne, przypomnijmy postać Belzebuba, Pana Much. Robi też wrażenie metamorfoza Petera, który w szkole ujawnia objawy opętania i podczas lekcji dostaje ataku szału połączonego z autoagresją. Ale mamy też w filmie momenty groteskowe, wywołujące salwy śmiechu jak np. obraz opętanej Annie chodzącej po ścianach i walącej głową w drzwi strychu, w którym siedzi jej przerażony syn. Jest to scena jakby żywcem wzięta z kultowej serii „Evil Dead”.

Jednak pod koniec twórcy tak się zapętlają w swojej pomysłowości, że „Dziedzictwo” staje się dziełem bizarycznym (niepokojąco dziwnym, pojęcie wyprowadziłem z angielskiego słowa „bizzare”) i samo zakończenie trochę kojarzące się z intrygującym brytyjskim „Kultem” może widza zaskoczyć, zadziwić, zaszokować czy po prostu wpędzić w zawód i irytację. Ludzie, którzy siedzieli ze mną w sali kinowej często zadawali pytanie „O co chodzi?”. Dodam, że film trwa bite dwie godziny i jak na horror jest to naprawdę bardzo długi metraż. Trzeba pochwalić grę Toni Collette (znamy ją z „Szóstego zmysłu” czy „Małej Miss”), która jest momentami bardzo emocjonalna i histeryczna niczym aktorki w filmach Andrzeja Żuławskiego. Gabriel Byrne to klasa sama w sobie, szczególnie go uwielbiam za rolę demonicznego lorda Byrona w pamiętnym „Gotyku” Kena Russella.

Jeśli miałbym napisać o wadach tego filmu, to nie obeszło się bez wtórnych chwytów z wykorzystaniem prymitywnego efektu pod nazwą „jump”, a gra Alexa Wolffa, który wciela się w postać Petera nieco odstaje od pozostałej ekipy, młody aktor jest momentami sztuczny i mało przekonujący. W drugiej połowie filmu pojawia się dużo motywów okultystycznych, ich nagromadzenie czasami wprowadza widza w stan swoistej konfuzji i można odnieść wrażenie pewnego baroku, przepychu, który nagle wkrada się do filmu, rozsadzając dotychczasową fabułę. Aż chciałoby się te „magiczne wątki”, seanse spirytystyczne i latające bezgłowe zjawy trochę przyciąć czy ograniczyć. Niewątpliwie „Dziedzictwo” igra z dotychczasowymi przyzwyczajeniami widza i genologia filmowa może być tutaj bezradna. Film Astera łączy w sobie dwie odmiany horroru – house hounted film i demonic possession, ale mamy tu też wyraźne elementy thrillera psychologicznego oraz – o czym była mowa wcześniej – dramatu. Można ten obraz zinterpretować jako dzieło traktujące o rodzinnej tragedii, pewnym fatum, od którego nie ma ucieczki, tak jak w antycznym dramacie. Warto zobaczyć, do czego mogą doprowadzić głęboko skrywane mroczne tajemnice i toksyczne relacje, które ciągną się od pokoleń.

Screeny

HO, HEREDIATRY HO, HEREDIATRY HO, HEREDIATRY HO, HEREDIATRY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawna reżyseria
+ scenariusz pełen niespodzianek
+ klimat i atmosfera
+ motyw miniaturowych domów
+ Toni Colette i Gabriel Byrne
+ przeraża
+ nowatorskość i innowacyjność
+ świetny debiut Milly Shapiro

Minusy:

- wtórność niektórych chwytów
- zbyt duże nasycenie elementów okultystycznych i pewnych dziwactw, które twórcy mogliby sobie oraz widzom podarować

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -