Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MOTHER!

MOTHER!

Mother!

ocena:10
Rok prod.:2017
Reżyser:Darren Aronofsky
Kraj prod.:USA
Obsada:Jennifer Lawrence, Javier Bardem, Ed Harris, Michelle Pfeiffer
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:10
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W surrealistycznej symbolice tkwią nieprzebrane pokłady grozy – tej tezie przytaknie zapewne niemal każdy fan Davida Lyncha czy Roba Zombie. Choć można wbićwidza w fotel mroczną, dudniącą muzyką czy wyzwalającymi adrenalinę jump scare’ami i sprawdza się to po dziś dzień w bardzo wielu produkcjach grozy, wrażenia estetyczne i umiejętność nakłonienia do dłuższej refleksji są w tym gatunku środkiem stosunkowo rzadkim, a przez to tym bardziej cennym. Któż jak nie sam Darren Aronosfky umiałby uczynić z horroru czystą poezję, lub odwrotnie, z pięknego liryka uczynić przerażający film, który niełatwo oglądać po zmroku bez gęsiej skórki na plecach? „Mother!” to istne dzieło sztuki kinematograficznej, które niejednego wymagającego widza autentycznie potężnie przerazi.

Młoda kobieta, której imię ani razu wprost nie pada w całym filmie (w tej roli Jennifer Lawrence), związuje się z pisarzem w średnim wieku przeżywającym twórczy kryzys i potrzebującym uspokojenia myśli po niedawnym pożarze jego rodzinnej rezydencji (znany chociażby z rewelacyjnego „Biutiful” Javier Bardem). Oferuje pomoc w przywróceniu podniszczonego domu do jego dawnej świetności. Każdego dnia pieczołowicie remontuje mężczyźnie kolejne pomieszczenia, poszukuje odpowiednich kolorów gładzi i tynków, stopniowo urządza pokój za pokojem, jednocześnie pełniąc rolę perfekcyjnej pani domu przygotowującej wystawne posiłki i dbającej o sterylną czystość całego domostwa. W tym ich spokojnym, idyllicznym małym światku niezakłócanym obecnością innych ludzi pewnego dnia pojawia się tajemniczy mężczyzna – podróżujący po kraju lekarz, który miał nadzieję, że ich wielki dom to pensjonat, w którym można zatrzymać się na jakiś czas i naładować akumulatory. Pan domu oferuje odstąpienie dla podróżującego pokoju. Przybysz okazuje się jednak trudnym domownikiem lubującym się w alkoholu i papierosach, naruszającym nieskalaną czystość domu i na długie godziny odseparowującym pisarza od jego ukochanej. Jego uciążliwa dla głównej bohaterki obecność potęguje się, gdy za lekarzem do rzeczonego domu przybywa jego ekscentryczna żona, a później także dwoje synów, których wspólne przebywanie w rajskiej rezydencji daje początek lawinie niełatwych do wyjaśnienia, burzliwych wydarzeń, zmieniających tę lokalną Arkadię w zaczątek piekła.

Na uwagę zasługuje na pewno rewelacyjny dobór obsady – nazwiska są znane, ale nie przereklamowane; na tyle elastyczne, że nie miały problemu z wczuciem się w bardzo wymagające, mroczne role, oparte w znakomitej większości na gry w ciszy, mimiką twarzy i gestami ciała. Sama Lawrence, wcielająca się w pierwszoplanową postać, odsunęła od siebie tą rolą opinię aktorki o ograniczonym repertuarze emocji i w niezwykle przekonywający sposób zaprezentowała szczerą złość, autentyczny strach czy ściskającą ze serce rozpacz. Wielki brawa należą się również Michelle Pfeiffer za jej odważną rolę zapijaczonej, dojrzałej wiekiem buntowniczki łatwo ulegającej zwierzęcym niemal pokusom, która z niewymuszoną swobodą angażuje się nawet w te najodważniejsze sceny.

Także pod kątem klimatycznym filmowi Aronofsky’ego zupełnie niczego nie brakuje. Z początku wprowadza widza w nostalgiczny, spokojny nastrój długimi ujęciami niemal pozbawionymi ścieżki dźwiękowej, stopniowo wprowadzając coraz to więcej napiętej akcji do tej zwariowanej historii. Reżyser doskonale wyczuł, kiedy należy tego napięcia odjąć, a kiedy dołożyć; bez zastrzeżeń rozplanował nawet grę świateł i cieni, podkręcając mrok scen intensywnych i brutalnych i rozjaśniając te bardziej optymistyczne, dające chwilę wytchnienia. A skoro już o brutalności mowa, momentami film zakrawa wręcz o kategorię gore, jednak nie w stylu niskobudżetowych, taśmowych, niemal komiksowych produkcji dla mniej wymagającego widza, ale raczej w tonie Roba Zombie, z należnym im przepychem i wyrazistym symbolizmem nawet najmniejszych kwestii czy atrybutów. Trudno znaleźć w całym tym utworze choć jedną nieprzemyślaną, niewyważoną, niepotrzebną scenę, nawet jeśli leje się z niej cały wodospad krwi czy ludzkiego okrucieństwa.

Największą jednak siłą „Mother!” jest właśnie wspomniany symbolizm. Reżyser bezwstydnie bawi się tematami aktualnymi, drażliwymi dla pewnych grup ludzi i wyciska z nich najsmaczniejsze soki. Aronosfky odparł w jednym z wywiadów, że interpretację swojej metaforycznej fabuły pozostawia widzowi, gdyż widzi pole do przynajmniej kilku niezależnych odbiorów treści. Nie da się jednak ukryć, że na pierwszy plan wysuwa się wyrazista adaptacja – spróbuję ująć to w słowa ostrożnie, żeby nie zepsuć nikomu frajdy z samodzielnej analizy – znanej każdemu z nas opowiadanej i spisywanej od tysięcy lat historii, ubogacona tajemniczymi motywami żyjącego własnym życiem, niemal autonomicznego domu, z kołową budową osi wydarzeń. Na drugim planie kształtuje się nierzadko poruszany motyw kryzysu twórczego oraz niemal nieograniczonej potęgi stwórczej artysty. Jeśli dodać do tego luźną zabawę czasem i swobodną rearanżację przestrzeni wraz z rozwojem fabuły, nie uda się uniknąć porównań czy to do jego wcześniejszych produkcji z „Czarnym łabędziem” i „Requiem dla snu” na czele, czy do arcydzieł innych mistrzów kina, przede wszystkim „Birdmana” Alejandro Gonzáleza Iñárritu i „Głowy do wycierania” Lyncha. Aronofsky ma jednak w swojej estetyce trudny do nazwania pazur, który dodaje także filmowi „Mother!” stylu nie do podrobienia.

Najnowszej produkcji Amerykanina nie brakuje zupełnie niczego – jest w niej szalenie dobra historia inspirowana znanymi dziełami kultury, niepodrabialny, wciągający do reszty klimat, znająca się na rzeczy obsada aktorska i perfekcyjna strona techniczna. Całość podkręca dopełniająca całości groza, zamarkowana w każdym cieniu, spojrzeniu czy narzędziu w rękach bohaterów. „Mother!” to film, który pamięta się długo, film wymagający wnikliwej analizy i skupienia, a jednocześnie dający niezmierzoną satysfakcję z seansu. Niewątpliwie należy do ścisłej ekstraklasy produkcji z pogranicza horroru i dramatu, dlatego z pełną odpowiedzialnością polecam go każdemu, kto nawet w kinie grozy poszukuje wyższych wartości, bogatej treści i niepowtarzalnych uniesień.

Screeny

HO, MOTHER! HO, MOTHER! HO, MOTHER! HO, MOTHER! HO, MOTHER! HO, MOTHER! HO, MOTHER! HO, MOTHER!

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wybitna gra aktorska w zasadzie całej obsady
+ smakowity symbolizm motywów i scen
+ perfekcyjna techniczna strona realizacji
+ mroczny, wymagający skupienia klimat
+ staranna budowa fabuły z luźną zabawa czasem i przestrzenią

Minusy:

- brak

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -