Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GHOST STORIES

GHOST STORIES

Przebudzenie dusz

ocena:8
Rok prod.:2017
Reżyser:Jeremy Dyson, Andy Nyman
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Andy Nyman, Martin Freeman, Paul Whitehouse, Alex Lawther, Paul Warren
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

“Everything has already happened... nothing new can occur” napisał swojego czasu Jean Baudrillard mając na myśli współczesną kulturę kształtowaną przede wszystkim przez procesy globalizacyjne. To zdanie idealnie oddaje sytuację, w jakiej znalazło się dzisiejsze kino grozy. Historie, które można śmiało nazwać oryginalnymi, właściwie nie powstają. Gros odbiorców, zgodnie z teorią inżyniera Mamonia, żąda od producentów i reżyserów ciągle tych samych historii, byle bardziej dynamicznych i wypełnionych przemocą. Od czasu do czasu jednak na ekranach pojawia się opowieść skonstruowana według zasad „twórczego recyklingu” – niby opowiedziana tak jak setki innych horrorów, ale z tak poprzestawianymi akcentami, abyśmy wieli wrażenie obcowania z czymś nowym, a przez to zaskakującym. Takim właśnie filmem – skonstruowanym ze zgranych klisz, a jednak nieoczywistym w odbiorze – jest „Ghost Stories” autorstwa Jeremy’ego Dysona i Andy’ego Nymana.

Profesor Goodman, zajady tropiciel fałszywych spirytystów i wykorzystujących ludzką naiwność medium, dostaje list od jednego z najbardziej znanych na świecie badaczy zjawisk paranormalnych. Ten prosi bohatera o spotkanie. Ze względu na pogarszające się zdrowie, chce zlecić Goodmanowi trzy sprawy, które nie dają mu spokoju, bo nigdy nie udało się mu ich racjonalnie wyjaśnić. Goodman bez zbędnych ceregieli zabiera się do pracy. Dopiero trzeci, ostatni przypadek, uświadamia mu, iż wszystkie, którymi się zajął na żądanie naukowca, wiążą się jakoś z jego przeszłością.

Każda historia to typowe ghost stories – o mężczyźnie prześladowanym przez ducha dziecka, nadwrażliwym nastolatku, który spotyka demona, wreszcie o wpływowym biznesmenie nawiedzanym przez zjawę łudząco podobną do zmarłej żony. Profesor Goodman każdą traktuje poważnie, ale z pozycji ateisty i pewnego siebie racjonalisty, dla którego to co rzeczywiste podlegać musi prawom „szkiełka i oka”. Nic zatem dziwnego, że żadna z opowieści nie robi na nim wrażenia, a ich wytłumaczenie wydaje mu się prozaiczne i banalnie proste. Ale na sztampie i wykorzystaniu zgranych motywów wydają się być oparte same badane przez profesora historie. Wszak filmowe opowieści o duchach to niemalże początki kinematografii. A i wykorzystanie motywu sceptycznie nastawionego do zjawisk paranormalnych naukowca też do szczególnie oryginalnych nie należy. Dyson i Nyman doskonale sobie z tego zdawali sprawę. Dlatego w poszczególnych segmentach filmu dodają do zgranej konwencji coś od siebie, jakiś element świata przedstawionego, który czynią ja może nie unikalną, ale na pewno nieszablonową. W pierwszej grozę uwiarygodnia tło psychologiczne. Obserwujemy bowiem metamorfozę ludzkich zachowań, jaka dokonuje się pod wpływem zetknięcia z czymś, co wymyka sie racjonalnemu wytłumaczeniu. Druga intryguje zsubiektywizowaniem świata przedstawionego. Do samego końca autorzy pozostawiają nas w niepewności, czy wypadki, których uczestnikiem był bohater wydarzyły się naprawdę, czy były tylko projekcją jego bujnej wyobraźni. Trzecia to popis jednego aktora - Martina Freemana – którego postać nie tylko kradnie show profesorowi Goodmanowi, ale też jako świetny artysta czyni wiele, by fabularne zwroty akcji zbudowane na jego historii naprawdę zaskakiwały i dawały do myślenia.

Mogłoby się wydawać, iż Dyson i Nyman proponują nam filmowy recykling, po raz kolejny historie o duchach, tyle że może lepiej zainscenizowane i zagrane. Nic bardziej mylnego. Z całą świadomością i kontrolą nad filmową materią duet reżyserski najpierw wciąga nas niby w znany świat rodem z dziesiątek ghost stories, tak abyśmy pewni siebie zapanowali nad nim, dali się troszkę ponieść emocjom, nawet raz czy dwa przestraszyć, by w finale przyłożyć nam takim twistem i takim narracyjnym splotem na pozór nieprzystających do siebie wątków, byśmy na długo nie mogli podnieść się z fotela. Tym co szczególnie zwraca uwagę w „Ghost Stories”, to od początku do końca przemyślany w najdrobniejszym szczególe scenariusz oraz pomysłowość i żelazna konsekwencja w jego wizualnej realizacji. Zapewne ma to związek z „przepracowaniem” tekstu – od 2010 roku Dyson i Nyman z powodzeniem wystawiają go na deskach teatru zarówno na kontynencie północnoamerykańskim jak i w Europie. W teatrze jak na dłoni widać pośpiech, fałsz, koncepcyjną fastrygę, a nade wszystko kreowanie efektu za pomocą tanich sztuczek. Wydaje mi się, iż w podobny sposób reżyserski duet podszedł do sztuki filmowej. „Ghost Stories” nie epatuje przemocą ani bezsensowym, nawet wziętym w cudzysłów okrucieństwem. Nawet jeśli twórcy chcą zawładnąć naszą wyobraźnią, choćby po to, by przestraszyć lub skłonić do refleksji, robią to z wyczuciem i swadą. Co ważne, nigdzie im się nie spieszy, to nie efekty ani „mięsne momenty” grają w filmie pierwsze skrzypce, a opowieść i swoiste katharsis (znowu figura teatralna), jakie widz ma przeżyć w trakcie seansu, a zwłaszcza przez jego finał. Dyson i Nyman potrafią budować nastrój – robią to nie tylko za pomocą obrazu i dźwięku, ale także za pomocą sugestii, odpowiedniemu montażowi, a także gry z widzem, kiedy wodzą go za nos i delikatnie podśmiewują się z jego przypuszczeń co do nadrzędnego konceptu fabularnego.

Nad „Ghost Stories” unosi się duch Edgara Alana Poe nie tylko dlatego, że oglądamy horror i to o zjawach czy demonach, a przede wszystkim z tego powodu, iż to autor „Kruka” bezbłędnie potrafił nas wciągnąć w swój pełen grozy świat tak, abyśmy czuli się co najmniej zaskoczeni finałem opowieści. Co więcej, u Poego protagonistami są ludzie, którzy niczym detektywi zgłębić muszą jakaś tajemnicę, dość do prawdy, która bywa albo bolesna, albo zmusza do niecodziennego poświęcenia. I tak też jest w „Ghost Stories” Dysona i Nymana. Profesor Goodman początkowo w „sprawach” nie widzi niczego nadzwyczajnego, z czasem jednak coraz bardziej angażuje się w ich wyjaśnienie, bo zaczyna podejrzewać, iż za rzekomymi duchami i strachami kryje się tajemnica, przed którą umykał przez całe życie. Okazuje się, że przed przeszłością nie da się uciec, a co gorsza grzechy i brak przyznania się do nich przez samym sobą mogą uczynić dla sumienia gorsze piekło niż to rodem z plebejskiego katolicyzmu.

Powiedzenie, iż „Ghost Stories” zrealizowane zostało przez fanów i znawców horroru dla jego miłośników mogłoby sugerować hermetyczność filmu. To wrażenie wzmacnia zaskakujący finał – metafilmowy, wręcz wysadzający jakby nie było dość standardową, choć intencjonalnie zastosowaną fabułę. Mniemam jednak, iż dokonanie Dysona i Nymana docenią nie tylko filmowi erudyci, ze znawstwem wyłuskujący z historii intertekstualne smaczki. Wystarczy trochę wyobraźni i otwarta głowa, by przekonać się, że „Ghost Stories” to nie tylko kawał dobrej rozrywki, ale także dowód na to, iż współczesny horror to nie tylko opowieści o psychopacie mordującym maczetą stadko odurzonych nastolatków.

Screeny

HO, GHOST STORIES HO, GHOST STORIES HO, GHOST STORIES HO, GHOST STORIES

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetnie skonstruowana antologia
+ bardzo dobra oprawa wizualna
+ niby fabularne schematy, ale tak zrealizowane, że zakasują
+ finał
+ świetny Martin Freeman
+ ze znawstwem i wyczuciem dawkowane napięcia i kreowanie atmosfery nadnaturalnej grozy

Minusy:

- można by dyskutować, czy „Ghost Stories” to powiew świeżości w kinie grozy, czy tylko twórczy, ale jednak recykling

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -