Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BLACK CAT, THE

BLACK CAT, THE

Czarny kot

ocena:7
Rok prod.:1981
Reżyser:Lucio Fulci
Kraj prod.:Włochy
Obsada:Mimsy Farmer, Patrick Magee, David Warbeck, Al Cliver, Dagmar Lassander
Autor recenzji:Buio Omega
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.75
Głosów:4
Inne oceny redakcji:
Ash J. Williams - 6

"The Black Cat" to nieco zapomniany i mniej znany film Ojca Chrzestnego Gore, powstały - w uznawanym dziś za najlepszy - okresie w jego twórczości. Jest to swobodna adaptacja opowiadania Edgara Allana Poe, pod tym samym tytułem. Choć "Czarny Kot" został zrealizowany zaraz po "City of the Living Dead" i bezpośrednio przed "The Beyond", to dziś nie cieszy się taką sławą i poważaniem jak wyżej wymienione tytuły. Mimo to, warto sięgnąć po ten film by przekonać się, czy przeniesienie przez Fulciego na ekran twórczości E.A. Poe było równie udane jak zrealizowane w tym samym okresie słynne "wariacje lovecraftowskie".

Jill Trevors, amerykańska pani fotograf przybywa do niewielkiego angielskiego miasteczka, by zrobić serię zdjęć okolicznych cmentarzysk i katakumb. W tym samym czasie w mieścinie mają miejsce tajemnicze wypadki. Przybyły na miejsce w celu wyjaśnienia sprawy inspektor ze Scotland Yardu prosi Jill o zrobienie kilku zdjęć jednemu z denatów, tłumacząc się brakiem odpowiedniego sprzętu (!). Jill ze zdumieniem stwierdza, że na rękach ofiary widnieją ślady kocich pazurów. Gdy dzielny inspektor staje się sam ofiarą nieszczęśliwego wypadku, Jill postanawia przeprowadzić śledztwo na własną rękę. Trop prowadzi do starego dziwaka i odludka, profesora Milesa. Miles zajmujący się na codzień nagrywaniem głosów zmarłych osób jest właścicielem czarnego kota, którego - jak twierdzi - "nienawidzi, ale są sobie nawzajem potrzebni". Jaka więź łączy profesora z kotem? Dlaczego zwierzę zabija ludzi? Jill zamierza poznać prawdę, lecz będzie ją to bardzo drogo kosztowało.

Muszę przyznać, że choć "Czarny Kot" nie jest ani trochę podobny do swoich "rówieśników", to prezentuje w pełni wachlarz umiejętności reżyserskich Fulciego. Mamy tu tradycyjne ujęcia oczu bohaterów, ciekawe lokacje, niezłą (o dziwo!) grę aktorską, trochę nudy i trzymającą w napięciu końcówkę. Fulci zrezygnował tylko z jednego - mianowicie ze swojego "znaku firmowego", czyli nadmiernego epatowania okrucieństwem, co nie znaczy, że w filmie nie polało się trochę krwi. W kilku scenach, czarny lśniący kocur boleśnie drapie swe potencjalne ofiary czasem w twarz, a czasem w ręce, mrucząc przy tym złowrogo. Jeśli chodzi o obsadę, to świetnym posunięciem było zaangażowanie angielskiego "wyjadacza" Patricka Magee (znanego m.in. z "Mechanicznej Pomarańczy"). Jego posępne i gnuśne oblicze, ukazywane wielokrotnie, z pewnością zostanie na długo w pamięci widzów. Całkiem nieźle zaprezentował się nowozelandzki aktor David Warbeck w roli inspektora - była to swoista przygrywka do kolejnej jego roli w legendarnym "The Beyond". Z pozostałych, znanych i lubianych aktorów drugoplanowych rozpoznać można rudowłosego PierLuigi Conti (Al Cliver) jako miejscowego policjanta, Dagmar Lassander znaną choćby z "The House by the Cemetery" oraz Danielę Dorię - ukochaną aktorkę Fulciego, który uśmiercił ją w swych filmach czterokrotnie - poza "Black Cat" były to "City of the Living Dead" (dziewczyna wymiotująca własnymi organami wewnętrznymi), "The House by the Cemetery" (dziewczyna z prologu, która otrzymała potężny cios nożem w czaszkę), "The New York Ripper" (prostytutka molestowana za pomocą żyletki). Muzyka skomponowana przez Pino Donaggio jest bardzo stonowana, tworzy atmosferę rodem z filmów z lat 50-tych i 60-tych i jest zupełnie inna od trudnej do sklasyfikowania twórczości Fabio Frizzi. Po raz kolejny, wirtuoz kamery Sergio Salvati wykonał świetną robotę, zwłaszcza w końcówce filmu. A jeśli jestem już przy końcówce, to przyznam, że jest naprawdę porywająca, choć nieco zrzynana z innego wspaniałego filmu Fulciego (nie powiem z którego, miłośnik twórczości pana Lucia sam się domyśli). Z kolei koncepcja sceny z nietoperzami została później wykorzystana w pewnym stopniu w "The House by the Cemetery".

Pomimo powolnego tempa filmu i znikomej ilości krwi polecam ten film każdemu, kto lubi horrory z początku lat 80-tych. Warto, by kolekcjonerzy twórczości Fulciego postarali się o ten tytuł, bowiem jak wspomniałem na początku - jest to film cokolwiek zapomniany i niedoceniany, choć inspirowany klasyką literatury grozy.

Screeny

HO, BLACK CAT, THE HO, BLACK CAT, THE HO, BLACK CAT, THE HO, BLACK CAT, THE HO, BLACK CAT, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawa małomiasteczkowa atmosfera
+ jak zawsze u Fulciego przepiękne staroświeckie wnętrza
+ zapadająca w pamięć rola Patricka Magee

Minusy:

- niezbyt atrakcyjna i mało przekonywująca Mimsy Farmer
- dość wolne tempo filmu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -