Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:POLTERGEIST

POLTERGEIST

Duch

ocena:9
Rok prod.:1982
Reżyser:Tobe Hooper
Kraj prod.:USA
Obsada:Jobeth Williams, Craig T.Nelson, Heather ORourke, Beatrice Straight
Autor recenzji:Michał Jasiński
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:5.91
Głosów:112
Inne oceny redakcji:
Flaco - 8
BartX - 7
Skaldi - 7
Kinson - 6
Skaraś - 8

Klasyczne opowieści o nawiedzonych domach w pierwszym skojarzeniu przywodzą na myśl stare zamki bądź domostwa pamiętające co najmniej epokę wiktoriańską, mroczne, chłodne i niedoświetlone, których zmurszałe ściany były świadkami niejednej tajemnicy, a często ślady różnorakich zbrodni również ukrywają. Straszne jest to, co stare, więc jeżeli mieszkasz we współczesnej architekturze, sen możesz mieć spokojny. W 1982 roku ów spokój snu posiadaczy nowoczesnych willi postanowił zakłócić sam Steven Spielberg, który wraz z reżyserem „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, Tobem Hooperem stworzyli dzieło, należące do ścisłego kanonu klasyki horroru. Chodzi oczywiście o film „Poltergeist”, znany w Polsce pod tytułem „Duch”. Tytuł oryginalny ma o tyle znaczenie, iż w kręgu parapsychologii rozróżnia się dwa rodzaje duchów – zjawy, które mimo, iż pojawiają się, są widzialne, to zdają się nie mieć żadnego wpływu na otoczenie, snując się jedynie i nie zdając sobie z otoczenia świadomości oraz poltergeisty (z niemieckiego „hałasujący”, „stukający” duch), które przez swoją aktywną działalność, wydawane bądź powodowane dźwięki, przesuwanie przedmiotów, próbują zwrócić na siebie uwagę. I właśnie z takim aktywnym duchem zmierzyć się musi rodzina Freelingów z omawianego dzieła.

Już sam początek filmu, klimatyczna scena w której obserwujemy telewizor emitujący ostatnie minuty nadawanego programu, po których nastąpi już tylko szum i migotanie ekranu, zachwyca maestrią wprowadzenia w świat przedstawiony. Przed odbiornikiem drzemie na fotelu pan Freeling, a tymczasem rodzinny pies przemykając między kolejnymi pomieszczeniami domu w poszukiwaniu pozostawionych kąsków, pomaga nam przy okazji poznać całą resztę, w tym momencie śpiącej jeszcze familii. Obudzona przez pupila, najmłodsza z rodziny, Carol Anne, grana przez uroczą Heather ORourke, podchodzi do niewyłączonego telewizora i zaczyna odpowiadać na pytania, które zdaje się słyszeć tylko ona. Dialog z telewizorem ożywia się, dziewczynka zaczyna reagować coraz gwałtowniej, by za chwilę wszyscy Freelingowie postawieni zostali na baczność a my wraz z nimi.

Ta pierwsza sekwencja zawiera właściwie wszystkie elementy, które złożyły się na sukces filmu – atmosfera sielanki i bezpieczeństwa sugerowana przez błogi sen członków rodziny; nowoczesny, przytulny dom, ciepło urządzony i dający poczucie bezpieczeństwa; sami Freelingowie – zwyczajna rodzina, którą zdążymy polubić zanim jeszcze się obudzą i oczywiście to coś, coś niesamowitego, niepokojącego, co nagle zawita pod dachem domu naszych przyjaciół i wywróci ich życie do góry nogami. Jak zwykle w podobnych przypadkach, dziwne zachowanie małej Carol Anne zostaje zlekceważone poprzez próbę racjonalnego wytłumaczenia dziwnego stanu dziewczynki, co daje nam okazję do uczestniczenia w zwyczajnym, beztroskim życiu Freelingów jeszcze przez kilka następnych scen, umacniając nasze więzi z sympatyczną rodzinką. Nawet pierwsze symptomy paranormalnych fenomenów nie przerażają domowników bardziej, niż letnia burza. Jednak niedługo ma się to zmienić – nieziemskie siły wkroczą z pełnym impetem w spokojną egzystencję mieszkańców podmiejskiej willi a my wraz z nimi pogrążymy się w narastającym koszmarze.

Największą siłą filmu jest właśnie doskonale wygrany kontrast pomiędzy tym, co uznajemy za szczęśliwy byt a następującymi wydarzeniami. Freelingowie są niczym rodzina z reklam bądź seriali w stylu „Cudownych lat” – żyją w pięknej, pastelowej okolicy, gdzie zawsze świeci słońce a największym problemem jest pilot do telewizora, który nadaje na tych samych falach, co pilot sąsiadów. Twórcy filmu w sposób perfekcyjny portretują nam ten świat, budząc wręcz tęsknotę za idylliczną egzystencją w rzeczywistości, gdzie każdy dzień zdaje się być sobotą. Dzięki temu następujący chwilę później koszmar przeżywamy ze zdwojoną siłą, marząc, by już się skończył a my wraz z filmową rodziną powrócimy do codziennej beztroski. Zamiast tego obserwujemy naszych bohaterów na granicy psychicznego wyczerpania, a ich reakcje na kolejne upiorne zdarzenia przeżywamy bardziej, niż sam widok serwowanych nam okropności. Wystarczy przypomnieć sobie małego Robbiego, który z paraliżującego przerażenia nie jest w stanie wydobyć z siebie głosu czy też Carol Anne, która widząc symptomy powracającego znów zagrożenia, bezsilnym, dziecięcym głosikiem prosi: „już więcej nie”. Te krótkie sceny są emocjonalnymi majstersztykami, dowodzącymi niezwykłej sprawności i świadomości z jaką reżyser porusza się w gatunku kina lęków. Sam katalog koszmarnych atrakcji, serwowanych nam przez twórców, również robi wrażenie. Wychodząc z założenia, że strach przeważnie towarzyszy nam w codziennych, zwyczajnych miejscach i sytuacjach, bezbłędnie wykorzystują popularne fobie i lęki, by szarpać nam nerwy. Nie musimy obserwować otwierających się grobów czy upiornych straszydeł, by nasz poziom adrenaliny gwałtownie się zwiększył. W odpowiednich okolicznościach wystarczy dziura w ogródku wykopana z myślą o basenie, niepokojąco wyglądająca zabawka czy stare, sękate drzewo za oknem. Być może minusem filmu jest zbytnia dosłowność w ukazywaniu kolejnych ataków sił paranormalnych - nie od dziś wiadomo, że potwór tym jest straszniejszy, im dłużej jego twarz pozostaje w cieniu. W tym przypadku twórcy dali jednak upust swojej wyobraźni i pozwolili pobawić się specjalistom od efektów specjalnych, które to niestety dziś budzą już raczej sentymentalny uśmiech niż prawdziwą trwogę. Powaga reakcji bohaterów na nieco topornie szarżujące zabawki w dziecinnym pokoju wymaga bardzo silnego zawieszenia niewiary oraz wyrozumiałości dla nieco już sędziwego dzieła. Niemniej wciąż pozostają jeszcze takie perełki grozy, jak scena z nieodpartą chęcią jednej z bohaterek do uchylenia drzwi pokoju, w którym dzieją się wszelkie koszmarne zdarzenia czy moment zaglądania pod łóżko w poszukiwaniu zaginionej zabawki. To małe arcydziełka suspensu, świadczące o wielkim talencie twórców w napędzaniu widzom stracha!

Pisząc o udręczonej rodzinie nie sposób nie wspomnieć o sztabie kryzysowym, próbującym ją w ciężkich chwilach wesprzeć. Również tutaj twórcy wychodzą obronną ręką, wprowadzając grupę skorych do pomocy badaczy zjawisk paranormalnych z empatyczną doktor Lesh, która mogła być pierwowzorem zarówno bliźniaczej niemal pani Rainier z „Naznaczonego” Jamesa Wana, jak i sposobu ukazania małżeństwa Warrenów w „Obecności” tegoż reżysera. Jednak główną gwiazdą brygady ryzykownego ratunku pozostaje postać medium, Tangina Barrons, pani o niewielkim wzroście ale za to olbrzymiej charyzmie, brawurowo zagrana przez Zeldę Rubinstein, która obok blondwłosej, niewinnej Carol Anne, stała się wizytówką filmu Hoopera. To z pewnością jedna z najlepiej obsadzonych ról w całej historii kinematografii grozy. Odkąd pojawia się na ekranie, kradnie spektakl całej obsadzie, a po zakończonym seansie nie sposób jej zapomnieć. Doskonale filmowana starsza pani, mimo zaledwie 130 cm wzrostu, wzbudza respekt i autorytet, a widzowie zaczynają wierzyć, że kłopoty Freelingów właśnie zmierzają do rychłego końca.

Klimat filmu doskonale buduje również muzyka Jerryego Goldsmitha, który zamiast gwałtownych, dźwiękowych kanonad proponuje senną kołysankę, zwodniczo przeprowadzającą nas między sielską jawą a upiornym koszmarem. W bardziej gwałtownych scenach klasyczne potoki świdrujących smyczków skontrowane zostają nieprzyjemnie skrzeczącą, rdzawą trąbką bądź świdrującym w uszach fletem. W pamięci pozostaje jednak główny temat wyśpiewany przez dziecięcy chór, zakończony wybuchem niepokojących śmiechów.

Podsumowując – mamy do czynienia z „lekturą obowiązkową” , którą każdy miłośnik horroru znać powinien. Nie wszystkich obraz jednakowo przerazi – dla niektórych pozostanie raczej straszną bajką o duchach z podmiejskiej dzielnicy, upiorną wersją „E.T.” – familijnej opowiastki o zetknięciu z tajemnicą, tym razem nie tak uroczą, jak w przypadku spielbiergowskiego kosmity, niemniej nadal to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli kina grozy. Film, wokół którego narosły legendy – zarówno te z planu filmowego, sugerujące, że jest to film wyreżyserowany właśnie przez Spielberga, a podpisany Tobe Hooper występuje jedynie w roli figuranta, jak i te z poza planu o budzących grozę tajemniczych zgonach członków ekipy, w tym grających w filmie dzieci. Film, który doczekał się dwóch kontynuacji oraz remakeu, inspirujący innych twórców gatunku, wytaczający nowe szlaki i wprowadzający horror w zupełnie nową scenerię. Dzieło ze wszech miar klasyczne.

Screeny

HO, POLTERGEIST HO, POLTERGEIST HO, POLTERGEIST HO, POLTERGEIST HO, POLTERGEIST HO, POLTERGEIST

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetna gra aktorów

+ doskonała reżyseria

+ mistrzostwo w budowaniu scen grozy

Minusy:

- zbyt dosłowne efekty specjalne

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -