Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:999-9999

999-9999

999-9999

ocena:5
Rok prod.:2002
Reżyser:Peter Manus
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:Julachak Jakrapong, Sririta Jensen, Paula Taylor, Thepparit Raiwin
Autor recenzji:GrzEGOrz
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:6.83
Głosów:6
Inne oceny redakcji:

Współczesne filmy grozy z Azji dzielą się z grubsza na kilka rodzajów. W "Ringu", "The Eye" stawia się na nastrój grozy, umiejętnie budowaną atmosferę. "Guinea Pig", "Naked Blood" epatują nieprawdopodobnym wręcz okrucieństwem. A filmy z Hong-Kongu to całkowite pomieszanie estetyk z różnych półek. To w pozytywny sposób odróżnia je od produkcji amerykańskich, które praktycznie robione są od jednego wzoru - coś, co raz dobrze się sprzedało, sprzedawane jest w nieskończoność w innym opakowaniu. Ta strategia marketingowa zaowocowała również falą sequeli przebojów azjatyckich robionych w Hollywood. Czasami mamy jednak do czynienia z procesem odwrotnym, kiedy to Azjaci kopiują Amerykanów. "999-9999" to jeden z takich właśnie filmów.

Na północy Tajlandii znaleziono zamordowaną dziewczynę. Cóż, takie wypadki się zdarzają, nieprawdaż? Ale tym razem zbrodnia oprócz tego, że makabryczna, to na dodatek niewytłumaczalna. Ofiara powiem nabita była na maszt flagowy przed własną szkołą. Nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi na pytanie, jak to mogło się stać. Po jakimś czasie do szkoły w Phuket przenosi się dziewczyna, która była świadkiem tragicznych wydarzeń na północy. Wzbudza to zainteresowanie grupki przyjaciół, którzy działają jako Dare Devil Club, organizując różne szkolne awantury. Przyjaciele konstruują niezbyt wyszukaną intrygę, by poznać Rainbow. Dziewczyna tak naprawdę nazywa się Bow i opowiada przedziwną historię o numerze telefonu 999-9999, który spełnia życzenia. Ale cena, jaką trzeba zapłacić za ich realizację jest bardzo wysoka. Początkowo nikt nie chce wierzyć w jej opowieść. Chi dzwoni na tajemniczy numer i udaje mu się połączyć. Prosi dziwnego osobnika po drugiej stronie linii o Ferrari. Następnego dnia samochód stoi przed jego domem... Czy właśnie spełniło się jego marzenie? Czy będzie musiał za to zapłacić życiem? Okazuje się, że nie do końca jest tak, jak Chi sobie wymarzył. Ale w ciągu dnia ma miejsce coś, co każe mu przestać wątpić. Wygrywa upragnione Ferrari jako milionowy klient domu towarowego. Reszta przyjaciół postanawia również spróbować szczęścia mimo ostrzeżeń Bow. A w nocy ma miejsce tragiczny wypadek...

No i cóż począć z takim filmem? Filmu zrobionego wyłącznie z zapożyczeń. To przecież tajska wersja "Final Destination". Do tego widać wyraźne nawiązania do "Ringu", a humor osiąga czasami zastraszająco niskie pułapy rodem z "American Pie". Pochwalić należy naprawdę profesjonalne zdjęcia, dynamiczny montaż, ciekawe ujęcia kamery i sporo ciekawych technik realizatorskich. Właśnie od strony technicznej ten film jest popisem sprawności twórców. Co z tego, skoro po piętnastu minutach owe fajerwerki formalne zaczynają zwyczajnie nużyć, bo nie wprowadzają żadnego nastroju do filmu - są wyłącznie sztuką dla sztuki. Sceny śmierci są w miarę ciekawie zaaranżowane. Tu zresztą leży największy atut filmu - w napięciu czekamy, co się za chwilę stanie, jakim sposobem fatum dopadnie kolejną ofiarę tajemniczego telefonu. Reżyser umiejętnie przedłuża sceny nadchodzącej śmierci, piętrzy nieprzyjemne obrazy i poprzez skojarzenia każe widzowi wyobrażać sobie, co by było gdyby... W moim odczuciu na plus należy również zaliczyć pomysł z klątwą związaną z piekielnym numerem telefonu. Ma to więcej sensu niż rozwiązanie z "Final Destination". Spore wrażenie robi scena śmierci Moo Priew. Jak na młodzieżowy film tego typu, obrzydliwość i dosłowność wypruwanych wnętrzności jest nie do pogardzenia. Jednak największą, choć dwuznaczną, zasługą tej produkcji jest pokazanie, że CGI chyba nigdy nie zastąpią dobrej roboty charakteryzatorskiej. Być może jest to jeszcze kwestia techniki i mocy obliczeniowej, ale efekty komputerowe wywołują bardziej śmiech niedowierzania, niż dreszcz przerażenia. To, o czym mówię, dokładnie widać w momencie śmierci Wawy.

Ten film ten stara się być bardziej amerykański niż wszystkie slashery z Hollywood razem wzięte. Plenery jakby żywcem wyjęte z Beverly Hills, przestronne kalifornijskie domy, szybkie samochody i piękne dziewczyny. Brzmi znajomo, prawda? Tyle tylko, że tym razem dostajemy tajlandzką podróbkę. Jeśli ktoś lubi tego typu filmy i do tego podoba mu się orientalna uroda może rzucić okiem na "999-9999". Ja czasu spędzonego z tym filmem raczej nie żałuję, ale to ze względu na drugi warunek wymieniony powyżej. Acha, ale nie zdziwcie się, kiedy na "Hello" wypowiadane przez złowieszczy głos, wybuchniecie śmiechem. Głos ten jest całkowicie sztuczny, pretensjonalny i przeszarżowany. I taki jest cały ten film - w zamierzeniu straszny, trochę zabawny i efektowny, a w rezultacie śmieszny i wydumany.

Screeny

HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999 HO, 999-9999

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dość ciekawe sceny śmierci
+ bardzo dobra robota realizatorska

Minusy:

- wtórność, wtórność, wtórność

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -